24 października 2020

Miało być NARODOWE CZYTANIE, a wyszło… jak zawsze

2 min read

Ciekawa zależność, ledwie rok temu nieudolny resort oświaty obecnej, ciągle jeszcze rządzącej koalicji wpadł na pomysł, aby ze szkół wyrugować rdzennie polskie dzieła. Prawie się im udało, ale Naród powrzeszczał trochę i pomysł spalił na panewce.

Osobliwe, ale pod pręgierz mieli trafić i Fredro i Sienkiewicz, a nawet Prus. Być może, aby zatrzeć fatalny błąd swojej formacji, obecnie nam panujący i ciągle uczący się rządzenia prezydent wpadł na iście szatański pomysł i niczym  najprzedniejszy skrzypek, zagrał na nosie swoim koleżankom i kolegom partyjnym – wymyślił NARODOWE CZYTANIE uznanych dzieł. Być może to przypadek, ale do sztambucha prezydenckiego trafiły wszystkie „zakazane” nazwiska. W tym roku nadeszła pora na Henryka Sienkiewicza.

W zamyśle Bronisława Komorowskiego było zachęcenie rodaków do czegoś spontanicznego, miał rację, udało się… w dużych miastach, a w mniejszych ośrodkach? Obowiązującym był tzw. „porządek dziobania”, ponieważ wspomniany wcześniej Naród, przynajmniej w Tucholi w sobotni poranek wolał wylegiwać się w swoich łóżkach, niż wirtualnie biegać po dzikich polach. I tak oto polskość przegrała z pospolitym lenistwem. Znak naszych czasów.

Bardzo dobrym zwyczajem jest ten, że jako pierwsi lekturę rozpoczynają starosta i burmistrz, chyba oni jedyni są w tym wszystkim naturalni bo później obowiązuje już… lista. Dobry sposób na frekwencję i… tutaj każdy z czytających ten tekst, może dopisać to, co chce. Krzywdzące określenie? Tych kierujących się czystymi intencjami szczerze przepraszamy.

 Aby słowo ciałem się stało, przygotowaliśmy wspólnie krótki materiał filmowy ku pokrzepieniu serc.

________________________

(red.)

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook