wt. Lut 18th, 2020

Telewizyjno – Filmowa Agencja Promocyjna

Narzekamy na brak miejsc, a jak parkujemy? Świąteczna głupawka wreszcie się kończy

2 min read

Tuchola, małe miasteczko w centrum Borów Tucholskich. Ma swój urok i ma swój styl, cierpi, podobnie jak tysiące innych miast, głównie, na brak miejsc do parkowania. Kierowcy psioczą i mają rację, ale czy do końca  jest to prawdą, że mają ku temu podstawy?

Doprawdy, coś złego dzieje się w lokalnych szkołach jazdy, skoro tak wielkim problemem dla kierujących jest fundamentalny manewr – cam02128parkowanie pojazdu. Obserwując tucholskie ulice, możemy dojść do wniosku, że niektórzy użytkownicy dróg, potrzebują miejsca o długości pasa startowego dla myśliwców, a i wtedy mają problemy z manewrem, zwłaszcza jazdą do tyłu. Co ciekawe, im pojazd mniejszy, tym problem nasila się. Kompletnie nie myślimy w chwili, gdy dokonujemy wyboru miejsca, aby bezpiecznie zaparkować. Nie myślimy o innych, którzy mają większe ( dłuższe) auta, zamiast wykorzystać węższą lukę, pakujemy się w tę, gdzie bez trudu może zaparkować np. kombi lub mikrobus, który za chwilę przyjedzie. Wyobraźnia niektórych kierowców wyraźnie szwankuje, albo do głosu dochodzi niebywała ignorancja i brak wrażliwości, albo bezmyślność. Sytuacja dotyczy zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Osobny problem stanowią jednoślady, najczęściej skutery, które z racji gabarytów, można zaparkować praktycznie wszędzie. Co robią ich kierowcy? Parkują je tak, jak samochody. W efekcie znikają miejsca parkingowe, gdzie mogą się zmieścić nawet dwie „krótkie” osobówki.

Oczywiście, wszystko odbywa się w zgodzie z obowiązującymi przepisami, ale z praktycznego punktu widzenia trudno to zjawisko nazwać inaczej, jak głupotą. Do tego tematu powracamy już nie pierwszy raz. Na masową skalę zdarzenia tego typu pojawiają się w słynne, tucholskie dni targowe, kiedy do miasteczka przyjeżdżają niedzielni kierowcy. Prócz beznadziejnego parkowania mamy do czynienia z całą masą błędów, które mogą szybko zmienić się w zupełnie poważne zdarzenia drogowe. Niestety, do problemu dołączyć należy zjawisko tzw. „wścieklizny drogowej”. Cóż to za nowość? Zapewniamy, to żadne novum, kierowcy są agresywni, na zwrócenie uwagi reagują tak, jakby  zamiast krwi mili w żyłach czystą adrenalinę. Antidotum? Gaz obezwładniający lub… uśmiech.

Kolejny raz zwracamy się do kierowców z gorącym apelem – MYŚL ZA KIEROWNICĄ I UŚMIECHNIJ SIĘ, otoczenie nie jest twoim wrogiem, a składową życia! Uszanuj je!

_____________________

(red.)