29 października 2020

Nasz Premier „ist fein”?

5 min read

donald-tusk-laptop-haslo-niebieski7-chip_441Tak właściwie zanim zasiadłem do tego tekstu, miałem ochotę zadzwonić do Pana Profesora Miodka z pytaniem, a właściwie prośbą o sprecyzowanie tego jakże lubianego słowa, które w wersji spolszczonej brzmi… „fajny”. Używane jak Polska długa i szeroka, a przecież nie tak dawno była w „obejściu” Kaszubów, Borowiaków, nawet Kociewiaków”. Jednak nie, dam autorytetom spokój, a zaufam własnej pamięci, która podpowiada mi tylko jeden źródłosłów – „fein”. Skoro coś brzmi twardo i odrażająco dla naszych uszu, pewnikiem pochodzi zza Odry.

Skoro wiemy skąd, to bez trudu przypomnimy sobie scenę z parkingu przy słynnej sieci „Aldi” i rozmowę dwóch Niemców stojących w odległości około 100 metrów od siebie, którzy właśnie tego słowa używali nagminnie. Tak naprawdę, to wydzierali się wniebogłosy.

I nie będę dokonywał retrospekcji, że dziadek naszego Pana Premiera służył tu, czy tam, bo to nie jego wina. Przyznajmy…, bo prawda jest oczywista – Nasz Premier „ist fein”.

Za co go ubóstwiam? I tutaj zaskoczę większość czytelników – za uśmiech. O, nie! Nie mam na myśli najmniejszych porównań z Dudusiem Fąferskim – bohaterem znanej powieści „Podróż za jeden uśmiech”, bo po pierwsze pan Premier nie jeździ autostopem, a „tuskobusem”, dwa, ma znacznie lepszych przyjaciół niż Poldek Wanatowicz.

O…, choćby minister Boni – świetny fachowiec, któremu wręczono katedrę administracji i cyfryzacji. Jak wielkim zapałem i wiedzą trzeba tryskać, aby wpaść na pomysł, aby ustanowić podatki od: grzybiarzy, zbieraczy śliwek – mirabelek w przydrożnych rowach, lub bilety wstępu do parków narodowych? Obawiam się, że to Naszą jest winą – internautów, bo przez nas jest to całe zamieszanie. I nic to, bo prawda jest oczywista – Nasz Premier „ist fein”.

Jakiś czas temu postanowiłem wspomóc bliźniego w potrzebie, a że bidula była chora i gorączkowała, naturalnym odruchem było: „nie martw się, załatwię ci wizytę u lekarza”. Aby się do niego dostać postanowiłem, że wyjadę wcześnie rano. O, właśnie, co dla Państwa oznacza określenie „rano”? Mylicie się, aby dostać należne miejsce u ekscelencji – medyka, należy udać się tam przynajmniej o 04:30. Miałem pecha, mróz sięgał 12 stopni i bynajmniej nie w skali Farenheita.

Zamarzłem? Ależ skąd, chociaż przychodnia była jeszcze zamknięta na cztery spusty, można się przecież ogrzać w samochodzie. Jak to możliwe, że nie dostałem mandatu, za zatruwanie środowiska w godzinach od wiadomej, do 07:30? Bo mam samochód napędzany paliwem szatana – gazem, a za to policjanci jeszcze nie wystawiają mandatów. Przecież działam proekologicznie produkując… wodę. Czyż to nie wspaniałe? Gdyby nie dobrodziejstwo wysokich cen benzyn i wszelkich innych paliw ropopochodnych, ustalonych cenowo, za pośrednictwem Pana Premiera, niechybnie zamarzłbym na śmierć, bo prawda jest oczywista – Nasz Premier „ist fein”.

Kompletnie nie mogę zrozumieć medialnej nagonki na stan posiadania przepięknej urody niewiasty – prywatnie, córki Pana Premiera – słynnej pani Kasi. Piękna kobieta, kapitalnie prezentuje się w dżinsach, bo tylko to jedno z jej udziałem zdjęcie widziałem. W sposób specjalny preferuję uszy Pani Kasi, świetnie prezentują się, udekorowane biżuterią. Jest widoczna w każdej sytuacji i przy dowolnej fryzurze. Ktoś powie defekt? Ja nie, określę to bardzo ciepło – specyfiką urody. Oczywiście, podkreślenie walorów kosztuje i wymaga bardzo kosztownej oprawy, jednak… nie przesadzajmy, jakieś marne dwa miliony złotych, nie mogą stać się tutaj przeszkodą. To jest w końcu córka Pana Premiera, a to zobowiązuje i udaremnia wszelkie podchody w myśl zasady, bo prawda jest oczywista – Nasz Premier „ist fein”.

Przez ten przeuroczy uśmiech Pana Premiera nie mogę w żaden sposób winić Go za to, że na spotkanie z nami – dziennikarzami regularnie spóźnia się w przedziałach od 30, do 90 minut, rozumiemy to, odpowiedzialne stanowisko i mrowie spraw na głowie w każdej sytuacji mają pierwszeństwo, niż jakieś „dyrdymalskie” konferencje prasowe, których i tak nikt nie słucha, bo i po co, wszak…, prawdą jest oczywistą, że – Nasz Premier „ist fein”.

Niezwykle silną wdzięczność do Naszego Pana Premiera czuję we wszelkich kwestiach dotyczących transportu. Jestem zachwycony tym, że mojego zdrowia i życia pilnuje już prawie tysiąc fotoradarów. Odkąd widzę te wspaniałe urządzenia, nie przekraczam 50 kilometrów na godzinę. I nie mam żalu o to, że pokonanie 20 kilometrów zajmuje mi około dwóch godzin, skoro mogę rozkoszować się nowymi drogami, w których dziury tak precyzyjnie wypełniono substancją łatwo poddającą się ciężarowi pojazdów służb drogowych. Oni także mają na celu moje dobro – oszczędzają sprzęt i paliwo nie dopuszczając do akcji walców drogowych.

Osobną kwestią jest transport lotniczy, który spełnia się, zwłaszcza podczas oficjalnych wizyt państwowych. Wykonuje wszelkie loty i w każdych warunkach, a że czasami ilość startów nie pokrywa się z ilością lądowań, cóż…, to zapewne dzieło przypadku, opatrzności bożej, lub złośliwości przedmiotów prawie martwych, które wyrastają w miejscach pozostających w sprzeczności z każdym regulaminem.

Bardzo cieszę się z tego, że polskie pociągi swoimi osiągami zbliżają się do czasów uzyskiwanych przez archaiczną „Luxtorpedę”. Oczywiście żyjemy w innych czasach, a składy już wkrótce przypominać będą kształtem francuskiego Concorda, jeno, że bez skrzydeł. Genialnym jest również to, że nowoczesne pociągi poruszać się będą po tradycyjnych torach i to tych bezobsługowych, które swoimi wyrobami austriacka firma Plasser Theurer, definitywnie przygotowała do użytku 40 lat temu!

Dla mnie tak jaskrawe dowody są faktem, bo prawda jest oczywista – Nasz Premier „ist fein”.

Jestem również zachwycony stanem posiadania naszych emerytów i rencistów. Niestety, ich przedstawiciel i trybun, na skutek zbiegu niezwykle niekorzystnego dla niego zbiegu okoliczności, odebrał sobie życie, a następnie powędrował do swojej łazienki. Jasne, być może coś pokręciłem, ale naprawdę winę za wszystko ponosi wyłącznie ten paskudny, złośliwy los, którego ja w duchu nazywam… „weekendowym zabójcą”.

Proszę uprzejmie wskazać mi inny kraj, który tak mocno dba o dobro polskiego emeryta (to ie jest pomyłka)? I choćby dzisiaj, bliska mi osoba w jesieni życia, otrzymała wspaniały i hojny dar w wysokości aż ponad 200 złotych! Doprawdy nie wiem, co obdarowana zrobi z tak wielką kwotą. Myślę, że odda  ją do banku, najlepiej z nazwą „Gold” w drugim członie, bo prawda jest oczywista – Nasz Premier „ist fein”.

Pozostaje już tylko jedno, ale…, co ja takiego zjadłem lub wypiłem, że aż takich zmian osobowości doznałem w ostatniej kadencji tego rządu? A, jeżeli…, a jeśli…., nie, to niemożliwe, a gdyby Mój ukochany Pan Premier nie był „fein”?

 

Mariusz R.Fryckowski

Artykuł został opublikowany w ogólnopolskiej prasie internetowej.

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook