26 października 2020

Nasze interwencje. – Przeklęta deska

7 min read

Nie, Drogi Czytelniku, to nie będzie artykuł poświęcony lokalnym tartakom, a tym bardziej produktowi, które one wytwarzają. I choć część akcji można przenieść do okolicznych lasów, będzie to zarówno i głupie i niebezpieczne w dodatku dla nas samych.

Czas jakiś temu w jednym z lasów odkryliśmy nielegalne wysypisko śmieci, bardzo niebezpiecznych dla środowiska – elementy z tworzyw sztucznych, pochodzące z rozbiórek samochodów. We dwa auta, dyskretnie patrolowaliśmy to miejsce licząc, że utrwalimy sprawców, ponieważ śmieci przybywało. Daremnie. Po wielu miesiącach udało się doprowadzić tę sprawę do szczęśliwego finału – śmieci zniknęły i to dosłownie, sprawcy nie ponieśli żadnych konsekwencji. Temat niestety powraca, choć w innej skali, niewspółmiernej do tamtej sprawy.

O co chodzi z tą deską?

86865703_1_644x461_konsola-deska-rozdzielcza-ford-mondeo-mk2-98r-barlinek

Do naszej redakcji trafił list w którym Czytelnik opowiada historię próby utylizowania, oczywiście, zgodnego z prawem, elementu wyposażenia samochodu – deski rozdzielczej, którą zmuszony był w swoim „bolidzie” wymienić. Ponieważ naprawa była prosta, kupił zamiennik i dokonał jej w zaciszu swojego garażu, pozornie oszczędzając pieniądze, ale to okazało się chwilę później.

Kiedy było już po wszystkim postanowił zachować się tak, jak na europejczyka przystało. Zdając sobie sprawę z tego, że trzyma w dłoniach przedmiot, który dla środowiska jest toksycznym i że nie może go ot, tak wrzucić do pojemnika na śmieci, zwłaszcza teraz, kiedy nowa ustawa („śmieciowa”) reguluje to w raz lepszy, a raz w gorszy sposób.

Młody człowiek postanowił zawieść ów element do tucholskiego wysypiska śmieci. Kiedy już tam dotarł i zadowolony z tego, że zachował się nie jak dzikus śmiecący wszędzie, a jak cywilizowany człowiek, wyciągnął z bagażnika nieszczęsną deskę.

Bardzo się zdziwił, kiedy pracownik uświadomił go w tym, że tego, co trzyma w rekach wysypisko nie przyjmie, a tym bardziej nie przetworzy! Młody człowiek nie dał się zbyć słowem, zaczął dociekać przyczyn. Logika podpowiadała mu, że pewne zdarzenia, a tym bardziej przedmioty, które z czasem stają się odpadami, mogą się ze sobą łączyć. W tym przypadku wspólnym mianownikiem miał się stać… ABS.

Tworzywo, kopolimer akrylonitrylo-butadieno-styrenowy, popularnie zwany – ABS-em

Jest równie toksyczny, co azbest ale… zostawmy w spokoju skład chemiczny, bo od tej niepotrzebnej wiedzy kogoś może rozboleć głowa i zakończy w tym miejscu lekturę tekstu, a zapewniam w ciągu dalszym jest… pasjonująca.

Do rzeczy…

Z tego tworzywa produkuje się przeróżne przedmioty, np. obudowy radioodbiorników, telewizorów, sprzęt sportowy, elementy broni palnej, elementy mebli, galanterię ozdobną, przedmioty biurowe, optyczne, fotograficzne, zabawki, a nawet całe karoserie samochodowe!

Z ABS-u wykonana jest karoseria samochodu Citroën Méhari. To odpowiedzik dawnego DDR – owskiego, niezniszczalnego Trabanta.

Jak wynika z tej krótkiej informacji, ABS jest jak plaga szarańczy, można go spotkać wszędzie i nic w tym dziwnego, że coś z nim  trzeba zrobić. Spalić? Zbyt toksyczny dla atmosfery, utopić w jeziorze? Marny pomysł, to może… zakopać? Lepiej, lepiej, jednak z pewnością nie nadaje się do porzucenia w… lesie. Właśnie tam jest go najwięcej, więcej nawet, niż… grzybów, niestety, nie jest jadalny, za to piekielnie kłopotliwy.

Uparty, młody, uczciwy ekolog nie daje za wygraną!

I niech ktoś mi powie, że nie mamy wspaniałej młodzieży! Nasz Czytelnik nie poddaje się w rozmowie z pracownikiem wysypiska i argumentuje problem powołując się na wiedzę, którą już wszyscy poznaliśmy wcześniej. Nic z tego, jak jasno wynika z rozmowy, śmieci tego typu nie można utylizować na tucholskim wysypisku śmieci, trafiają one do firmy specjalistycznej z innego miasta, która utylizuje je, każąc sobie słono za tę usługę płacić. Nic więdz dziwnego, że tego typu odpady są dla tucholskiego PK sporą niedogodnością. Rachunek ekonomiczny dobrej firmy w konfrontacji z ABS-em jest wyłącznie ujemny, innymi słowy to strata pieniędzy.

To co mam z tym zrobić? – Pyta mieszkaniec.

Proszę odwieźć to do mechanika samochodowego, on z pewnością tego typu śmieci oddaje do firmy, która utylizuje podobne rzeczy. – Odpowiada pracownik wysypiska ( relacja czytelnika).

Z pewnością tak właśnie być powinno, niestety, nie jest, oto dowód…

Fotografia z naszego archiwum. O tych śmieciach porzuconych w lesie, tuż za miastem, pisaliśmy przez ponad rok. Wreszcie to wszystko zniknęło, ale…

Uczciwość mechaników ma różne oblicza, oni też chcą żyć i zarabiać, pozostałości po naprawie aut klientów są i dla nich problemem, więc je składują, wpierw na tyłach warsztatów, a gdy się nie mieszczą, szukają innych dróg wyjścia. Jedną z nich  pokazaliśmy wyżej.

Czytelnik tłumaczy pracownikowi wysypiska prawdy oczywiste.

Żaden mechanik tego mi nie przyjmie, ponieważ naprawy / wymiany tego elementu mojego auta dokonałem we własnym garażu. Po co mam płacić mechanikowi i wyłączać z ruchu potrzebne mi do pracy auto, skoro to tak prosta czynność, że nawet neandertalczyk poradziłby sobie z tym bez trudu. Nie wywiozę tego świństwa do lasu, bo to głupota, mogę za to wziąć siekierę porąbać to na kawałki i wrzucić do waszego pojemnika gdzieś w mieście i mój problem zniknie, a pojawi się u was. Czy mam to zrobić? Przecież nie chcę!

To pytanie pozostaje już wyłącznie retorycznym.

List do redakcji TOKiS – PRESS

Nadszedł kilka dni temu, nasz Czytelnik zbulwersował się całą sprawą, którą nam opisał. Poczuł się bezradny w tej sytuacji i zaproponował nam zajęcie się tą sprawą. Jego śladem pojechałem ja.

Śladami „śmieciowych tajemnic”

 Zakład Usług Komunalych w Tucholi pomimo wielokrotnej krytyki z naszej strony, to jedna z najlepszych firm w powiecie i nic w tym dziwnego, pomimo tego, że załogę stanowią przeróżne charaktery, czarne też. Firma ma swój skarb – prezesa – kobietę, która prócz tego, że ma wiedzę, jest świetnym menadżerem i to nie podlega dyskusji. Firma oferuje wiele usług w tym również: wywóz nieczystości stałych, segregacja odpadów, utrzymanie zieleni miejskiej, oczyszczanie ulic, prowadzenie Składowiska Odpadów Komunalnych w Bladowie.

Pojechałem tam. To inny świat, który w porównaniu z tym, co było przed laty. Jest świetnie prowadzone i właśnie trwają prace nad jego modernizacją. Nic nie śmierdzi, nic nie lata w powietrzu (worki foliowe), nie ma stad ptaków i wyziewów. Jest czysto, estetycznie, dokładnie tak, jak powinno wyglądać wysypisko śmieci małego miasteczka, które powoli wchodzi w XXI wiek, oczywiście, nie bez problemów.

Wysypisko jest bezpieczne i stanowi jakby małą fabrykę, gdzie segregacja nie jest czczym gadaniem, a oczywistością. Nie ukrywam tego, że zachowanie kierującego  z którym rozmawiałem, było ujmujące, a rozmowa odbyła się w świetnej atmosferze. Jednak…, niczego nowego w porównaniu z posiadaną już wiedzą nie usłyszałem.

To nic, ponieważ dobę później miałem przyjemność porozmawiać z szefem zakładu – panią Prezes. PK kieruje się swoistym kodeksem – zbiorem przepisów, które brzmią jednoznacznie i są… przekleństwem zarówno zakładu, jak i naszym. Pomimo tego, że całość reguluje wspomniana już wcześniej ustawa, nazywana „śmieciową” i słusznie, bo moim nieskromnym zdaniem nadaje się wyłącznie do kubła na śmieci, wraz z tymi, którzy dokument zredagowali, zatwierdzili i wprowadzili w życie. Nie mam wątpliwości, że istniejące luki spowodowały to, co zastał czytelnik TOKiS-u.

Wynika z tego wyłącznie jedno, pewnych etapów drabiny urzędniczej przeskoczyć się nie da? Niestety i w tej materii są równi i równiejsi, a przykład tego aż nadto widoczny, mamy ledwie kilometr bliżej od komunalnego wysypiska, dobrze znamy to miejsce…

I tutaj nie mamy do czynienia z jedną, kretyńską deską od starego auta, a z tonami śmieci, które są zapewne równie toksyczne, co słynny już ABS z tym, że właściciel nie ma w tej materii nie tylko AB- esów, ale nawet zwyczajnych hamulców natury stwora, którego ewolucja niesłusznie wykreowała na… HOMO SAPIENS z tendencją postępującą HOMO SAPIENS SAPIENS.

Kiedyś, przed laty, gdy w Polsce dominował kolor czerwony, okresowo do gminnych, obecnie powiatowych domostw zaglądały słynne komisje, składające się z urzędnika, milicjanta i strażaka. Kontrolowały one rzecz prozaiczną: ład i porządek. Ludzie panowali nad śmieciami, a kto miał na ten temat inne zdanie płacił, choć wtedy złotówka była walutą umowną. Dzisiaj tego typu sprawy i zdarzenia wychwytują strażnicy miejscy, gminni, niestety w Tucholi ich nie ma. Może to i dobrze, może źle, biorąc pod uwagę to, że te służby wielu osobom kojarzą się wyłącznie z jednym – radarami drogowymi.

Co w takim razie zrobić ma Czytelnik / nieszczęśnik, który okazuje się mieć życiową zasadę –  być uczciwym? Proponuję, aby wysłał Pan ów przedmiot na ten adres:

Kancelaria Sejmu
ul. Wiejska 4/6/8
00-902 Warszawa

Z dopiskiem dla tych wszystkich baranów, którzy zagłosowali „ZA” obecną wersją ustawy z dnia 1 lipca 2011 r. o zmianie ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach oraz niektórych innych ustaw – Dz.U. 2011 nr 152 poz. 897 i proszę się powołać na mnie.

_______________________________________________________________________

Dziękuję wszystkim, których odwiedziłem i z którymi rozmawiałem, za pomoc w stworzeniu tego materiału.

Mariusz R.Fryckowski

 

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook