24 października 2020

NASZE INTERWENCJE. TROJE MIESZKAŃCÓW TUCHOLI KONTRA STRAŻ MIEJSKA W CZERSKU. CZY DOSZŁO DO SKANDALU? (Cz 2)

8 min read

Gdybyśmy przeczytali o tej historii w jakimś tabloidzie, wszystko byłoby pewnym rodzajem normy, które w naszym kraju już dawno przekroczono  i to wielokrotnie. Jednak normy, to nie wynalazek sztucznej inteligencji rodem z filmowego „Matrixa”, a średnio inteligentnych urzędasów, którzy z nadania „poczuli” złudny, chwilowy powiew władzy. Uwielbiają się w niej pławić, nie zważając na skutki, które mogą być dla nich opłakane w chwili, gdy ci gnębieni pójdą do urn, aby zmienić swój i tak już podły los jednym głosem krzycząc – BASTA!

Swego czasu pokutowała sentencja pt. „Ludzie ludziom zgotowali ten los” korzystając z  interpretacji motta „Medalionów”, Zofii Nałkowskiej, która świetnie się wplata w czerską rzeczywistość, która w odniesieniu do trojga tucholan brzmi jak wyrok. 

Dawno, dawno temu… 17 stycznia 2014 – wczoraj

Tucholanie wyjeżdżają do Gdańska, wzięli pod uwagę absolutnie wszystko, łącznie z wyjątkowo trudnymi warunkami na drodze – spadł śnieg, drogowcy znowu są zaskoczeni, jest ślisko, a jechać trzeba. Mają dobre auto, jest wyposażone we wszystko, co konieczne, by bezpiecznie podróżować, a regulowane zawieszenie pozwala pokonywać nawet spore nierówności wywołane śniegowymi muldami. Droga  z Tucholi do Czerska przypomina rosyjską ruletkę, to prawdziwy test umiejętności, albo niepotrzebnego ryzyka – prowadzący zdaje go celująco. Za kierownica siedzi doświadczony, choć młody wiekiem kierowca, bywał w różnych sytuacjach i niejedno widział, jednak w sytuacjach skrajnych zawsze wychodził z nich obronną ręka. Tego dnia skupiony bardziej, niż kiedykolwiek, porusza się z rozsądną prędkością – jest odpowiedzialny za pasażerów, którzy z nim podróżują.

Pierwszy etap podróży prowadzi do Czerska, to zaledwie 27 kilometrów, jednak te dłużą się niemiłosiernie, na skutek głupoty i lenistwa drogowców, którzy zaspali wraz ze swoim niedoinwestowanym sprzętem. 

Fotografia wykonana 18 stycznia 2014, jeden dzień po incydencie z udziałem tucholan.

Tak miejsce to wyglądało 17 stycznia…

… a tak dzisiaj tj. 18 stycznia 2014 roku.

Nawet dzisiaj znaki poziome są nieczytelne.

Wreszcie jest, z parkingu obok marketu „Polo”, odbierze kolejną pasażerkę, pewnie już czeka i marznie. Parking jest zakorkowany, sklep przeżywa oblężenie? Cały teren wokół jest zaśnieżony, pokrywa puchu jest tak gruba, że trudno stwierdzić gdzie  można się zatrzymać, a gdzie nie. Wszystkie znaki poziome są zasypane, a poziom chodnika przez pokrywę śniegową zrównał się z poziomem ulicy. Kolejna ruletka. Kierowca wypatrzył lukę, jest i jego pasażerka, niestety, zmarzła. Zatrzymuje się na kilkanaście sekund, kluczowych sekund…

Strażnicy z „piekła rodem” sieją spustoszenie wśród kierowców parkingu

Pierwszy z nich, to potężny mężczyzna z zaciętym wyrazem twarzy, który bez pardonu otwiera drzwi pojazdu, żądając od tucholanina dokumentów. Tuż obok w podobny sposób potraktowano kobietę – kierowcę potężnego mercedesa. Zarzut jest jeden – parkowanie w miejscu niedozwolonym – na chodniku. Wszyscy są zaskoczeni, brakuje jakichkolwiek znaków, które określałyby to miejsce w sposób bezsporny. Wszystko zasypane śniegiem w takiej ilości, że równie dobrze właściciele aut mogli być posądzeni o to, że zaparkowali w poprzek pasa startowego lotniska. Strażnicy są opryskliwi, nieubłagani, od razu widać, że pojawili się tutaj w jednym celu – po to, aby ” wyrobić normy pieniężne” na rzecz miasta i tylko to się dla nich liczy. To sytuacja dość powszechna od chwili, gdy tej formacji dano zbyt wielkie kompetencje, jednocześnie zapuszczając ich proces szkolenia na tyle, że obce są im pojęcia wsparcia obywateli w sytuacjach kryzysowych, a z taką tego dnia bez wątpienia mieliśmy do czynienia, na skutek zaniedbań odpowiedzialnych za odśnieżenie ulicy i chodnika marketu „Polo”.

Sprawdza się tutaj ulubione powiedzenie Owsiaka – „róbta, co chceta”, w odniesieniu do strażników miejskich z Czerska, ma pełne zastosowanie i rzeczywiście…robili, co chcieli.

Kierowca pojazdu z Tucholi prosi strażnika o zidentyfikowanie się, żąda imienia, nazwiska, stopnia służbowego. Strażnik lekceważy kierowcę, spychając obowiązki formalne na swojego kolegę. Tucholanin zna już zarzut, pomimo tego, że tylko na chwilę zatrzymał pojazd, aby zabrać pasażerkę, potraktowano go tak, jakby zaparkował. Co ważne, w trakcie, kiedy ta wchodziła do wnętrza pojazdu, kierowca już wprowadzał koordynaty do podręcznego urządzenia GPS, aby kontynuować jazdę, nawet ten fakt strażnik wykorzystał przeciwko niemu twierdząc, że ten bawi się… telefonem!!!

Przedziwna interwencja strażników trwa dalej. Kierowca  z Tucholi odmawia przyjęcia mandatu, twierdząc, że sytuacja spowodowana jest niedbalstwem odpowiedzialnych za stan ulicy i chodnika, na którym rzekomo „zaparkował” swoje auto. Strażnik zdenerwował się i…

Czy kolejna interwencja strażnika nosiła znamiona zemsty?

Strażnik postanowił, że jednak „skasuje”  kierowcę tak, czy inaczej i ze swojej wymiętej czapki wyciągnął kolejny pomysł – argument – chce ponownie, drugi już raz ukarać tucholanina mandatem za to, że miał włączony silnik dłużej, niż minutę!!! Istnieje stare, prawnicze porzekadło: ” dajcie mi człowieka, a ja już znajdę na niego paragraf”, w tamtej chwili strażnik postanowił wprowadzić je w życie, pomimo tego, że kierowca wcale nie zaparkował auta i chciał natychmiast odjechać z pasażerką, którą wziął na pokład auta. Nic z tego, z tonu strażnika wynikało jedno… wóz, albo przewóz, a tak zapłacisz. Czas goni, ważna konferencja zbliża się, a strażnik wyraźnie specjalnie przedłuża całą awanturę, którą sam sprowokował. Kierowca z Tucholi ponownie prosi strażnika o przedstawienie się, wreszcie się udaje – strażnik przedstawia się jako… „komendant”. Nie podaje nazwiska, nie podaje imienia, podaje funkcję! Nasz kierowca zaczyna wyraźnie obawiać się sytuacji, czy ci ludzi w mundurach nie są jakimś przebierańcami, skoro postępują rażąco wbrew regulaminowi.

W tym momencie strażnik wyciąga aparat fotograficzny i…

Ciekawostka.

Podczas „wykonywania czynności” strażnik nie nakazał kierowcy opuszczenia niedozwolonego (według niego) miejsca, jak również nie nakazał wyłączenia silnika, ryzykując być może nawet swoim życiem, gdyby za kierownicą pojazdu siedział pospolity bandyta. Tucholski kierowca widząc, że sprawa się przeciągnie sam wyłączył silnik narażając na przemarzniecie siedzące w aucie osoby. 

Pojedynek na aparaty fotograficzne

Od tej chwili wszystko przyspiesza. Strażnik z Czerska fotografuje pojazd z Tucholi wraz z pasażerami, kierowca odpłaca mu się tym samym fotografuje wszystko jak leci. Strażnik wpada w furię i wrzeszczy, ze nie wolno mu tego robić! Oczywiście, to kompletna bzdura i rażąca nieznajomość prawa, a przypomnijmy, mamy do czynienia rzekomo z komendantem Straży Miejskiej w Czersku – osoba publiczną!!!

Tucholanin nie ma już czasu, musi za wszelką cenę ruszyć w drogę, bilans zysków i strat powoduje, że zaczyna myśleć racjonalnie. Decyduje się przyjąć mandat w wysokości 100 złotych za rzekome zaparkowanie auta na chodniku.Wyraz triumfu maluje się na twarzy komendanta, jednak złośliwie obaj strażnicy celowo przedłużają procedurę wypełnienia druku. Wypisanie mandatu trwa dokładnie dwadzieścia minut!!! Wreszcie zwracają dokumenty, ale co to?

Otrzymane dokumenty są własnością innej osoby! Strażnicy w owczym pędzie pomylili kierowców i pojazdy! Czy to jakaś norma ich działań?

Strażnicy narazili tucholan na to, że ci będą musieli się spieszyć, aby zdążyć na ważna konferencję, tym samym może dojść do wypadku! Ich to nie interesuje, dla nich ważne są… pieniądze i wykonanie planu „kasowań i lojalność wobec zwierzchnika, zapewne burmistrza miasta. Typowe…

Niesłusznie nałożona przez strażników grzywna, to sto złotych i utrata jednego punkcika.

Strażnicy ponad prawem?

Pomijając niekompetencję, opryskliwość, iście małpią złośliwość, strażnicy weszli tego dnia w kolizję z prawem i to wielokrotnie, jak stwierdziliśmy analizując otrzymane fotografie. Aby znaleźć potwierdzenie naszych przypuszczeń, postanowiliśmy skorzystać z pomocy lokalnej policji – drogówki. Niestety, tego dnia (sobota 18 dzień stycznia 2014) mieli wolne, a posterunek był zamknięty na cztery spusty.

Pomimo tego, że  TOKiS – PRESS poinformował Straż Miejską w Czersku o swoim przybyciu w celu zrobienia wywiadu z komendantem straży tego samego dnia, kiedy doszło do zdarzenia, jak również  pomimo tego, że już po przyjeździe do Czerska i w trakcie wykonywania sobotniej wizji lokalnej z udziałem pechowych tucholan, poinformowaliśmy patrol straży, który o dziwo tam się znalazł (przypadek?) o tym, że dotrzemy do ich komendy za około 1,5 godziny, gdzie obiecali, że  dojdzie do spotkania, zastaliśmy drzwi do ich „królestwa” zamknięte na głucho.

Spekulujemy, czy strażnicy przewidując kłopoty, uzgodnili z lokalnymi policjantami, aby nas zwyczajnie nie wpuścić i nie odpowiadać na nasze pytania? Chcemy wierzyć, że to przypadek, jednak po tym, co przytrafiło się naszym mieszkańcom w Czersku możemy spodziewać się absolutnie wszystkiego, o czym przekonał się na własne oczy słynny pan Emil – polski pogromca fotoradarów.

Obejrzyjmy nagranie z komendantem straży w  Czersku w roli głównej, który pomimo tego, że jest osoba publiczną, zobligowaną do udzielania  odpowiedzi na pytania dziennikarza, zachowuje się w sposób przedziwny, dokładnie tak samo, jak wobec tucholan pamiętnego dnia.

Mamy do czynienia ze sprawą bez precedensu, gdzie łupi się bez pardonu obywatela, nie myśląc nawet przez chwilę o tym, że on właśnie potrzebuje zwyczajnego, ludzkiego wsparcia, gdzie mając wyznaczony cel i czas na pokonanie drogi w arcytrudnych warunkach otrzymuje zamiast pomocy stres i mentalny cios wprost między oczy. Nie dziwimy się, że swego czasu przeprowadzono w Czersku referendum w sprawie rozwiązania straży. Pomimo tego, że referendum zakończyło się sukcesem władz i jednostka został utrzymana, mundurowe nieuctwo zdaje się nie mieć granic, przy ogólnym przyzwoleniu przełożonych? Jeżeli tak, to mamy do czynienia z patologią!!!

Po powrocie do Tucholi, poprosiliśmy o analizę zachowań strażników z Czerska naszych, tucholskich policjantów – ludzi, którzy są w swojej dziedzinie fachowcami i niejedno już widzieli. Po obejrzeniu zdjęć wydawali się być… wstrząśnięci i zapewne z szacunku dla munduru i służby, powstrzymali się od miażdżących komentarzy. Mieli do tego pełne prawo, nie wiedzieli przecież tyle, co my.

Na tym zdjęciu widać jednoznacznie, że strażnicy przekroczyli swoje kompetencje i złamali kilka przepisów prawa o ruchu drogowym. Samochód ma włączone światła awaryjne, zgubił silnik? Auto zostało źle zaparkowane z pogwałceniem wszelkich zasad, również tych związanych z zablokowaniem prywatnej posesji.

Zachowanie strażników spowodowało spore zamieszanie, gapie ze zdziwieniem obserwowali ich wyczyny.

Strażnicy mają za nic zasady ruchu drogowego, stanowią realne zagrożenie na drodze. Na zdjęciu widzimy, że strażnicy nie mają bladego pojęcia o tym, że przekraczają ulicę w niedozwolonym miejscu, dając zły przykład mieszkańcom. Zamiast być wzorem stali się żywymi „kasownikami” wyzutymi z zasad regulaminu, którym  powinni się kierować, a przede wszystkim go znać!

___oOo___

 Naszym zdaniem…

Działalność Straży Miejskiej z Czerska stanowi zaprzeczenie filozofii istnienia tej formacji w życiu publicznym. Niekompetencja i rażące zaniedbania pana Komendanta tej jednostki, powinny zaowocować jego natychmiastowym odsunięciem od pełnienia obowiązków. Władze miasta mają moralny obowiązek anulowania nałożonego mandatu i do oficjalnych przeprosin osób, które zostały w tak wyjątkowo paskudny sposób potraktowane przez ludzi w mundurach, z polskim orłem na czapkach. Sprawę uznajemy za zwyczajny SKANDAL i przekazujemy do mediów ogólnopolskich.

_____________________________________________________________

Mariusz R.Fryckowski red.nacz. i właściciel TOKiS – PRESS Tuchola

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook