Marek Pasturczak -współautor książki  „Trzeba ginąć, stąd się nie wychodzi. Krojanty 1939 – prawdy, mity, legendy” jest synem jednego z dowódców pododdziałów walczących pod Krojantami,wraz z Jerzym Lelwicem (wieloletni kustosz Muzeum Wojsk Lądowych w Bydgoszczy) dają czytelnikom możliwość poznania wielu szczegółów bitwy Odnoszą się nie tylko do planu sytuacyjnego,ale również do dowódców. Charakteryzują dowódców brygady kawalerii, m.in. gen. Romana Abrahama i gen. Stanisława Grzmota-Skotnickiego.

O gen. Abrahamie, który w 1933 roku został dowódcą Brygady Kawalerii „Bydgoszcz”, oficerze z armii austro-węgierskiej, oraz gen. Grzmot-Skotnickim,o tym ostatnim piszą:

„Obaj panowie reprezentowali odmienny typ oficera i znienawidzili się do tego stopnia, że ich animozje przeszły do legendy. Dwumetrowego wzrostu, potężnie zbudowany Abraham ze wspaniałą, budzącą mimowolny respekt aparycją, był niesamowicie wymagający pod względem służby liniowej, cenił sobie wojskowy dryl i przaśną swojskość. Służba garnizonowa mniej go interesowała. To, jak i fachowość oraz bezgraniczne oddanie sprawom służbowym były kategoriami, według których oceniał oficerów. Nie tolerował żadnych słabości, a na dostrzeżone reagował ostro, czasem wręcz ordynarnie, stąd nosił przydomek „Konstanty”, co wprost nawiązywało do postępowania Wielkiego Księcia Konstantego. Jego hasłem było: „W wojsku nie ma miejsca dla karierowiczów, fajtłap i tatusiów. Gen. Grzmot-Skotnicki był diametralnie inny. Niewielkiego wzrostu, co było przyczyną olbrzymiego kompleksu, nosił oficerki na podwyższonym obcasie i „napuszoną” rogatywkę. Dzięki układom legionowym zrobił w wojsku zawrotną karierę, która sprawiła, że stał się bufonowatym malkontentem, co wraz ze wspomnianym kompleksem sprawiło, że uchodził za człowieka nieprzewidywalnego, nadętego i złośliwego. Jego konikiem było życie towarzyskie, lubił pompę i celebrę, a służbę liniową oraz inne sprawy traktował jako zło konieczne, wyręczając się zastępcami. Podległych oficerów klasyfikował głównie pod kątem układów towarzyskich i pochodzenia społecznego – „herbowi” i „pospólstwo” – oraz oddania jego osobie. Trzeba jednak oddać, że w odróżnieniu od poprzednika cechowała go galicyjska elegancja i kultura”.

Nie ujawniamy wszystkich szczegółów książki, jak również nie ujawniamy pełni zapisu filmowego, aby nie zepsuć czytelnikom przyjemności poznania niezwykłych faktów tej znanej historii. Warto po nią sięgnąć, jest dostępna w sieci księgarń internetowych i być może kilka egzemplarzy zachowało się w naszej bibliotece, warto zapytać.

Na zaproszenie Pani dyrektor MBP, przy kawie, mieliśmy okazję porozmawiać z autorami książki, a ponieważ powszechnie wiadomo,że TOKiS – PRESS pasjonuje się historią, szybko znaleźliśmy wspólny język, również w kwestii jednego z najsłynniejszych poligonów niemieckiej „Wunderwaffe” – Heidekraut / Wrzos,która od podobnie jak bitwa pod Krojantami , jest zakłamywana przez współczesnych z braku wiedzy. I do tej sprawy obaj panowie się odnieśli, podzielamy ich poglądy ich w tej sprawie.

To była niezwykła lekcja historii, którą oparto również o drobne artefakty z przeszłości. Uczestnicy promocji książki byli chyba usatysfakcjonowani, podobnie, jak kilka godzin wcześniej młodzież, która jako pierwsza poznała nieznane fakty z przeszłości, tak bliskiej nam.

Zachęcamy do lektury, to naprawdę znakomicie napisana książka,którą pochłania się jednym tchem. I jeszcze jedna informacja, którą posiadamy wyłącznie my, pan Marek Pasturczak okazuje się być uczniem pana Jerzego Dercza – tucholanina, którego bliżej przedstawiać nie trzeba, a który wziął udział w spotkaniu. Po latach, obaj panowie serdecznie się uściskali, a pan Dercz podkreślał, że pan Marek był wyjątkowo uzdolnionym uczniem.

Autorów serdecznie podprawiamy i zachęcamy do pozostania w kontakcie z naszą redakcją. Tucholskiej MBP dziękujemy za zaproszenie.


Mariusz R.Fryckowski