97 rocznica powrotu Tucholi do Macierzy, czyli… lokalny kryzys patriotyzmu pogłębia się

To właśnie 29 Stycznia 1920 – Wojsko Polskie wkroczyło do Tucholi, Starogardu Gdańskiego, również do Czerska. Przykro przyznać, ale tucholanie zapomnieli o tym święcie…

Wielkim błędem jest, że oficjalne portale zarówno miejski, jak i powiatowy ten fragment najnowszej historii miasta pomijają. Na szczęście są książki napisane przez pasjonatów, nie cieszą się jednak popularnością, jak to książki.

To może jakieś galerie fotografii? Jest lepiej, ale pozamykane w domowych archiwach, okazjonalnie trafiają na tablice wystawowe. W związku z tym trudno dziwić się temu, że każdego roku coraz mniej tucholan zainteresowanych jest obchodami ważnych dla miasta świąt. Sporo osób utyskuje, że oficjalnym miejscem, gdzie skupiają się główne obchody jest pomnik św. Małgorzaty. Jest w tym trochę prawdy, pewnie przydałby się jakiś obelisk, który byłby formą kompromisu dla wszystkich, ale…, to patronka miasta, trafniejszego miejsca nie ma i na razie nie będzie.

Uroczystości rozpoczęły się w samo południe w kościele pw. Bożego Ciała w Tucholi, tym samym, tradycji stało się zadość. W mszy uczestniczyła spora grupa wiernych, jednak tłumów nie było. Po uroczystościach kościelnych było jeszcze gorzej, tucholanie rozeszli się do swoich domów.

Policjanci wzorowo przygotowali trasę przemarszu, jednak udział w nim wzięło niewiele osób. Wśród reprezentantów dostrzegamy  władze miasta i powiatu. Był Pan Burmistrz, który jakoś nie potrzebuje reprezentanta, jednak Pana Starosty Tucholskiego jakoś nie dostrzegliśmy. Zabrakło też radnych z obu jednostek, senatora, posłów różnych ugrupowań, którym rzekomo „leży na sercu dobro miasta” itd, itd.  Niby nic istotnego, ale przykład wędruje z góry. Trudno się więc dziwić, że mieszkańcy miasta stawili się na uroczystościach w ilościach śladowych. Słowem,  z frekwencją z przekonania, jest jeszcze gorzej, niż w latach ubiegłych.

Lokalny kryzys patriotyzmu, przez brak np. ulubionego Disco Polo? Nie ta „impreza”?

Nie kultywujemy zdarzeń z przeszłości, nie mamy pojęcia o historii miasta i regionu, najgorsze, że nawet nie czujemy potrzeby jej poznania.

W uroczystościach brali udział przedstawiciele  Borowiackiego Towarzystwa Kultury. Wśród reprezentantów dostrzegamy Panią Prezes – Honorowego Obywatela Miasta i Gminy, zapalonego historyka i dokumentalistę regionu. Możemy sobie wyobrazić, jakie miała odczucia. Podobne mamy i my. Z naszych obserwacji wynika, że praca związana z popularyzacją historii wśród czytelników, to zmarnowany czas i pieniądze. Rokowania, co do ewentualnych zmian na lepsze, są żadne. Wolimy grilla, kiełbasę i ruchome obrazki w telewizorze, nie mamy innych potrzeb, czy też tak dalece popadliśmy w apatię w związku z tym, co dzieje się w Naszym Kraju?

Jest to jakieś wytłumaczenie, ale jeżeli my, wspólnie, nie zrobimy z tym porządku, wpierw w opłotkach, to kto? Opatrzność? „Niech się dzieje wola nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba”?

Sama uroczystość przebiegła bez większych wpadek, no, może z wyjątkiem fragmentu przemówienia Pana Burmistrza, który zupełnie słusznie nawiązuje do niebezpieczeństw, które wypływają z teraźniejszości. Przemyślano tekst, który przeczytał. Ktoś zaangażowany w politykę bezbłędnie to wychwycił i dobrze, tak miało być!

Za wielką wpadkę uznać można zły dobór do okoliczności, jednej  z „pieśni patriotycznych”. Organizatorzy, czy rzeczywiście „komuna” powróciła? W kwestiach historycznych, ściślej doboru pieśni, zawiedliście nawet Wy! Tego wybaczyć nie można.

To były wyjątkowo smutne obchody wspaniałego święta, które powinno być radosnym i obchodzonym wspólnie w cieniu biało – czerwonej. Pocieszające jest tylko to, że zebrani wokół pomnika Naszej Patronki, to w większości ostatni patrioci mieszkający w tym miasteczku.

Mówimy jak jest i jak być powinno.

______________________

(mrf.)