Brak taktu, pazerność, a może zwykła głupota? Bezwzględni pośrednicy.

Kilka dni temu w tucholskim portalu policyjnym pojawiła się kolejna przytłaczająca informacja o dramacie, który rozegrał się na jednej z tucholskich, bardzo uczęszczanych ulic. Zła aura zaskakuje kierowców, jeszcze bardziej… pieszych, którym wydaje się, że na traktach pieszych są bezpieczni. Niestety:

 W sobotę (17.01) na ulicy Warszawskiej w Tucholi została potrącona 60-letnia piesza. Kobieta szła chodnikiem, gdy nagle uderzył w nią samochód renault. Jego kierowca, jak wstępnie ustalili policjanci, w wyniku gwałtownego hamowania prawdopodobnie stracił panowanie nad pojazdem. Na skutek tego samochód zjechał z jezdni i wpadł na chodnik.  W wyniku zdarzenia 60-letnia piesza z obrażeniami ciała trafiła do szpitala. Kierowca auta, 48-letni tucholanin był trzeźwy.  Okoliczności wypadku ustalają tucholscy policjanci.

Przykra sprawa, zwłaszcza, że poszkodowaną została niczego nie spodziewająca się osoba. Dalsze ustalenia z pewnością jeszcze nastąpią, a tym czasem…

… nasz telefon rozdzwonił się. Najczęstsze były wyrazy wsparcia i współczucia, bo niezwykła zbieżność nazwisk osoby poszkodowanej z szefem TOKiS-a zrobiło swoje. Spieszymy uspokoić, owa zbieżność nazwisk jest całkowicie przypadkowa, jednak nie dla jednej z osób – kobiety o miłym głosie, która postanowiła na cudzym nieszczęściu zrobić … biznes!

Od czasów przemian w Polsce zaczęto powielać stare, wypróbowane metody amerykańskich firm, których głównym zadaniem jest odzyskiwanie należności od firm ubezpieczeniowych, które w większości nierzetelnie naliczają odszkodowania poszkodowanym. Brzmi nieprawdopodobnie? Jak to możliwe ze firmy ubezpieczeniowe mogą w tak nieuczciwy sposób postępować z klientem? Niestety, dla ich sposobu postępowania i w ich mniemaniu, wszystko jest w porządku, ale to tylko jednostronny sposób spojrzenia na przekrój zdarzenia od zaistnienia, do likwidacji i w efekcie wypłaty zaniżonego odszkodowania. I właśnie tutaj wspomniane wcześniej firmy odnalazły swoja niszę i działają na korzyść klienta, z dobrym skutkiem. Tym samym rynek prawniczy zapewne mocno to odczuł, tracąc część klientów.

Największym magnesem są kwoty i atrakcyjny procent, który skasuje firma pośrednicząca w operacji ubezpieczyciel – poszkodowany. Dwie silne i rozpędzone machiny pełne wsparcia zawodowych prawników w obronie prawa konsumenta? Jak pięknie to brzmi! To działa!

Niestety, nie wszyscy o tym wiedzą, że mogą skorzystać z pomocy kogoś więcej, niż adwokata, często drogiego. Biznes kręci się

każdego roku lepiej, ale pośrednicy zatrudnieni w firmach odzyskujących należności zmuszeni są docierać do swoich klientów w każdy możliwy sposób. Dotychczas na szkoleniach uczono ich, by zachować umiar i takt, teraz chyba wszystko uległo zmianie, skoro doszło do tego, że ci potencjalni dobroczyńcy zamienili się w „hieny”.

Jedna z takich firm aparycją swojego przedstawiciela, ściślej przedstawicielki, nie przebiera w metodach i ma czelność docierać nie tylko do rodzin, ale do osób bezpośrednio poszkodowanych, którym coś złego przytrafiło się ledwie kilka chwil temu i nie przeszkadza to jej w tym, że poszkodowana osoba może być jeszcze w szoku, przykuta do łózka lub mieć traumę. Jak to możliwe, gdzie są przełożeni takich osób, gdzie zawiódł proces szkolenia pośrednika,  z zakresu dobrego wychowania lub podstaw psychologii?

Dla wspomnianej pośredniczki nie ma najmniejszej świętości, próbuje docierać do swoich potencjalnych klientów w każdy sposób, a to przez fora internetowe, a to telefonicznie, coś takiego właśnie przytrafiło się nam.

Na jednym ze skandalicznych forów (do którego już dawno powinien wkroczyć prokurator), czytamy nadspodziewanie ciekawy komentarz zbulwersowanego internauty. Pod wpisem bezwzględnej pośredniczki, szukającej zarobku, która swój wpis wkleiła pod krótkim artykułem popularnej gazety, która opisuje kolejne zdarzenie na drodze, gdzie ucierpiał człowiek:

Hiena nie cieszy się sympatią, podobnie jak większość zwierząt padlinożernych. Już sama świadomość, że to zwierzę może wywlec i zbezcześcić niedawno pochowanego krewnego wystarczyła, aby hien nie lubiono. Wszak w większości kultur zmarłym należy się szacunek, stąd zwierze, które okazjonalnie mogło spożywać ludzkie zwłoki budziło powszechny gniew i nienawiść. Jakby tego było za mało, jednym z dźwięków wydawanych przez hienę jest odgłos przypominający upiorny chichot. Tego dla ludzi było już za dużo – nie dość że zwierzę dosłownie żeruje na cudzym nieszczęściu, to jeszcze się przy tym „śmieje”. No i pokarm – mięso niekiedy już w stanie znacznego rozkładu, dla ludzi ohyda, dla hieny rarytas. 

Anonimowy internauta ma rację, upraszczając, to zwyczajny skandal.

Więcej taktu przedstawiciele, więcej taktu…

______________________

(red.)

Fot. wstępna nie ma niczego wspólnego z opisana sytuacją.

Fot. eszjot.wordpress.com

Fot. www.carpatiabiznes.pl

RSS
Follow by Email
Facebook