Brudna „Biedronka”, czyli…gdzie jest SANEPID?

Ponownie tucholska „Biedronka” – wielki sklep, napędzany pozornie niskimi cenami za towar, którego jakość pozostawia wiele do życzenia. Tak, było jest i będzie do chwili, kiedy ta sieć zrozumie, że ludzie w żaden sposób nie przypominają rogacizny.

O „Biedronce” mówiliśmy wiele, braliśmy pod lupę żywność, ściślej to,co w niej się znajduje, co ma niezbędne certyfikaty, a co jest niczym innym jak szerokim przeglądem tablicy Mendelejewa ( to taki pan z brodą,który wymyślił układ okresowy i przewidział w nim miejsce dla pierwiastków, które w jego czasach jeszcze nie istniały). Mówiliśmy też o tym, co bulwersuje wiele osób, a które przyjmują ten stan, jako „normalność” – brud.

Ten sklep, to wylęgarnia zarazków. Kiedy szczęśliwi wrócimy z „łowów” do domu i nie umyjemy rąk, sami będziemy sobie winni za to,że „przypałętało się o nas” jakieś choróbsko. Biedne szpitale, ściślej personel w nich pracujący, który nie dość tego, że ma problemy z administracją, ma jeszcze od cholery pracy z leczeniem chorych.

I tak toczy się dzień za dniem, jednak…, jeżeli nie my, to kto powie to jasnym i prostym językiem? Ileż to rozmów odbyliśmy z ludźmi od „biedronkowego” pijaru, mówiąc jak jest, ile podobnych głosów wędrowało w sprawie brudnych „Biedronek” z całej Polski? Trudno zliczyć, ale sprawdzić łatwo.

wiadomosci.gazeta.pl

Szczury pod sufitem w malowniczym miasteczku Koło, problemy w Szczecinie, można je wymieniać i wymieniać. Nikogo to nie rusza.

Brud w „Biedronce” jest zarówno w budynku, jak i na zewnątrz. Słynne wózki i boksy w których one stoją, to już wręcz legendarny brud. Kosze na śmieci i to, co znajduje się za nimi, szkoda mówić. Brudne, lepiące się ruchome taśmy przy kasach, zakłócona komunikacja wewnątrz sklepu, gdzie klienci wpadają na siebie, co powoduje, że część towarów ląduje na brudnej posadzce, a dookoła świeże pieczywko ze spulchniaczami i inne „doskonałości. Oczywiście, zwolennicy brudu powiedzą, „to zmień sklep”, oczywiście, można,ale nie rozwiązuje to problemu.

I ciśnie się na usta zasadnicze pytanie, kto jest za ten stan odpowiedzialny? Odpowiedź wydaje się być oczywistą – załoga, ale czy tak do końca, to prawda? Pracowników obsługi jest wielu, pracują jak galernicy, widać to gołym okiem. Wniosek może być tylko jeden – system pracy „Biedronki” jest to wyrzucenia, odpowiada za ten stan kierownictwo nie sklepu, a całej sieci. I na nic podwyżki dla pracowników, bo cierpią klienci, których sieć traktuje, jak bezkształtną i bezmyślną, żywą masę.  W sklepach tego typu nic nie dzieje się bez przypadku. Ułożenie towarów, to prawdziwa sztuka, którą zajmują się specjalne oddziały pracowników „Biedronki”, to oni decydują o tym, co i gdzie ma leżeć, bo rozkład  towarów daje pewność,że uda się klienta zatrzymać w sklepie nienaturalnie długo. Ten w poszukiwaniu np. pieprzu, po drodze, kupi jeszcze dziesięć artykułów, o których przed wejściem na salę, nawet nie pomyślał – manipulowanie klientem!

Jednak trudno zrozumieć, dlaczego od ostatnich świąt, ilość towaru na sali jest tak duża, że zakłóca ciągi komunikacyjne? To przecież realne niebezpieczeństwo w razie pożaru, eksplozji ładunku wybuchowego itp., sprawna ewakuacja w takich warunkach, jest niemożliwa. Gdzie są służby, gdzie są kontrole? Czyżby „Biedronki” działały na specjalnych zasadach? Zapracowana załoga tucholskiej „Biedronki” nie ma czasu na to, aby złapać miotłę i wysprzątać to,co brudne. Nie zaglądaliśmy do lad chłodniczych, to zbyt duże ryzyko, może jest tam coś, co właśnie zmutowało i kiedy pochylimy się nad „mieszanką wiosenną” wyskoczy ze środka i odgryzie nam głowę?

Tucholską „Biedronkę” już dawno powinien odwiedzić lokalny oddział „Sanepidu” i wykonać to, do czego został powołany – do kontroli. Niestety, ta „firma” woli zajmować się nakładaniem grzywien na rodziców, którzy boją się szczepionek, które stanowią ryzyko dla ich dzieci.

Aby posprzątać tucholską „Biedronkę” potrzeba permanentnej miotły, która porządki zaczęłaby w PIP, Sanepidzie i jeszcze w kilku innych instytucjach.

W naszej ocenie, ten sklep jest niebezpieczny i ma to związek zarówno z towarami, jak  i z otoczeniem, polskie i unijne normy bywają różne, wspólne dla wszystkich jest zagrożenie dla zdrowia, zarówno kupujących, jak i tam pracujących.

Nakładanie mandatów, to strata czasu, ten sklep należy zamknąć na dobę ( lub dłużej) i porządnie wysprzątać, może wtedy będzie jakiś pozytywny skutek. Jednak my jesteśmy bardziej radykalni w poglądach – „Biedronko”JESTEŚ BRUDNA, A CZASAMI ODRAŻAJĄCA!!!


(MRF.)