Ceny paliw w Tucholi nie mają racjonalnego uzasadnienia!

Ceny paliw na świecie lecą dosłownie „na łeb, na szyję”, a będą jeszcze niższe, za sprawą zniesienia sankcji USA wobec Iranu. Nie od wczoraj świat wie, że paliwa, to broń, a tę skrzętnie wymierzono w stronę reżimu Putina.

Obniżka cen dotarła również do Polski, choć każdy kolejny rząd robi wszystko, aby ukryć w nich swoje podatki. Wszelkie ruchy cenowe, to kompromis zawarty właśnie pomiędzy kolejnymi ekipami rządzącymi, a koncernami paliwowymi. Wszyscy decydenci wiedzą o tym, że konsument jest tego świadomy i należy odpowiednio wcześniej zareagować „kosmetyczną” obniżką cen, aby zapobiec powszechnemu niezadowoleniu.

Owa kosmetyka trwa w Polsce od wielu miesięcy, jednak jest takie miejsce, gdzie mechanizm ten nie działa – Tuchola. Czy oznacza to, że zmieniło się jej położenie geograficzne? Nic podobnego, śmiało można się pokusić o przypuszczenie, że tucholskim rynkiem paliw rządzą przypadkowe osoby, ale za zgodą i wiedzą swoich przełożonych, którzy dyktują warunki. To chory mechanizm!

Ustalając każdego nowego dnia cenę paliw, część stacji sugeruje się cenami swoich konkurentów, w efekcie redukują cenę o niewielką kwotę, np. o grosz, dwa itd. Ci mali jeszcze kierują się jakimiś zasadami „umownej” konkurencji, a co z monopolistami, przedstawicielami znanych sieci? To zupełnie inna baśń. Tak, czy inaczej, konsument z Tucholi zostaje naciągnięty na wiele dziesiątków groszy. To, co boli lokalnych kierowców, to fakt, że firmy stosują inne ceny poza Tucholą, a inne (wyższe) w mieście.

Obecnie ceny w tucholskich stacjach kształtują się na poziomie pomiędzy 4, 15,a 4,24 złotych. To jedne z najwyższych cen w kraju!

Dla porównania, ceny paliw w pobliskim Czersku kształtują się na poziomie od 3, 70! Niższe ceny są w Chojnicach, Sępólnie Krajeńskim, ba, nawet w Bysławiu, gdzie tankujemy znacznie poniżej 4 złotych!

Dość tego! Ten skandaliczny mechanizm naciągania lokalnych kierowców należy przerwać. Sposób jest prosty i z pewnością wymusi rewizję „pomysłów, na szybki zysk” lokalnych stacji. Zmieńmy przyzwyczajenia, tankujmy rzadziej, ale większe ilości paliw z daleka od Tucholi. Zmniejszenie liczby klientów z pewnością wymusi na lokalnych „pompiarzach” przemyślenie sytuacji, kiedy kasa będzie prawie pusta. Czego potrzeba? Solidarności kierowców, przez jakieś dwa, trzy tygodnie.

Nie dajmy się naciągać, to nasze, ciężko zarobione pieniądze, a te trafiają nie tam, gdzie trzeba.

Po co, skoro możemy je mieć nie w cudzej, a we własnej kieszeni! Pozostaje jeszcze kwestia jakości paliw, ale to materiał na osobną opowieść, która z pewnością doczeka swojego miejsca na łamach TOKiS-a.

________________

(mrf.)