Co znajduje się w bysławskich wodociągach?

Tak do końca nie wiadomo. Niektórzy twierdzą, że woda, jeżeli nawet, to jakaś dziwna. Były nawet głosy, że sądząc po barwie, być może to… koniak. Zupełnie niezły gust, jednak najlepiej przekonać się o tym osobiście i… przypadkowo.

Miałem dzisiaj przyjemność jechać przez Bysław. Miejscowość mocno się zmieniła, wypiękniała i trudno określić, czy mamy jeszcze do czynienia z wsią, czy maleńkim miasteczkiem równym dawnemu Lędyczkowi, który raz był wsią, innym razem nie, ale zawsze najmniejszym w Polsce. Pech chciał, że postanowiłem tak zwyczajnie, umyć ręce w jednej z przygodnych restauracji. To, co popłynęło z kranu zadziwiło nawet mnie. Owszem, jestem kawoszem, ale ciecz, która popłynęła do zlewu, była znacznie ciemniejsza. Dobrze, że miałem w aucie jeszcze kilka zwilżonych chusteczek. Po powrocie do siebie, wykonałem kilka telefonów w sprawie „tego czegoś”, co ktoś z miejscowych szumnie nazwał…. wodą.

 

Zadzwoniłem do znajomego.

 

Głos w słuchawce mówi z wyrzutem…

 

– no, coś ty? Przecież o tej sprawie trąbi od wieków Tygodnik Tucholski. Faktycznie, teraz jest lepiej, woda tylko od czasu, do czasu zmienia barwę, ale i tak jej nie pijemy, nie jesteśmy samobójcami.

 

– najczęściej kupujemy mineralną z Biedronki, jest paskudna, ale i tak sto razy lepsza od tego kranowego świństwa.

 

– …wielokrotnie, ale wiesz, jak to PK, mają nas tam, gdzie kończą się plecy, to jak z milicyjną zależnością, zawsze mętna, zawsze z paskudnym osadem. W Lubiewie jest zdecydowanie lepiej, ale tam ma swoją siedzibę wójt, to się boją.

 

– niby masz rację, maszyneria znajduje się w Bysławiu, ale Lubiewo być może „bardziej po drodze”, pewnie było łatwiej zrobić porządek z rurami biegnącymi w tamtym kierunku (śmiech).

 

– dla nas sprawa jest prosta, nikomu nie chce się porządnie wypłukać instalacji, chodzi o utraconą wodę, za którą nikt nie chce zapłacić, a być może utylizować, choć kiedyś, podczas takiej awarii, wylewali płukankę wprost na pole.

 

_ cholera wie, co oni tam mają, opowiadali bajki o zużytych odżelaziaczach, wiesz…, takie pierdolamento w układnej zupie, mają gdzieś ludzi i się jakoś kręci.

 

– coś ty? Nikt nie wychyli głowy, to mała społeczność, tutaj słuchają głosu tylko tych, którzy mają plecy, władzę, albo zatrudniają ludzi. Śmiechu warte, ludzie chcą żyć.

 

– nie chcemy tego świństwa, planujemy odłączyć nasz dom od instalacji, zadłużymy się, ale wykopiemy własną studnię, sąsiedzi są zainteresowani, rozłożymy koszty i jakoś się dogadamy, ale łatwo nie będzie.

 

(mrf)

 

RSS
Follow by Email
Facebook