DEBATA SPOŁECZNA o zachowaniach ludności w przypadku zdarzeń drogowych (filmy)

Z tym problemem służby mundurowe borykają się nie od dzisiaj, jedynym wyjściem z sytuacji jest uświadomienie jej tego, że pewnych sytuacji należy unikać, dla własnego bezpieczeństwa.


Wracamy na chwilę do modelowej sytuacji, która wydarzyła się kilka miesięcy temu w Tucholi. Mieliśmy do czynienia z dużą pozoracją w którą zaangażowano wszystkie służby i… nieświadomych niczego mieszkańców, którzy w większości oblali ten swoisty egzamin.

W debacie udział wzięli policjanci i strażacy (prelegenci) oraz mieszkańcy – publiczność. Statystyki, które ujawnił tucholski komendant przerażają, podobnie jak kwoty, które podatnik musi wyłożyć na likwidację zdarzeń i leczenie rannych. Najtragiczniejszym skutkiem katastrofy są właśnie…, ofiary – zabici. Być może od strony moralnej stanowi to uchylenie wszelkich norm, ale wyceniono śmierć człowieka! Kwota jest ogromna, poznaliśmy ją w krótkim, wcześniejszym materiale filmowym.

Strona społeczna nawiązała do niedawnej akcji na terenie Tucholi w której doszło do katastrofy polegającej na zderzeniu się furgonu z cysterna przewożącą materiały toksyczne. Doszło do pożaru, rozszczelnienia cysterny z chemikaliami – obraz jak po wojnie, wszędzie leżały ofiary. Do tej sceny odniósł się dowodzący akcją w tamtym czasie: mł. bryg. mgr inż. Krzysztof Łangowski. To właśnie on nakreślił szereg zachowań mieszkańców, którzy miast zastosować się do poleceń służb i oddalić się z miejsca zagrożenia, najlepiej pod wiatr ( mieliśmy do czynienia z materiałami toksycznymi) przemieniali się w swoistych kibiców, ciekawskich, którzy gdyby doszło do faktycznej akcji, mogliby ucierpieć.

Łangowski zaprezentował sceny w których nawet matki z dziećmi wchodzą w strefę zagrożenia. Dostało się również dziennikarzom i słusznie. Dla dobrych ujęć zaryzykujemy, ale trzeba mieć świadomość tego, że niejedno już widzieliśmy i w krytycznej chwili z pewnością zareagujemy tak, jak nas do tego szkolono. TOKiS zna te procedury.

Osobnym problemem był gigantyczny drogowy zator, który ciągnął się do horyzontu. Strona społeczna debaty wspominała o rozmowach, które toczyli kierowcy poprzez słynne CB-radia.

Uchylimy rąbka tajemnicy technik działania TOKiS-a. W tamtym czasie dwa z naszych trzech aut operowały w miejscu zdarzenia. Oba wyposażone były w rejestratory zamontowane z przodu i tyłu oraz 4 stacje radiowe – dwie stacjonarne na pokładach obu aut oraz dwie przenośne (tzw. „ręczniaki”).Przy pomocy ręczniaków reporterzy komunikowali się między sobą, stacjonarne prowadziły stały, rejestrowany nasłuch na kanale drogowym (19-stym). Jedno z aut poruszało się w po peryferiach prowadzonej akcji, drugie umieszczono możliwie najbliżej miejsca katastrofy.

Z prowadzonego nasłuchu radiowego wynikało, że część kierowców unieruchomionych w korku drogowym krytycznie odnosiło się do akcji, którą przeprowadzono w szczycie ruchu. Owa krytyka wynikała z braku rozpoznania sytuacji, innymi słowy, kierujący nie mieli pojęcia o tym, że mimowolnie dostali się w środek lokalnego kataklizmu. Ci bardziej domyślni, ze zrozumieniem odnosili się do sytuacji, zdając sobie sprawę ze skali operacji. To ci ostatni pocztą pantoflową informowali nadjeżdżających użytkowników o katastrofie i utrudnieniach w ruchu. Sytuacjam również w eterze była dynamiczna, zmieniała się i wręcz powtarzała z chwilą, kiedy część zdających sobie z sytuacji kierowców odjeżdżała, a po chwili napływała fala nowych. Niepewność ustąpiła po kilkudziesięciu minutach, gdy wiedza o utrudnieniach w ruchu drogowym, dotarła poprzez radia do Świecia, Chojnic, Bydgoszczy i Sępólna.

Strona społeczna twierdziła podczas debaty, że w eterze utrzymywała się powszechna krytyka, my twierdzimy, ze nie do końca było to prawdą.

Nie można mieć większych zastrzeżeń do pracy  służb mundurowych, praktycznie każdy funkcjonariusz znał swoje miejsce i zadania, w naszej ocenie wywiązywali się z obowiązków jak należy. Choć sytuacja była wywołana sztucznie być może ujawniła brak jakże ważnego pierwiastka, który upodobniłby zdarzenie do faktycznie losowego, gdyby doszło do ewakuacji mieszkańców z zagrożonego kwartału.

Ich ewakuacja (jak ustaliliśmy), stanowiła jednak ryzyko, to zrozumiałe i zapewne wygodnicki styl życia mieszkańców wywołałby falę pozwów sądowych, a w najlepszym razie mnóstwo niepotrzebnych spięć. To niebywałe, ale pewne.

Brygadier Łangowski wspomniał też o bardzo ważnej sprawie – postawach przygodnych osób, które przybierały postać supermena / bohatera, który za wszelką cenę chciał nieść pomoc, nie zdając sobie sprawy z tego, że stanowi zagrożenie nie tylko dla siebie, ale i innych.

Krytycznie odniesiono się także do zachować „ciekawskich”, którzy byle wszytko zobaczyć z bliska, gotowi byli nawet wejść podczas akcji do karetki, czy wozu bojowego strażaków. Wszyscy ci ludzie stanowili zagrożenie, a ich pozbycie się w tak dramatycznej sytuacji stanowiło problem. Na bieżąco, kłopoty rozwiązywali policjanci, ale i oni mieli ściśle przydzielone zadania podczas akcji, byli potrzebnie w wielu miejscach.

Nie było bałaganu, jednak postaw niektórych przechodniów nie sposób było przewidzieć. Nie reagowali na polecenia, lekceważyli sygnały i ograniczenia, nawet te czysto fizyczne – taśmy określające strefę działań służb.

Mieliśmy do czynienia z kolejną debatą społeczną, która poświęcona była bezpieczeństwu i dziwi fakt, że zainteresowanych przybyło tego dnia do auli Książnicy Tucholskiej tak niewielu. To bardzo zły sygnał, jednak upór ludzi w mundurach budzi szacunek, nie poddają się i chcą trafiać do mieszkańców praktycznie bezpośrednio, np. poprzez szkoły. To dobra droga i upewnia w jej słuszności szereg komentarzy obecnych na sali młodych ludzi, którzy są zainteresowani swoim bezpieczeństwem. Wypracowano nawet swoisty model, że zacieśniona zostanie współpraca z kierownictwami szkół, które miejmy nadzieję, pozytywnie odniosą się do tak słusznych projektów.

Praktycznie, spotkanie kończy się wspólnym wnioskiem, że podobnych debat w skali roku, powinno być więcej.

____________________

(red.)

RSS
Follow by Email
Facebook