DNI BORÓW TUCHOLSKICH i atrakcja turystyczna, o której zapomniano?

Zakończyły się kolejne Dni Borów Tucholskich. Z tej okazji Miejska Biblioteka Publiczna zorganizowała nawet wystawę plakatów na których uwieczniono tę imprezę w przeciągu wielu lat, prezentując spisy imprez. Ciekawy pomysł i owszem.

Te dni są jakby jedną zbyt długą kanikułą, która ma chyba utwierdzić w przekonaniu odbiorców w tym, że nasze umierające miasteczko, ba, nawet powiat są… „fajne”. Wystarczy, że my stworzyliśmy cykl programów, gdzie zapożyczenie z niemieckiego, przekute na polski grunt pt. „fajne” zostało już użyte, a nawet nadużyte. Dni Borów mają rzekomo promować nas w Polsce , a może i na świecie! Jakoś ciągle nie do końca to wychodzi i nikt nie zadaje sobie tego fundamentalnego pytania… dlaczego? Być może ktoś się obruszy i powie: jak to, przecież wszyscy są zadowoleni, a w Tucholi bywają turyści! Zgadza się, w ostatnim tygodniu widziałem ich nawet kilkunastu, przyjezdni są dość… charakterystyczni. Czy to źle? A kogo to obchodzi, skoro Tuchola XXI wieku przypomina ekonomiczny skansen, a GUS już dzisiaj przewiduje, że populacja zmniejszy się z 13 tysięcy mieszkańców do 12 000. Ubędzie około 1000 osób. Zmniejszą się wpływy do kasy miejskiej, nadejdzie bieda, na niespotykaną skalę, nad którą nikt nie zapanuje.

Mieliśmy okazje zwiedzić wszystkie miejscowości wypoczynkowe w okolicach Powiatu Tucholskiego, są wypełnione, a u nas? Bryndza i to nie góralska, a swojska, borowiacka z „flyndzą” i bonkafe”, choć na Boga, diabli wiedzą, czym te wiktuały są.

Przepis na Dni Borów Tucholskich jest prosty – weekendy wypełnione od wczesnych godzin rannych, aż do późnego wieczora, a w ciągu tygodnia… pusta scena „na starówce” w dodatku z napisem… „NIE WCHODZIĆ”!

Pewien kierowca turystycznego campera zapytał mnie ostatnio, bodaj we środę, gdzie odbywają się te słynne Dni Borów? Przez grzeczność nie eksplodowałem.

Dni Borów Tucholskich idealnie wpisują się w tym roku w kampanię przedwyborczą, gdzie szokujące sprawy z gatunku „nieudolność władz w sprawie przyszłości miasta” skutecznie przyćmiewane są zimnym, tanim piwem w knajpce, która i tak splajtowała, pomimo wysiłków właścicieli, czy też darmową grochówką na festynach. Może te dni lepiej nazwać: „Mało dla ducha, wiele dla brzucha”?

Ten scenariusz powtarza się od lat, z niewielkimi, choć ciekawymi modyfikacjami. Dni Borów, ze swoim repertuarem powoli powszednieją, czy tak ciężko je uatrakcyjnić, albo zwyczajnie zmienić lub wzbogacić? Przeglądając plakat, który stanowił swoisty spis imprez, człowiek łapie się za głowę, kto go układał i pod wpływem czego był? Imprezy, czasami ciekawe, zazębiały się, wręcz konkurowały. Przykład? A choćby te dwie,  związane z motoryzacją. Jedna w Małpim Gaju, a druga na terenie dawnej zawodówki.

Przyglądając się całości nie można wyzbyć się wrażenia, że „Dni” niepotrzebnie są przeciągane. Z powodzeniem mogłyby trwać tydzień, za to nasycenie imprezami byłoby codzienne. Za mniejsze pieniądze można było mieć to samo. Dlaczego Dni Borów Tucholskich są tak szczelne i oscylują wokół tych samych grup np. wystawców? Dlaczego ta największa impreza w roku jest zorganizowana po amatorsku, z tak złą akcją promocyjną? Czy urzędnicy uznali, że ” internetowi łowcy newsów” załatwią sprawę do społu z jednym papierowym pismem o ograniczonym zasięgu? Zadziwiającą niefrasobliwość. Tak mili Państwo, nie macie najmniejszego pojęcia o promocji, reklamie, lobbowaniu. Nie potraficie zmusić lokalnych posłów, senatorów, osób chcących „siedzieć na świeczniku” do tego, aby raczyli popracować dla lokalnego środowiska.

Rozwój prowincjonalnego miasteczka nie polega na prezentowaniu szerokich uśmiechów do obiektywu, ciepłych, nieszczerych słowach przebijających się ze sceny w kierunku biesiadujących, czy przecinaniu wstążek z byle okazji. Zmarnowano kolejnych kilka lat i żadna feta tego nie zamiecie pod dywan, choć darmowa rozrywka wielu imponuje, a to już nie bawi, a… przeraża!

Na zakończenie cyklu imprez w ramach DBT, zafundowano nam za nasze pieniądze występ zespołu, który najlepsze sceniczne lata ma już za  sobą. Można go było wynająć, wszak płacimy podatki jak zwariowani, co wynika z raportów  magistratu. Odniósł sukces, większość widzów była zachwycona, na szczęście jest ta druga grupa, która nie lubi zabaw na klepisku i ma bardziej wysublimowany smak daleki od zawodzących panienek i i firmowego piwska, które producent próbował rozreklamować poprzez niektóre, lokalne media elektroniczne.

Wsród wielu „atrakcji” zapomniano o tej najważniejszej, to wręcz wizytówka Tucholi. O czym mowa? O  najprężniejszym  zakładzie w rejonie, który szczyci się tym, że jest nowoczesny i zajmuje się unikatową produkcją równie precyzyjną, co werki szwajcarskich zegarków. To jednak wyłącznie kolorowa fasada, bo największa atrakcja znajduje się na jego „tyłach”.

Ta piękna, ekologiczna Tuchola, z „cudowną starówką”, gdzie na kocich łbach powykręcało sobie kostki tak wiele osób,  toleruje się nielegalne wysypisko w centrum miasta i nikomu to nie przeszkadza! Przecież to tak niebywała atrakcja, że przed bramą tego zakładu powinno sprzedawać się bilety, a jego reklamy zawisnąć powinny na wszystkich płotach.

Czego tu się wstydzić? Przecież to folklor czystej wody, którego daremnie szukać w innych miastach.

To jedyne i największe, nielegalne  składowisko śmieci, które kiedy zapłonie, zatruje kilka tysięcy osób, skazi miasto i okolice. Przy umiejętnym działaniu menadżerskim można się do tego wydarzenia przygotować w systemie przedpłat, a niech ludziska zobaczą jak toksyczne dymy przewalają się przez gęsto zaludniony teren – „ubaw po pachy”, prawda? Teraz wystarczy zaczekać na iskrę,np. Bożą.

A co mówią o tym mieszkańcy?

– „…no, faktycznie, niezły syf tam mają.

A jak podsumowują DBT oficjele? Zgoła odmiennie:

Ponad 50 imprez o charakterze kulturalnym, rozrywkowym i sportowym znalazło się w kalendarzu tegorocznych Dni Borów Tucholskich.

Oprócz imprez cyklicznych, takich jak: Międzynarodowy Festiwal Muzyki Myśliwskiej i Wieżowej, Wystawa Pojazdów Zabytkowych czy Ogólnopolski Festiwal Piosenki Religijnej mieszkańcy i goście przebywający w naszym regionie mieli okazję wziąć udział także w wydarzeniach po raz pierwszy organizowanych w ramach DBT. Należą do nich m.in. imprezy: „W rytmie tańca i fitnessu”, „Jak to na wojence ładnie – przegląd pieśni patriotycznej”, „Moto Bory – pokaz jazdy w kontrolowanym poślizgu czy „Zawody Motocrossowe o Puchar Borów Tucholskich”.

Partnerem strategicznym obchodów 55. DBT, podobnie jak w ubiegłym roku, była Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Toruniu. Osoby odwiedzające stoiska promocyjne RDLP mieli okazję nie tylko zdobyć szeroką wiedzę na temat gospodarki leśnej, ale również wziąć udział w konkursach z cennymi nagrodami.

Serdecznie dziękujemy wszystkim organizatorom poszczególnych imprez za wkład włożony w ich przygotowanie i przeprowadzenie. Dzięki temu Dni Borów Tucholskich zyskują na swojej  atrakcyjności, przyczyniając się również do szerokiej promocji gminy Tuchola.

Nie trzeba wiele, aby wypromować negatywnie to miasteczko w Polsce, a może i w świecie, wystarczy obejrzeć i zapamiętać to:

Za każdym skandalem stoją konkretne osoby, a te już za chwilę  będą się ubiegać o najwyższe  stanowiska  w mieście. Może warto zastosować taktykę Wojciecha Cejrowskiego i powiedzieć tym ludziom prosto w oczy: „Wszyscy, WON!”?_________________________

(mrf.)