Dzieje Raciąża i miejscowości sołeckich – nowa książka i garść wrażeń

TOKiS – PRESS został zaproszony do wzięcia udziału w prezentacji pewnej książki. Tom jest pracą zbiorową, a dokumentaliści  – autorzy pokusili się o odsłonięcie wielu kart historii lokalnej społeczności w oparciu o jej wiedzę!

Wydarzenie miało miejsce w Raciążu w tamtejszym domu kultury. Na spotkanie przybyło wiele osób i nic w tym dziwnego, ponieważ wolumin w większości poświęcono tamtejszym mieszkańcom. Opasły tom stanowi świetnie wykonaną pracę i z pewnością jest ważnym dodatkiem dla każdej osoby, której życie związane jest zarówno z tą piękną wsią, jak i sołectwami z nią sąsiadującymi. Nic w tym dziwnego, że ta praca wzbudziła wielkie zainteresowanie, a mieszkańcy puchną z dumy.

Oczywiście, jak to bywa przy takiej okazji, pojawili się oficjele, którzy swoją  obecnością podnieśli rangę wydarzenia. Przedstawiciele Powiatu, jako instytucji, Gminy w osobie burmistrza, duchowni. Dokonująca prezentacji szefowa Stowarzyszenia Rozwoju Sołectwa Raciąż wymieniła wiele nazwisk. TOKiS-a jednak zainteresowało coś zupełnie innego, mianowicie droga, jak się okazuje „przez mękę”, aby zwycięsko stoczono wygrany w efekcie bój o to, aby ta cenna pozycja książkowa została sfinansowana i trafiła do druku. To zdarzenie zdaje się być w tej opowieści kluczowym.

W swojej naiwności każdy, kto nie ma świadomości tego, że pewne rzeczy nie są oczywistością pomyśli, że aby pojawiła się taka praca, potrzeba wyłącznie chęci. Źródła finansowania stają się w takim momencie żadną przeszkodą, bo przecież chodzi o dobro wyższe – udokumentowanie historii, składowej nie tylko regionu, ale również Kraju!

Nie, nie, nic podobnego! Mechanizm pozostaje w dalszym ciągu ten sam. Chcesz napisać książkę? Proszę bardzo, twój problem, sztuką jest ją wydać! Autorzy raciąskiego dzieła wsparcia szukali w różnych miejscach, jednak najbardziej kompetentnym okazał się  Urząd Marszałkowski i osoba reprezentująca go – marszałek (kasa).

Ten ostatni (chwała mu za to) okazał się być urzędnikiem rozumiejącym potrzebę chwili i spojrzał na inicjatywę przychylnym okiem. Autorom pozostało przebić się przez urzędniczą maszynerię, by pozyskać fundusze. Sprawa skomplikowała się w chwili, gdy okazało się, że materiałów do książki przybywa. Dobry pisarz wie o tym, że jego obowiązkiem jest wykorzystać wszystko.

Podczas tworzenia „Dziejów Raciąża…” tak się stało. Tom stawał się opasły i to właśnie stało się problemem. Aby otrzymać pozwolenie (hic!) na zmianę objętości, znowu potrzeba było zaświadczeń, klauzul i pieczątek! Jak zawsze w takich sytuacjach, twórcy posuwają się do oczywistych zabiegów, aby dzieło nie utraciło niczego ze swojej wartości. Inaczej mówiąc, szukają oszczędności, często kosztem zmian czysto technicznych. W omawianej książce zdecydowano się na zmniejszenie czcionki.

Uświadomić sobie należy jedno, że opisywana książka nigdy nie zyska wielkiej rzeszy czytelników, z wyjątkiem społeczności lokalnej, to oczywistość spowodowana ukierunkowaniem dzieła. Oczywiście, będą od tego odstępstwa, a choćby spowodowane tym, że pojawi się jakiś inny dokumentalista, który w poszukiwaniu faktów  z przeszłości, sięgnie po ten tom. Będą to jednak zdarzenia wyjątkowe, wręcz losowe.

Musimy jednak mieć świadomość, że ta książka stanie się namacalnym zapisem przeszłości mieszkańców tamtejszej „małej ojczyzny”! Ta książka jest jak kronika, to dowód i świadectwo na istnienie znanych w małym środowisku ludzi, których chce ono zapamiętać i uwiecznić na zawsze. Książka w dodatku bogato ilustrowana, staje się swoistym pamiętnikiem, a nawet duchowym pomnikiem!

Dlaczego wydanie tak ważnej książki musi odbywać się poprzez skomplikowany mechanizm urzędniczej maszynerii? Dlaczego w kwestie finansowe musi wkraczać najwyższa władza województwa? To przecież sytuacja kompletnie oderwana od zasad posługiwania się zdrowym rozsądkiem! Wszelkie koszty powinny niejako z automatu zostać pokryte przez władze lokalne, które muszą dysponować funduszami na tak szczytny cel! Chyba jest różnica w promowaniu regionu poprzez „mówiące kamienie”, czy foldery, a poprzez książki będące historycznym zapisem życia mieszkańców? Mało tego, muszą się znaleźć pieniądze, które zrekompensują gigantyczną pracę autorów. Dlaczego w tym kraju wszyscy pracują społecznie? Nie jest prawdą, że wszystko jest kwestią pieniędzy, ściślej ich braku. Władza ma obowiązki, służy nam i ma wykonywać nasze polecenia!

Książka, to wartość sama w sobie, dobra książka jest wartością bezcenną, ta o której mówimy właśnie taka jest, co potwierdza fakt, że tak wiele egzemplarzy rozeszło się „na pniu”. Uwieczniliśmy to, jak również sceny, kiedy czytelnicy z tak wielkim zainteresowaniem wertują kolejne jej karty.

Przedstawiony, zdroworozsądkowy sposób działania, władzy wyda się  kompletnym, obywatelskim obłędem, to właśnie przeraża, ponieważ właśnie ona tak bardzo lubi zastawiać się przepisami, które tworzą… ludzie, często oni sami! Szczepionka na tę dolegliwość? Zmienić ich,  chwilę później idiotyczne prawo, a praca twórcza  może wreszcie zostanie wyróżniona, doceniona i … opłacona, aby autorzy nie poumierali z głodu.

___________________

(mrf.)