"EDEN"? Informacja mocno przesadzona

szpieg-w-pracy28 kwietnia br. nastąpi rozstrzygnięcie konkursu Komisji Europejskiej „EDEN” na Najlepszą Europejską Destynację Turystyczną. Wśród pięciu finalistów są Bory Tucholskie – zgłoszone przez Powiat Tucholski.

 

Ogłoszenie zwycięzcy odbędzie się na stoisku Polskiej Organizacji Turystycznej, podczas festynu z okazji Światowego Dnia Ziemi na Polach Mokotowskich w Warszawie. POT jest koordynatorem konkursu EDEN w Polsce.

Motywem przewodnim tegorocznej edycji konkursu jest „turystyka dostępna” – dostępna także dla turystów z niepełnosprawnością, rodzin z dziećmi i seniorów. W tym kontekście Bory Tucholskie mają niewątpliwie olbrzymią szansę na nagrodę.  Praktycznie wszystkie elementy infrastruktury turystycznej Borów Tucholskich przystosowane są do potrzeb rodzin z dziećmi – niewielkie natężenie ruchu kołowego, duże obszary leśne, dobrze oznakowana sieć szlaków, spływy kajakowe z opieką ratownika, edukacyjne ścieżki przyrodnicze, strzeżone kąpieliska. Seniorzy znajdą dla siebie możliwość spacerów na łonie natury (także wytyczone trasy do Nordic Walking) czy turystykę rehabilitacyjną. Turystów z niepełnosprawnością zainteresuje możliwość skorzystania z zagospodarowanych plaż z pomostami i utwardzonych ścieżek wokół części jezior.

W największym polskim rezerwacie biosfery „Bory Tucholskie” proklamowanym przez UNESCO w 2010 roku, leżącym w pobliżu Bydgoszczy, Gdańska i Torunia, podziwiać można harmonijne współistnienie człowieka i  natury. Na kajakarzy i wędkarzy czeka ponad 900 urokliwych leśnych jezior i atrakcyjnych rzek. Wędrowcy, cykliści i jeźdźcy przemierzają ponad 540 km oznakowanych szlaków. Ptasie sejmiki, rykowiska czy aleje drzew tworzą wspaniałe tematy zdjęć. Wioski tematyczne, rezerwaty przyrody, wieża widokowa – każdy znajdzie tu coś dla siebie: młody i stary, sportowiec i inwalida, a także wielopokoleniowe rodziny.

Na podstawie informacji POT przygotował Wydział Promocji i Sportu

______________________

Zaiste, zastanawiam się nad wiarygodnością informacji, które kapituła konkursu wzięła pod uwagę w kwestii atrakcji w Borach Tucholskich. I chociaż same w sobie są czymś unikalnym na skalę świata, tak kwestia infrastruktury, turystyki, jako gałęzi dochodu zakrawa na farsę.

Miejsce przyjazne rodzinom?

Wyłącznie sprawnych fizycznie, niepełnosprawni zwyczajnie nie mają szans i nie jest to li tylko kwestią dostępności toalet, bo to i śmieszne i niedorzeczne w sytuacji, że aby do nich dotrzeć, pokonać trzeba  i to dosłownie „drogę przez mękę”. Przykład? Uroczysko „Świt”, które już za chwilę stracimy w momencie, kiedy zapadną wiążące decyzje, co do przeprowadzenia przez to miejsce, słynnego „obejścia miasta”.

Natężenie ruchu kołowego?

Zwiększa się każdego dnia w postępie trudnym do przewidzenia. Miasto i okolice, stają niebezpieczne, wszechobecne wyrwy w jezdni, brak sygnalizacji świetlnej, tragiczna infrastruktura parkingowa, źle zarządzana i zaopatrzona sieć sklepów i wiele innych elementów, zwyczajnie odstraszają turystę, który na początku wizyty zachwycony, chwilę później ucieka jak najdalej do cywilizacji, aby zjeść coś „strawialnego”. Nie samym kotletem schabowym, ziemniakami i kapustą człowiek żyje, a fast foody powoli odchodzą do lamusa, zwłaszcza podczas wizyt w miejscu, które rzekomo słynie z kuchni regionalnej. Oczywiście turysta znajdzie taką w… Kartuzach.

Spływy kajakowe?

Temat rzeka, który „dzikością” odpowiada słynnej Brdzie. Turysta oczekuje czegoś więcej, niż opieki ratownika ( zakładam, że trzeźwego). Wypoczynek na wodzie jest specyficzny, turyście należy dostarczyć tego, co niezbędne. Kiedyś analizowaliśmy tę gałąź turystyki i wyszło nam, że na każdego turystę przypadać powinno pięć osób obsługi, aby był zadowolony. Dlaczego aż pięciu? To proste.

– kwestia dowozu

– wynajęcia i transportu kajaków

– wyżywienie

– noclegi

– kwestia higieny

Oczywiście do tej listy można dołączyć jeszcze kilka innych usług, ale powiedzmy, że to „melodia” przyszłości.

Oznakowanie tras?

Jest unikalne i to również na skalę świata. Trafić do miejsc atrakcyjnych, to doprawdy spore wyzwanie dla turysty, chwilami również i dla miejscowych. Co mamy do dyspozycji? Infomat, który znalazł swoje miejsce w ścianie Muzeum Borów Tucholskich (choć to szumna nazwa i trafić tam nie jest tak łatwo), miast zwyczajnie na dworcu, gdzie najczęściej dociera ktoś, kto w wakacje nie chce widzieć swojego auta.

Plansze – mapy, których jest jak na lekarstwo, trzeba dużej dozy przypadku, by do nich trafić. Przewodniki? Tylko dla wybrańców i to pod warunkiem, że poświęcą swój wolny czas na wędrówkę po działach promocji tucholskich urzędów. Oczywiście alternatywą mogą być tzw. „mówiące kamienie”, ale te należałoby umieścić na wysokich postumentach i zaopatrzyć w wyjące syreny i światła żywcem przeniesione z policyjnych „kogutów”, aby były zauważalne. Póki, co, z tym problemem borykać się będziemy jeszcze przez jakiś czas i oby się wszystko dobrze zakończyło w co osobiście wątpię.

Pozostaje Internet? Cóż, tak złej informacji turystycznej jak w Tucholi szukać ze świecą w całej Europie. Czyja to wina? Zapewne Pana Boga i do niego można tylko ręce składać w poszukiwaniu tytułowego „Edenu”.

Plaże i pomosty?

Tak, to wielka atrakcja… dla Sopotu, Tuchola i okolice rządzą się innymi prawami, a te urągają zdrowemu rozsądkowi z niewielkimi wyjątkami – np. Cekcyn, Kęsowo. A jak wygląda słynna plaża nad naszym miejskim jeziorkiem? Dość smutnie, zjeżdżalnia z zamuloną i zanieczyszczoną częścią dolną, która wiecznie zapchana jakimś świństwem, odpycha każdego. Brudna plaża, gdzie ilość ziaren piasku równa jest ilości psich i ludzkich kup. Oczywiście to wina ludzi, ale skoro ciężko ich wychować, należy ich dyscyplinować poprzez Policję, która miast ganiać staruszki, niech się zwyczajnie weźmie do uczciwej roboty. Pomosty? Przywołajmy ponownie „Głęboczek” i pomosty, które są zwyczajnie niebezpieczne, a to przez spaprane balustrady, które prędzej doprowadzą do tragedii, niż będą komukolwiek służyły.

A gdzie podziały się łódki, kajaki, pływadełka, którymi tak bardzo chwali się w swoich witrynach gospodarz tego miejsca? Są jak UFO… zniknęły i nie chcą się pojawić. Czy to tylko kwestia ceny wynajmu, czy też zwyczajna głupota?

Piękno przyrody?

Rzeczywiście, takowe jest, jednak trzeba sporej odporności na stres i uporu, aby dotrzeć do miejsc, gdzie można zobaczyć zwierzęta. Oczywiście można mieć z nimi zupełnie bliskie spotkanie, jednak zazwyczaj w nocy, na drodze i to znienacka. A gdy już ktoś rozbije się, wpadając na sarnę, lisa lub jelenia, niech wie, że kwestia odszkodowań jest równie kręta, co wejście na wieżę widokową w Fojutowie.

Propaganda jest dobrym prognostykiem na przyszłość Naszych Borów, ale urzędnicze bredzenie o tym, jak jest dobrze, to zwyczajne wprowadzanie w błąd turystów. Tak naprawdę nie oferujemy niczego, odkąd turystyką zajmują się urzędnicy po telewizyjnych kursach kroju i szycia. To nie te czasy, gdy wdzięczny papier przyjmował każdą głupotę jako pewnik w projekcie skazanym na niebyt, potrzeba specjalistów, którzy do sprawy podejdą komercyjnie, dając regularne dochody bankrutowi, który wyżej pleców nie podskoczy.

Skoro jest tak dobrze, to, dlaczego jest tak źle? I choćby ze względu na te uchybienia, powiat nie zasługuje na to, aby pretendować do nagrody, która się mu zwyczajnie nie należy.

Smutne to, niestety prawdziwe, ale o tym wiemy tylko my, turysta chce jeść i bawić się, a Wy musicie im to zapewnić. Kiedy ten warunek zostanie spełniony, możemy mówić o cudzie, a później o raju, ups, „EDENIE”. Póki co, mamy do czynienia z nieustabilizowanym rynkiem usług, który przejęli „fachowcy” od small biznesu i dlatego jest, jak jest.

(mrf.)