„JAK DBASZ, TAK MASZ” – historia jednego domu

Kamienica w gm. Gostycyn, mała miejscowość i jeszcze mniejsza społeczność może być dumna, tak ciekawych kart historii, może pozazdrościć im wiele innych miejscowości w Polsce. Kiedyś zupełnie nieznana, teraz upamiętniona, dzięki treściom świetnego dokumentalisty, Pana Marka Sassa.

Jego książka pt. „Kamienica na pograniczu borowiacko-krajeńskim”, trafiła do wielu biblioteczek, ukazała nieznane nam oblicze Kamienicy. Z tym większym zdumieniem odebraliśmy informacje od grupy mieszkańców, którzy borykają się z pewnym problemem.

Chodzi o dom, który leży w zasobach lokalnej spółdzielni, a jego mieszkańcy stanowią wspólnotę mieszkaniową. Dom, jak dom, niczym by się nie różnił od innych, gdyby nie drobiazg, jest kompletnym zaprzeczeniem stanu budynku, który znajduje się po drugiej stronie ulicy, która w części stanowi arterię pomiędzy Gostycynem, a Pruszczem. Tamten dom również należy do spółdzielni, ale wygląda zupełnie inaczej, ale o tym, za chwilę.

Widoczny na fotografii dom zamieszkuje ledwie kilka rodzin, mają spore pretensje do Pana Prezesa, stawiając mu zarzut braku dbałości o podwórko, które znajduje się w dość opłakanym stanie. Swego czasu, kiedy padał deszcz lub, kiedy topniał lód, były problemy z wejściem do domu, suchą i nie wykręconą stopą.

Czas przeszły nie jest przypadkowym, a sprawa nie jest tą z gatunku :”wydarzyło się wczoraj”. A wszystko zaczęło się od skargi, która trafiła na biurko innej reakcji, która  zajęła się sprawą i ją nagłośniła. Wtedy, czarę goryczy przelała sytuacja związana z chorą mieszkanką, były spore problemy transportowe, paramedycy ledwie dali radę. Wszystko, przez rozmięknięte podwórko. Jednak ten stan nie trwał długo…

Pojechaliśmy na miejsce, aby spotkać się z szefem spółdzielni Panem Ryszardem Sucharskim,który prócz wspomnianej funkcji, piastuje także inną –  przewodniczącego Rady Gminy w Gostycynie. Zadaliśmy mu sporo pytań, na które spokojnie odpowiedział w taki sposób, że dzisiaj możemy śmiało stwierdzić i uspokoić wspólnotę, że wiosną wiele się zmieni, na lepsze.

Obecnie, podwórko wysypano kruszywem, które pochodzi od jednej z tucholskich firm. Nie jest wysokiej jakości, znajdują w nim różne odpady stalowe. Jednak całość będzie dobrym podłożem,pod beton, który ostatecznie pokryje całość,dając komfort i bezpieczeństwo mieszkańcom.

Jak twierdzi Pan Prezes, problem tkwi w tym, że mieszkańcy nie do końca zastosowali się do prośby prezesa, aby na czas naprawy, nie wjeżdżać tam pojazdami.  Niestety, zdarzyło się inaczej, zlekceważono tę sugestię, rozpoczęły się problemy. A to ktoś uszkodził koło, ktoś inny oponę, nastroje się radykalizowały, konflikt wisi w powietrzu.

Brakuje pieniędzy, spółdzielnia nie jest duża, a są problemy z płatnościami, te dotyczą właśnie mieszkańców, którzy płacą bardzo nieregularnie, lub nie płacą wcale. Istnieje fundusz remontowy, ale jest on symboliczny, niewiele można zdziałać przy pomocy tak niewielkich kwot. Każda sugerowana podwyżka, spotyka się dezaprobatą mieszkańców – tyle prezes.

Pytamy, jak wysokie są miesięczne stawki czynszu, konkretnie, w tym domu? Kwota musi budzić uśmiech, ponieważ 160 złotych w dzisiejszych czasach, za godne mieszkanie z toaletą i łazienką, to chyba tylko i wyłącznie jakaś symbolika. Dla porównania, małe mieszkanko w Tucholi, to wydatek ok.1000 złotych,samego czynszu! Oczywiście uśredniamy, ponieważ w jednej części miasta w starym budownictwie będzie taniej, gdzieś indziej drożej, w zależności od standardu.

Okazuje się, że mieszkańcy wspomnianego domu w większości mają pracę, ale tę znaleźli daleko od granic Polski. Raz na jakiś czas przyjeżdżają,ale nie kwapią się z opłatami. Długi rosną, obecnie ta niewielka wspólnota, zadłużona jest na prawie 20 000 złotych! Trudo więc się dziwić prezesowi, że dosłownie musi „rzeźbić” budżet.

Pojawiła się też kwestia drogi, której spółdzielnia się pozbyła, ale będzie to dla niej swoista inwestycja, ponieważ nowy właściciel dokona jej remontu w takim zakresie, że tereny spółdzielni wypięknieją. Pojawią skwery i ławeczki. Dobra wiadomość, zgromadzono już część materiałów.

Pytamy o wsparcie ze strony gminy. Takowe jest, jak zapewnia pan prezes, wszystkie kwestie, dotyczące napraw, konserwacji, sytuacji nieprzewidzianych. Pan wójt patrzy na problemy spółdzielców łaskawym okiem.

Małe społeczności mają to do siebie, że uwielbiają porównywać otoczenie i to stało się kolejnym zarzutem w stronę prezesa.Bo oto dom w którym mieszka ( a jest również spółdzielcą) prezentuje się wspaniale. Ma odnowioną elewację, pewnie dotyczy to również innych elementów, a inni mieszkają w odrapanych murach, stąd pretensje.

Po sierpniowym kataklizmie, jak pamiętamy gm. Gostycyn, była jedną z tych najbardziej poszkodowanych. Miała swoją szansę, na uzyskanie dotacji, na likwidację skutków nawałnicy i wykorzystała to. Spółdzielcy z Kamienicy również otrzymali pewną pulę pieniędzy. Nie były one duże, ale 60 000 złotych można godnie wykorzystać.

W opisywanym przez nas domu w którym podwórko wzbudziło tyle kontrowersji, też się trochę zmieniło.Pojawiła nowa stolarka okienna, przystająca do XXI wieku, ale nie ukrywajmy do zrobienia jest sporo.

Prezes mówi, że mieszkańcy domu wykazują postawy roszczeniowe, brakuje chęci do tego, aby zadbać o swoje obejście. Trudno się z tym zdaniem nie zgodzić, patrząc na otoczenie.

Stare porzekadło „samochodziarzy” brzmi: „jak dbasz, tak masz”, świetnie pasuje do tego miejsca. Nie można ciągle wymagać, nie dając w zamian niczego. Nie ma środków, nie będzie inwestycji, a nawet jeżeli, to ktoś inny w efekcie poczuję pokrzywdzonym, bo zainwestowano jego pieniądze w inny obiekt.

23.marca być może nastąpi jakiś przełom, zaplanowano walne zgromadzenie. Wydaje się, że to wspaniała okazja, by wyjaśnić sytuację i wspólnie podjąć jakieś działania. Niestety, jak się okazuje, mieszkańcy nie są zainteresowani takimi spotkaniami. Jak twierdzi prezes, przychodzi na nie… raptem, kilka osób.

Trudno zrozumieć o co w tym wszystkim chodzi, a jeżeli są takie wątpliwości, to zawsze w grę wchodzi oczywistość – pieniądze i być może… wstyd zadłużonych.


(red.)