Kajakarze z Polski i ze świata będą gośćmi Naszej gminy. Komentarz dnia.

Pomiędzy 24, a 26 dniem stycznia, Tuchola gościć będzie kajakarzy z Polski i z Niemiec. Burmistrz Tucholi – pan Tadeusz Kowalski przekazał gościom materiały promocyjne, które staną się swoistym przewodnikiem po naszej gminie. Mamy się, czym pochwalić to prawda, ale…

Właśnie, pozostaje to niepopularne stwierdzenie, które musi wywoływać pytania. Fakt, że gościć będziemy ludzi, których pasją są zapasy z wartkim nurtem rzek, to honor i splendor dla naszego regionu. Jesteśmy gościnni – wspaniale, ale niestety… biedni, jak przysłowiowa kościelna mysz. Dobrze, zostawmy Kościół za sobą, bo nie on jest przedmiotem komentarza, a… dochody z turystyki, a właściwie ich brak.

Oczywiście, można zarzucić autorowi tego tekstu, że nie do końca mówi prawdę, ale…, uderzmy się w piersi i zsumujmy skalę dochodów z turystyki, gdzie Brda jest naszym największym skarbem ( o innych walorach na chwilę zapomnijmy), co nam wyjdzie? Jeden z bardziej znanych zespołów, bodaj rockowych śpiewał…

I rzeczywiście, skala dochodów z turystyki jest znikomą, praktycznie nieistotną, tym bardziej dziwi nas, że organizatorem spływu jest PTTK i UM w Bydgoszczy. My zadajemy proste pytanie, dlaczego organizatorem nie jest Tuchola?

Upraszczając, bardzo popularne zdanie głosi:, „jeżeli nie wiesz, o co chodzi, sprawa dotyczy pieniędzy”. I tak właśnie jest, dlaczego my – gospodarze długiego przecież odcinka Brdy, nie możemy na tym zwyczajnie zarobić?

W odniesieniu do Niemców…, wielokrotnie widziałem na ich twarzach zachwyt i spontaniczne reakcje na widok nieprawdopodobnych krajobrazów, do których my już zdążyliśmy się przyzwyczaić, a dla nich jest to obrazek jak z baśni. Często dopytywali się ile to kosztuje, kto o to dba, jakich środków użyto, aby tę krainę doprowadzić do tak wspaniałego stanu? Kiedy usłyszeli prawdę, ich twarze diametralnie zmieniały się, pewnie uwierzyli, że jesteśmy miliarderami, a Polska to jeden z najbardziej zamożnych krajów w unii.

Na całym świecie za podobne atrakcje płaci się i to słono, jednak on oferuje coś więcej, niż „dzicz”. Tam, uczestnicy, wybierając się na podobną eskapadę jak ta, po Borach Tucholskich, mając świadomość, że organizator zapewnia noclegi w pobliżu pokonywanych rzek, oferuje sieć restauracji, tak właściwie wszelkie atrakcje.

Tak, jasne, my jesteśmy inni, a tereny, które chronimy i którymi się chwalimy, wymagają zupełnie innej infrastruktury, bardziej swojskiej, borowiackiej.

A jakimże jest problemem serwowanie w stanicach umiejscowionych obok Brdy wyśmienitej, regionalnej kuchni ze wspaniałym piwem lub „gorzałką”? Niestety, problem jest i to piekielnie istotny – mamy znikomą ilość uroczych knajpek, o gospodach i gościńcach możemy zapomnieć.

I co z tego, że mamy wspaniałą rzekę, w której płynie woda o charakterystyce górskiego potoku, skoro tak naprawdę brakuje nawet zwyczajnych „wygódek”, aby ulżyć przepełnionym pęcherzom, lub innym fragmentom ułomnego fizjologicznie ludzkiego ciała.

 

Żyjemy w innych czasach, skrót WC nie jest fanaberią, a zdobyczą cywilizacji. Czyżbyśmy aż tak odstawali? No, tak, zawsze pozostają krzaki… pod ochroną, ale co tam, ekologia kojarzy się z naturą, a ta rozłoży wszystko z wyjątkiem zysków z turystyki, których nie ma i nie będzie jeszcze bardzo długo. W efekcie zarobi ktoś inny, a nam pozostanie wyłącznie satysfakcja z tego, że goście wybrali właśnie nasz region.

 

Zastanówmy się nad tym, co bardziej się opłaca… zarabiać, czy też narzekać na rosnące, lokalne bezrobocie?

 

Mariusz R.Fryckowski