Kampania informacyjna systemu „Dokumenty zastrzeżone”, czyli… jak banki pieką dwie pieczenie na jednym ogniu naszym kosztem – TUCHOLSKA OFICYNA KULTURALNA I SPOŁECZNA / TOKiS – PRESS

Kampania informacyjna systemu „Dokumenty zastrzeżone”, czyli… jak banki pieką dwie pieczenie na jednym ogniu naszym kosztem

Związek Banków Polskich pod patronatem Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i we współpracy z policją oraz Federacją Konsumentów organizuje „Kampanię Informacyjną Systemu DOKUMENTY ZASTRZEŻONE”. To szczyt hipokryzji i inwigilacji poprzez banki na konkretne zamówienie.
Od ponad tygodnia bombardowani jesteśmy informacjami, które mają nam pomóc w sytuacji krytycznej, tzn. takiej, gdy skradzione zostaną nam dokumenty osobiste, co jest oczywiście półprawdą i to zredagowaną na konkretne zamówienie.

Celem ww. kampanii jest przeciwdziałanie przestępstwom z użyciem skradzionych i zagubionych dokumentów tożsamości.
Dlaczego trzeba zastrzec dokumenty? Nie ma znaczenia, czy dokument skradziono, czy zgubiono. Dziennie zdarza się kilkadziesiąt prób posłużenia się cudzym lub podrobionym dokumentem:

  • wyłudzenia kredytów i pożyczek,
  • wynajem mieszkań i pokoi hotelowych (unikanie opłat, kradzieże wyposażenia),
  • kradzieże wypożyczonych samochodów i innych rzeczy,
  • zakładanie fikcyjnych firm do wyłudzenia kredytów i zwrotu podatków.

Po utracie dokumentów:

  • Natychmiast zastrzec je w Systemie Dokumenty Zastrzeżone.
  • Powiadomić policję (jeżeli dokonano kradzieży).
  • W gminie lub placówce konsularnej wyrobić nowy dokument.

_____________________________________

 Aż cztery potężne instytucje przekonują nas – obywateli do tego, aby im zaufać w sprawie tak delikatnej jak – bankowe dane osobowe! Jak to możliwe, że instytucje, które przez ostatnie lata udowodniły ponad wszelka wątpliwość, że ich działalność jest równie daleka od obywatela, jak Księżyc, w dodatku łupi nas przy lada okazji nie dając w zamian praktycznie niczego z wyjątkiem… kłopotów? Policja w tym układzie nie liczy się, jest podległa najważniejszym instytucjom kraju, które współpracują poprzez Ministerstwo Sprawiedliwości. Jako bierny „wykonywacz poleceń” jest niczym brzytwa w rękach małpy, kto podejdzie ten dostanie wszystko, z wyjątkiem wsparcia.

Cała przedstawiona akcja ma drugie dno, nikt nawet nie próbuje tego ukrywać, innymi słowy, banki poprzez władzę doskonale wiedzą o tym, że przeciętny Polak został doprowadzony już do takiego stanu emocjonalnego, że niczego nie kontroluje. Raczej w wyniku „ogłupienia” ufa każdej instytucji, która sprawia wrażenie tej dbającej o jego interesy. Nic bardziej mylnego.

Stworzenie swoistego rejestru, który ma rzekomo zabezpieczyć nas przed wykorzystaniem przez złodziejskie szajki to wyłącznie półprawda, ponieważ trwa walka banków o rozciągniecie strefy wpływów niejako z automatu, na wszystkich pełnoletnich obywateli.

W obecnej rzeczywistości pieniądz schodzi na plan drugi, najważniejszym i najcenniejszym towarem dla banku jest —- informacja o potencjalnym kliencie.

Dobry bank potrafi na podstawie rachunku bankowego klienta dokonywać takich statystyk, że zdolności jasnowidzów i babek zapowiadaczek są umiejętnościami neandertalczyka w metrze XXI wieku. Banki doskonale wiedzą o tym, kiedy np. właśnie zepsuje nam się pralka, zapobiegliwie odrobinę wcześniej podsyłają nam propozycję dobrego kredytu (dla nich), na zakup nowej. Jak to możliwe? Poprzednią też kupowaliśmy na kredyt. A to zaledwie ułamek, tysięczna ogółu operacji, które na podstawie rachunku ustali system bankowy.

Prócz tego banki handlują naszymi danymi osobowymi między sobą, to już zaawansowana inwigilacja w której swój odział mają instytucje państwa – np.  fiskus, służby specjalne itd.

Jesteś klientem banku, jesteś obserwowanym zawsze i w dowolnym punkcie na tej planecie. Obecnie system zawędrował o krok dalej, zapragnął mieć kontrolę nad stu procentami populacji, poprzez ewidencjonowanie kluczowych danych. Dlaczego, skoro wystarczy zdobyć te przechowywane w bazach danych urzędów miejskich? To swoista gra pozorów, nic więcej. Dane ulegają modyfikacjom, obywatel zmienia miejsca pobytu, bank chce o wszystkim wiedzieć, musi o tym wiedzieć. Do układu bardzo szybko dołączyły sieci komórkowe, ściślej operatorzy, którzy doskonale sprawdzają się jako jedno z kluczowych źródeł informacji o obywatelu. Szczytem marzeń bankowców i władzy jest wiedza, o czym obywatel rozmawia. I ten problem pokonano, dzisiaj każda rozmowa jest rejestrowana i przechowywana przez operatora przez wiele lat. Wystarczy podać datę, godzinę, system odtworzy przeszłość w dowolnej chwili i ważną dla niego informacje  z pewnością wykorzysta.

Inwigilacja obywatela, to obecnie najbardziej intratny interes na którym zarabia się nie miliardy, a ich wielokrotności, kto tego nie rozumie, ten głąb.

______________________________

Utratę dokumentów zgłasza się w najbliższym posterunku Policji, która niejako z automatu powinna mieć połączenie z centralnym rejestrem obywateli, dokładnie takim z którego korzysta podczas kontroli drogowych. Jeżeli jest inaczej, to zwyczajny skandal, jeszcze jeden w worku innych. Jeżeli Policja nie wykonuje swoich obowiązków, należy ją… pozwać i tyle.

_____________________________

Mariusz R.Fryckowski