Kartki z podróży: Odwiedziliśmy szałas Karoliny, czyli… TOKiS – PRESS z wizytą w Czechach.

Małe Alpy, tak o tym regionie wypowiadał się niemiecki okupant. Niczego dodać, niczego ująć, Horskie Orlice są pełne niespodzianek, zwłaszcza wtedy, gdy pasja dokumentalisty wydarzeń ostatniej wojny, daje o sobie znać w najmniej oczekiwanym momencie.

Bywa jednak czasami tak, że do głosu dochodzą zupełnie przyziemne sprawy, a te zawsze łączą się z jednym – dobrym posiłkiem. Ten obiad był wyjątkowy, podobnie jak miejsce – „Srub Karoliny”. Pierwsza część nazwy jest trudna do przetłumaczenia. W tym przypadku bynajmniej nie jest to nazwisko. Karolina wybudowała „szałas”, to właściwe znaczenie słowa „srub”, który w tym przypadku jest kompleksem wypoczynkowym w wyjątkowej formie, tak bliskiej nam – Borowiakom. Otoczenie – lasy i góry, budynek wybudowano z bali, wnętrze to XXI wiek. My zdecydowanie wybraliśmy tę część budynku, która bliższa jest czasom Kmicica, może to ujawniające się po wiekach geny znanego bandyty, zbója Madeja? Kto wie, Borowiacy mają niezwykle bujną przeszłość, zwłaszcza w kontaktach z dawnymi kupcami. Cóż, niewielu z nich przeżyło takie spotkania.

Menu? Niech zostanie tajemnicą, ale było wyborne, regionalne, obsługa doskonała, a właścicielka… urocza. Czesi? Mamy wyłącznie pozytywne skojarzenia, choć historycznie…, wlaśnie Oni powinni być na nas przynajmniej… wściekli.

(red.)