Kosmiczne inspiracje – rozmowa z Magdaleną Cynk – Mikołajewską

Rozmowa z Magdaleną Cynk – Mikołajewską, kompozytorką, kierownikiem festiwalu Tour de Carillon, członkinią Związku Kompozytorów Polskich i Polskiego Stowarzyszenia Carillonowego, prezesem Pomorskiego Towarzystwa Muzycznego, stypendystką marszałka województwa
 
Jak do tego doszło, że postanowiła pani zostać kompozytorką?     
Zawsze  fascynował mnie proces twórczy, a  przygoda z komponowaniem zaczęła się  na zajęciach improwizacji fortepianowej , kiedy byłam uczennicą toruńskiej szkoły muzycznej. Prowadził je wówczas  świętej pamięci Wiesław Lisecki. To on mnie zainspirował do zapisywania pierwszych utworów.  Zdecydowałam się na studia kompozytorskie w Akademii Muzycznej w Bydgoszczy u profesora  Franciszka Woźniaka.  Kiedy skończyłam studia, rozpoczęłam pracę w toruńskiej szkole muzycznej, w której odkryłam olbrzymi potencjał twórczy uczniów. Zawalczyłam o wprowadzenie ćwiczeń z kompozycji i obecnie prowadzę takie zajęcia. Co roku któryś z moich uczniów wybiera się na studia kompozytorskie. Wielką mobilizacją dla nich są koncerty kompozytorskie pt „Szkolna partytura”, które organizuję kilka razy w roku.
Wsparcie uzyskane w ramach stypendium artystycznego marszałka województwa kujawsko-pomorskiego przeznaczy pani na wydanie płyty. Jakie utwory się na niej znajdą?
Płyta zatytułowana jest  „Planetoidy” i zawiera 15 miniatur inspirowanych astronomią. Utwory te dedykowane są  miastom oraz wybitnym postaciom nauki i sztuki, związanym z polską kulturą, a także kulturą regionu i mającym „imienników” w Kosmosie. Pisane były  na różne składy instrumentalne, od duetów po orkiestrę symfoniczną. Wśród adresatów są znani i wybitni astronomowie. Andrzej Woszczyk, Bohdan Paczyński i Helena Kazimierczak-Połońskaya. Jest też planetoida Posnania, którą  napisałam dla swojego profesora  Franciszka Woźniaka, związanego przez długie lata  z poznańskim ośrodkiem muzycznym. Utwory, które początkowo miały być formą żartu muzycznego na puzon i instrument perkusyjny, ilustrują też zjawiska astronomiczne.  Są „Planetoidy” będące  stylizacją trzech tańców wielkopolskich oraz oparte na rytmie tanga, najbardziej dramatycznego i zabójczego tańca, jako że uczony zajmuje się poszukiwaniem tzw. killerów, asteroid zagrażających zderzeniem z Ziemią, (2246 Bowell). Inne „Planetoidy” mają wywoływać skojarzenia z polskością, poprzez rytmy oberka i kujawiaka, w innej słychać kaszubski taniec oraz inspiracje folklorem żydowskim. „Planetoida1448 Lindbladia” (zadedykowana szwedzkiemu astronomowi, doktorowi honorowemu Uniwersytetu Mikołaja Kopernika) jest rodzajem fanfary kosmicznej. Z kolei „Planetoida Banach” przypomina o silnych związkach matematyki i muzyki. I wreszcie  ostatnia na płycie „Planetoida 12999 Toruń”, przeznaczoną na orkiestrę symfoniczną, zadedykowałam miastu Kopernika.
Płyta zostanie dołączona do  najbliższego numeru „Uranii”, najstarszego poświęconego astronomii, czasopisma na świecie.  Kwietniowy numer jest  poświęcony  poszukiwaniom planetoid. Będzie tam  przypomnienie większości najnowszych planetoid nazwą związanych z Polską. Dołączenie do tego numeru płyty CD z moimi „Planetoidami” może być  ciekawym połączeniem nauki i sztuki,  znakomitą promocją  astronomii i związanego z nią regionu kujawsko-pomorskiego na arenie ogólnopolskiej.
Jest pani kierownikiem festiwalu Tour de Carillon. Skąd zainteresowanie tym nietypowym, a jednocześnie pięknie brzmiącym instrumentem?
Osiem lat temu poznałam carillonistkę miasta Gdańsk Monikę Kaźmierczak, która pokazała mi instrument w gdańskim kościele św. Katarzyny, jeszcze przed pożarem świątyni.
Zafascynowała mnie wielkość instrumentu, jego brzmienie, monumentalizm, oryginalność. Frapujące było również, że jest to instrument mało w Polsce znany, ciągle nieodkryty – ani przez słuchaczy, ani przez kompozytorów. Okazało się, że istnieją tylko adaptacje różnych polskich utworów na carillon, a nie ma oryginalnego polskiego repertuaru. Postanowiłam więc napisać „Miniaturę flisaczą”, wykorzystując motyw kuranta z dawnej toruńskiej pieśni „Hej, flisacza dziatwo”. Monika Kaźmierczak wykonała tę kompozycję na Światowym Kongresie Carillonowym w Gdańsku w 2006 r. Z tego spotkania narodził się pomysł organizacji festiwalu w naszym mieście z udziałem carillonu mobilnego, z którym można wszędzie się udać i na nim zagrać. I tak się zaczęło. Organizuję festiwal i sama rozpoczęłam naukę gry na carillonie, najpierw w Akademii Muzycznej w Gdańsku, później w Królewskiej Szkole Carillonowej w Mechelen w Belgii. Obecnie gram na carillonach w Gdańsku podczas różnych koncertów, a na początku czerwca carillon mobilny z Gdańska pojawi się w naszym województwie. Tegoroczny festiwal Tour de Carillon będzie poświęcony m. in. twórczości Oscara Kolberga.
Skomponowała pani muzykę pod cykl grafik „Kaprysy” Goi. Jak wpływają inne rodzaje sztuki na tworzoną przez panią muzykę?
Inspiracje pozamuzyczne są ważnym elementem w mojej twórczości.  Duży wpływ wywarła na mnie np.  psychologia, kiedy zainspirowałam się „Psychopatiami” Antoniego Kępińskiego i o każdej opisanej przez niego dewiacji napisałam utwór.  Odkrywcza zawsze była dla mnie literatura. Utwory w których zawieram teksty i wiersze uważam za najważniejsze w mojej twórczości. Należą do nich  m. in. „Kantata inkorporacyjna” do słów króla Kazimierza Jagielończyka, niedawno wykonany „Tryptyk pasyjny” do słów Wiesława Liseckiego oraz „Oratorium o życiu błogosławionego księdza Stanisława Wincentego Frelichowskiego”. Inspiracją jest oczywiście zawsze astronomia, o czym świadczy płyta, oraz wspomniane grafiki hiszpańskiego artysty Franciszka Goi, niezwykle inspirujące, o wymownych tytułach , będące pełną humoru satyrą współczesnego mu społeczeństwa, przemyśleniami na temat jego wad.  Cyklem „Kaprysów” zafascynowałam się   podczas wystawy, którą zorganizowało kilkanaście lat temu Muzeum Okręgowe w Toruniu. Tworząc własną wizję i interpretację tych dzieł sztuki, napisałam pięć miniatur na skrzypce solo, zachowując te same tytuły jakimi są oryginalnie oznaczone. Zastosowałam odpowiednią symbolikę dźwiękową, by oddać konkretne treści obrazowe, ruch, charakter, światło czy nastrój. Łączenie różnych dziedzin sztuki, uważam, pobudza wyobraźnię, pomaga oddać sens, zawrzeć lepiej emocje i refleksje. „Kaprysy” zawarte są na mojej płycie zatytułowanej „Inspiracje”. Wykonawcą jest znakomita skrzypaczka  Anna Maria Staśkiewicz.
W zeszłym roku obchodziła pani jubileusz 25-lecia pracy artystycznej. Jakie ma pani artystyczne plany na następne ćwierczwiecze?
Na pewno będzie to kontynuacja organizowanych przeze mnie cykli koncertowych. Czyli  „Szkolna partytura”, (której jubileuszowa dwudziesta edycja będzie miała miejsca 13 maja w Dworze Artusa). Nadal będzie się odbywać „Pięciolinia dla Papieża” organizowana na pamiątkę pobytu Jana Pawła II w Toruniu.  Będą kolejne edycje „Koncertów  Towarzyskich” oraz warsztatów instrumentalnych pn. „Wakacje muzyczne z pasją w Bachotku” dla dzieci z naszego województwa uczęszczających do szkół muzycznych, które organizuję wspólnie z Pomorskim Towarzystwem Muzycznym. Nie wiem, czy uda mi się przez 25 lat to wszystko utrzymać. Chciałabym też w ciągu tych lat nawiązać współpracę z teatrem, napisać balet i operę.  Chciałabym też doczekać się toruńskiego carillonu, który planowany jest na Jordankach przy nowej Sali Koncertowej i zagrać na nim dla toruńskich melomanów.
________________
(red.)
kujawsko-pomorskie.pl

YT – Roman Rybacki