Kupno filtrów staje się w Tucholi koniecznością?

Trudno powiedzieć, co tak właściwie płynie z kranu, czy to stara poczciwa H2O, czy też coś zupełnie innego.

Od pewnego czasu, jakość wody w różnych rejonach miasta zdecydowanie się pogorszyła. Jak informują nas Czytelnicy stara, poczciwa „kranówa” mieni się różnymi kolorami brązu. To, co gotujemy w czajniku, wydaje się być bezpieczne, ale ilość szlamu na jego dnie powoduje, że mieszkańcy zadają pytania. Jedno z najczęściej powtarzających się to: czy picie tej wody jest bezpieczne?

Przypomina mi się wypowiedź któregoś z samorządowców, podczas jednej z ubiegłorocznych sesji. W zasadzie dzisiaj można ją uznać za swoistą anegdotę. Otóż, pewnego dnia z Bydgoszczy do Tucholi przyjechali…, bodaj specjaliści od jakości powietrza. Jak nakazuje stara, borowiacka tradycja, zostali przywitani kawą (piękny zwyczaj, zwłaszcza dla kawosza / baristy amatora). Bardzo im smakowała, trudno się dziwić, że drugą wypili z równie wielką przyjemnością. Przekonywali, że mamy wspaniałą wodę – klucz do zaparzenia dobrej kawy.

Gdyby jedna odwiedzili nas teraz, płyn o szlachetnej barwie mieliby bez udziału szlachetnych ziaren kawy. Słowem, brunatne świństwo, które płynie z kranów wielu tucholskich domostw odstrasza. Pamiętajmy jednak, że w tej brei trzeba się umyć i ewentualnie coś ugotować. Nie wszyscy chcą ryzykować. Oczywiście, pogorszenie jakości wody ma swoje przyczyny. Najprawdopodobniej są one dalekie od jakości tej w zasobach podziemnych. Problem leży w jej przesyle. Nie wiemy co znajduje się wewnątrz sieci wodociągowej, ale można podejrzewać, że jej płukanie zbliża się wielkimi krokami, skoro woda jest brudna. Prócz tego trwające roboty przy remoncie DW 240, również zbierają swoje żniwo. Majsterkowanie przy wodociągach, zawsze kończy się w wiadomy sposób.

Ludzie widząc sytuację, nie chcą „spuszczać” brudnej wody, to ekonomicznie nieopłacalne, a w dobie baterii ceramicznych, każdy osad powoduje szybsze zużycie jej  delikatnych elementów. Wolą poczekać, może zrobi to za nich ktoś inny.

Jak się obronić przed tym zjawiskiem, skoro PK nie informuje nas o sytuacji? Pozostają dwa wyjścia, albo zaopatrzyć się w butle z równie podejrzaną wodą w tucholskich marketach, albo zacząć filtrowanie „kranówki”. W każdym przypadku ponosimy dodatkowe koszty, dlaczego? Skoro za jakość wody odpowiadają miejskie wodociągi, w efekcie Przedsiębiorstwo Komunalne, to ono powinno samoistnie zrekompensować klientowi straty. W jaki sposób? Znamy tylko jeden, zmniejszenie należnych opłat.

Kupno domowych filtrów wody jest oczywiście możliwe, specjalistyczny sprzęt jest drogi w zakupie i w utrzymaniu. Odrobinę taniej wychodzi kupno specjalnych dzbanków, z wkładem filtrującym, który według naszych obserwacji jest skuteczny.

Jednak każda z tych metod jest półśrodkiem, ponieważ jakość wody to obowiązek miasta.

Poddajemy uwadze radnych i osób odpowiedzialnych za ten stan.


(mrf.)