Marek Koterski „Nienawidzę”

Aby przetrawić i to dosłownie ten materiał, trzeba zarezerwować sobie prawie godzinę. Czy warto? Odpowiedź jest jedna i bardzo krótka. Zakładając, że jesteś człowiekiem myślącym to…  TAK.

Za chwilę wkroczymy w świat jakże dobrze znany Polakom w każdym wieku. Rzeczywistość łączy się z przeszłością, a przeszłość z rzeczywistością. Wkraczamy w zakłamany świat z chwilą nie osiągnięcia pełnoletności, a już rodząc się. Podobno na samym początku jesteśmy niezapisana, białą tablicą, to kim jesteśmy u schyłku życia? Zakłamanymi,   przerażonymi, wykorzystanymi…, jeszcze ludźmi? Przed nami niezwykłe słuchowisko – „NIENAWIDZĘ” Marka Koterskiego, nagrane przez Radio Kraków w wykonaniu kapitalnego Krzysztofa Globisza w aranżacji nietuzinkowego CEZiKA, który bez wsparcia telewizyjnych tuz piątej wody, wkroczył do świata, gdzie przebywać mogą nieliczni.

***

Bohater monodramu nie ma imienia ani nazwiska. Wiemy o nim tylko tyle, że boi się rano wstać, boi się otworzyć oczy. Żyje w stanie nieprzerwanej nerwicy, codzienne życie stawia mu opór, potęgujący jego irytację. Problemem jest nie tylko poranne wstawanie, ale i najprostsze czynności – golenie, szykowanie śniadania, jazda tramwajem do pracy. Powoli dowiadujemy się bliższych szczegółów o bohaterze. Łatwo się wzrusza, dość dużo czasu spędza przed telewizorem. Jest rozwiedziony – bo czy można dobrać się z własną żoną? Jednak nadal z nią mieszka w blokowisku. Ma synka, któremu nie potrafi wytłumaczyć, czym jest patriotyzm, bo słowo to straciło dla niego sens. Jest polonistą. Uczy w szkole podstawowej. To dodatkowe źródło frustracji, nic nie jest tak, jak trzeba, także w szkole. „Dość już mam tego chamstwa na ulicach i w sklepach / i w urzędach tej całej hołoty / tych baranów w kolejkach, tej kretyńskiej roboty, / więcej z siebie nie robię idioty” – śpiewa nasz bohater i wyznaje, że w nic nie wierzy. Przecież wystarczy rozejrzeć się wokół siebie, a idealistyczna wiara ulatnia się jak kamfora. „Najważniejsze – mieć, / Najważniejsze – żreć, / Najważniejsze – napchać się do syta. / Więc – co możesz – łap, / Każdy pieniądz – chap, Co tam – inni, co Rzeczpospolita”. Ci, co rządzą, chcą tylko zrobić skok na społeczną kasę, pozakładać konta w Szwajcarii, dla nich tzw. dobro ogółu to byt nieznany.

A jeszcze na dodatek do tego wszystkiego Związek Radziecki za plecami! – sztuka powstała w 1990 roku. Nasz bohater miał nadzieję, że imperium się rozpadnie, ale przyszła pierestrojka i teraz Zachód pomagać będzie Związkowi Radzieckiemu, bo Zachód zawsze jest naiwny. Zresztą i tak dobro zawsze przegrywa. „Cała historia świata, ludzkości, to jeden mrok kłamstwa i zbrodni rozjaśniany z rzadka bladymi ognikami prawdy”.

Nasz bohater ma poczucie, że zawiódł oczekiwania swoich bliskich. „Ileż to razy w myślach osiągałem wszystko. / Nic z tego nie zostało! – Nie chce wierzyć się! Udało mi się tylko nie być komunistą”. Ale słaba to pociecha dla kogoś, kto jak nasz bohater myśli, że cały świat sprzysiągł się przeciw niemu – i była żona, która kupiła papugi, by zrobić mu na złość, i dentysta, który nie dość, że drogi, to jeszcze piłuje niewłaściwe zęby, i kasjerka w kinie, która sprzedaje mu bilet nie na to miejsce, i Murzyn, który siadłszy w pociągu koło niego, zaczyna gmerać sobie między palcami, i deska klozetowa, która wciąż opada…

W kraju naszego bohatera wszystko jest bowiem nie tak. To „czwarty świat / spod dna nie słychać już pukania / Jedźmy w świat / nie nasłuchują stąd wołania / Szkoda lat / zostają tu tylko frajerzy / W żaden ład / nikt kto tu żyje już nie wierzy”. Za granicą wszystko jest lepsze, jeziora czystsze, nawet niebo bardziej niebieskie niż u nas, a ołówki łatwo się temperuje. Dlatego, kiedy nasz bohater idzie przez miasto, czuje wzbierającą w sobie nienawiść, idzie przez Polskę i nienawidzi wszystkiego, co zobaczy. „Nienawidzę cię Polsko zgnębiona / podzielona / nawiedzona / stracona”.

Bohater chciałby, żeby jego kraj przestał istnieć, żeby stał się „kolejnym stanem Ameryki, landem Erefenu, prowincją Kanady, kantonem Szwajcarii”. Oddałby za to i godło, i sztandar, i honor, i ojczyznę. „Dolary, dolary, / dodają mi wiary” – śpiewa. Słowo „ojczyzna” nie przechodzi mu przez gardło, pejzaż polski jest dla niego ohydny, a ludzie nienawistni, fałszywi. Do kościoła chodzą przeciw Ruskim, są agresywni, nietolerancyjni, zawistni, brudni, pijani i leniwi. „Ten naród potrafi wszystko albo nic. Więc wciąż nie ma prawie nic”.

I już zapada noc. Nic więcej się nie zdarzy. Nasz bohater boi się nocy, ale kładzie się spać ze strachu przed nieuchronnym świtem. A potem rano boi się wstać… Czy to błędne koło życia można jakoś przerwać? „Raz wstanę wesoły i rześki, / pomyślicie, że mi piątej klepki brak / a ja nie skończę pieśni / i o zmierzchu palnę sobie w łeb”. Chyba że uratuje naszego bohatera jakaś wielka miłość.

___________________

Mariusz R.Fryckowski

Dorota Jovanka Ćirlić – http://culture.pl/

Mat. Radia Kraków – YT