Motoparada – Tuchola 2013. Podsumowanie.

Ubiegły rok dał się uczestnikom zlotu pojazdów zabytkowych mocno we znaki, nie ukrywajmy tego. Nie, to nie była kwestia organizacji, ta zawsze jest wzorowa, powodem była aura, ściślej kataklizm w obszar którego wjechaliśmy. Pierwszy raz filmowaliśmy trąbę powietrzną z bliska, kaskady wody z głazami, które spływały drogą, po której poruszaliśmy się. Amerykański van, który stanowił nasze centrum dowodzenia – wóz reporterski mocno ucierpiał, ale dojechaliśmy do celu, pomimo wielu zniszczeń.

W tym roku pogoda znowu spłatała nam figla, deszcz padał niemiłosiernie, jednak po dotarciu do Woziwody wszystko zmieniło się na lepsze, wyjrzało słońce i w jednej chwili zrobiło się ciepło. No tak, Woziwoda, przepiękne miejsce, ale nie uprzedzajmy wypadków.

Tucholskie Stowarzyszenie Pojazdów zabytkowych „DRAGON”, to zgrana grupa przyjaciół, kolejny już raz udowodnili, że potrafią wspaniale zorganizować imprezę, która logistycznie jest naprawdę gigantycznym przedsięwzięciem. Finał wielomiesięcznych przygotowań podziwialiśmy w sobotę i niedzielę minionego tygodnia.

Przybyło wielu gości i to z bardzo odległych miejsc. Ich pojazdy budziły szacunek, zadumę, zachwyt. Rozmowy o pasji rozpoczęły się już w piątek, kiedy poszczególne załogi docierały do Rudzkiego Mostu, gdzie na terenie zajazdu stworzono bazę. Nazajutrz tuż po odprawie, pojazdy przygotowano do startu. Każdy uczestnik otrzymał szczegółową mapę, na której zaznaczono tegoroczną trasę, a ta przebiegała z Tucholi przez:

  • Małą Komorzę,
  • Stobno,
  • Raciąż,
  • Grodzisko Raciąż w Mrowińcu,
  • Raciąż,
  • Zapędowo,
  • Rytel,
  • Gutowiec,
  • Woziwodę,
  • do Tucholi (Plac Wolności).

Przejazd przebiegał bardzo sprawnie, wszystko dzięki świetnej organizacji. Zmotoryzowane patrole idealnie zabezpieczały trasę przejazdu, zadbały o bezpieczeństwo uczestników. Bardzo przydali się policjanci i strażacy z Rytla. Pierwsi wyprowadzili kolumnę pojazdów aż do granic miasta, drudzy kierowali ruchem, zabezpieczali miejsce, mienie i uczestników,  podczas zwiedzania atrakcji turystycznych i nie tylko.

Tuż po południu dotarliśmy do Woziwody. Pole namiotowe przeżyło prawdziwy najazd turystów, jednak obsługa szybko i sprawnie poradziła sobie z tłumem i pojazdami. Wzorowa organizacja, dyscyplina i wzajemne zrozumienie. Woziwoda przywitała nas znakomitą grochówką. Wszystkim apetyty dopisywały, termosy wkrótce świeciły pustkami. Z pełnymi brzuchami można było się oddać błogiemu lenistwu, konkurencjom sprawnościowym, rozmowom o pojazdach, lub zwyczajnie odpocząć na wodzie.

Pobyt w Woziwodzie odrobinę się przedłużył, ale to zrozumiałe, przecież i leśnicy przepięknie włączyli się do imprezy, udostępniając swoje eksponaty zebrane w muzeum. Wyspecjalizowana kadra z powodzeniem sprawdziła się w roli przewodników. Głęboki ukłon w stronę ich szefa.

Pozostał ostatni etap – powrót do Tucholi i krótka ekspozycja pojazdów przy Placu Wolności. Mieszkańcy chętnie oglądali zabytkowe motocykle, samochody, niestety zdarzył się też  niewielki zgrzyt. Młodzież pochodzenia romskiego mocno „rozluźniona” (jak zawsze w tym miejscu) próbowała przeszkadzać, jednak problem szybko rozwiązał się sam.

W znakomitych humorach wszyscy powrócili do miejsca zakwaterowania. Chwila odpoczynku i rozpoczęło się wieczorne ognisko. Nie trwało długo, wszak następnego dnia rano, rozpoczęła się wspaniała wystawa połączona z festynem.

Gratulujemy organizatorom udanej imprezy, a uczestnikom wspaniałych pojazdów. Przyjeżdżajcie do nas, Tuchola jeszcze Was zadziwi!

Dni Borów Tucholskich trwają nadal!

(red.)