Myślenie ma kolosalną przyszłość, niestety, nie w Tucholi, czyli… rzecz o słupkach i łańcuchach

Tuchola zamienia się w miasto gadżetów, tym razem urzędnicy nudzili się wyjątkowo mocno, a efekty tego zjawiska przerosły nasze najśmielsze oczekiwania. Na razie w dwóch miejscach, pojawiły się relikty rodem z czasów komuny. Trudno powiedzieć, czy służyć będą samotnym kowbojom, którzy przywiązywać będą do tego swoje mustangi, być może staną się ulubionym miejscem dla rowerzystów, którzy pasjami przypinać  będą do tego swoje jednoślady.

 

Jedno jest pewne, najwięcej uciechy będą mieli podchmieleni nastolatkowi, złomiarze i „miłośnicy” psów, którzy zdobędą wreszcie, darmowy łańcuch, którym przywiązywać będą swoje czworonogi do lokalnych bud. Koło kina, które się spaliło oraz tuż obok muzeum, które jest takim tylko z nazwy (a swoją drogą…, może ktoś nam opowie o tym, co stało się z eksponatami, które przynosili mieszkańcy Tucholi?), pojawiły się wpierw stare, poczciwe słupki, choć w nowym wydaniu, a dzisiaj połączono je łańcuchami. Czy z tej okazji przecięto jakąś okoliczną wstęgę, przy pomocy posła, względnie senatora?

Koło nieistniejącego kina.

Koło muzeum tylko z nazwy.

I po drugiej stronie ulicy.

Inna perspektywa, aby nie było złudzeń.

Są praktycznie niewidoczne dla kierowców, ponieważ jakoś nikt nie wpadł na to, aby je pomalować w biało- czerwone pasy. Zmierzch szybko zapada, a niedouczeni kierowcy – „produkty” niektórych, tucholskich szkół jazdy, już wkrótce pokażą to, na co ich stać z chwilą nastania pierwszych mrozów. Zastanawiamy się nad tym, komu, lub czemu mają służyć te „instalacje”?

Oczywiście, pomysł z gruntu nie jest zły, jednak ustawienie „tego czegoś” w tych miejscach, to lekka przesada, zwłaszcza, że niebezpieczeństwo dwóch głównych arterii miejskich zwiększyły „kocie łby” i idiotyczne wysepki, przed którymi ostrzegaliśmy zanim powstały. Nasz scenariusz się sprawdza, dochodzi do wypadków z udziałem pieszych, którzy miast czuć się bezpiecznie, kończą pod kołami aut. A to zaledwie początek horroru ( pozostaje sprawa „parkingów” wzdłuż Świeckiej, jeden samochód w poślizgu, a ucierpią trzy, cztery auta, zanim sprawca zatrzyma się) Żaden łańcuch sprawy nie rozwiąże, no chyba, że w innym, ultra niebezpiecznym miejscu, mianowicie pod mostem kolejowym, który jest jedyną „bramą” w drodze do Sępólna Krajeńskiego.

Wąskie przejścia dla pieszych pod tą konstrukcją, to efekt głupoty i braku wyobraźni konstruktorów i władz, które się na to zgodziły, dzisiaj ponosimy tego konsekwencje. Jakiekolwiek bariery ustawione pod tym mostem stanowiłyby o chwilowym rozwiązaniu problemu. Jednak, aby sprawę uważać za zakończoną, trzeba czegoś więcej. I pomyśleć, że zaledwie piętnaście kilometrów dalej w Gostycynie, wzorowo poradzono sobie z podobnym problemem. Nie ma wyjścia, należy przebudować kolejowe nasypy tak, aby powstały dwa bezkolizyjne przejścia dla pieszych, udających się w stronę Czarnej Drogi i wzdłuż Sępoleńskiej. Jeżeli przejścia dla pieszych, to również ciągi dla rowerzystów, aby przestali być ofiarami częstych wypadków, tuż przy skrzyżowaniu, które usytuowano obok mostu!!!

 

Przechodnie w tym miejscu, każdego dnia, przeżywają horror.

Szokuje ilość znaków drogowych? Kiedyś policzymy je w całym mieście, a wynik podamy do księgi Guinnessa. Sprawy licznych „zebr” w pobliżu mostu nawet nie komentujemy, bo autorów trzeba by było osadzić w więzieniu na 25 lat za próbę ludobójstwa, bez możliwości apelacji.

Że co? Że to niewykonalne? Że brakuje funduszy? Przepraszam, a ile jest warte ludzkie życie? Czy trzeba sytuacji, aby doszło do wypadku kogoś z rodziny obecnie nam panującej władzy, aby coś się zmieniło?

Kto pomyśli, ten wygra najbliższe wybory…

Mariusz R.Fryckowski

 Fot. TOKiS – PATROL

RSS
Follow by Email
Facebook