Na rok żegnamy Klafty

Miły akcent, po latach posuchy pole namiotowe w Świcie wreszcie zainteresowało turystów.

„Na Klaftach” w Świcie, to nazwa baru, który choć działał krótko, miał swoich klientów nie tylko wśród turystów, ale również miejscowych. Skąd wzięła się nazwa „Na Klaftach”? To ciekawa, choć krótka historia. Otóż, miejscowi dawno, dawno temu chodzili do lasu po drewno na opał. Wiadomo, praca ciężka, po wysiłku zbierającym opał należała się chwila oddechu. Jeżeli odpoczynek, to najlepiej podczas rozmów, stąd klafty.

Bar w Świcie swoją atmosferą, przez chwilę przywołał czasy, kiedy w Tucholi działała wyjątkowa kafejka „Basztowa”. Któż z miejscowych nie poznał jej uroków…

Nie ukrywajmy, stała się miejscem spotkań przyjaciół, rozmów biznesowych lub zwyczajnie…, miłym akcentem w ciągu pełnego trudu dnia, zwieńczonego najlepszą kawą w okolicy. Świt ma szczęście (wreszcie!) i barem zajęła się niezrównana pani Grażynka. Gospodyni tego miejsca ma ten dar, jak magnes przyciąga swoim wyjątkowym usposobieniem i doskonałymi deserami. Za wszystkim stoi oczywiście Zakład Aktywności Zawodowej z Tucholi, którego szefowa, pomimo tytanicznej pracy związanej ze skutkami niedawnej nawałnicy, wzorowo zajęła się właśnie nowym barem w „Świcie”. Miło, czysto, wygodnie i to wspaniałe otoczenie – cisza, szum wody, doskonała kawa, wspaniałe lody, szarlotka w wykonaniu mistrzyń kuchni z ZAZ-u . Czegóż chcieć więcej? Chyba tylko gorącego lata przez cały rok i tego, aby „Na Klaftach” zawsze było czynne.

Niestety, w ubiegły czwartek barek zakończył swoją sezonową działalność, przed nami jesień i zima.

Czy ten rodzaj działalności odniósł sukces? Właściwie tak, klientela dopisała aż do pamiętnych dni grozy, które  przeżyli mieszkańcy Borów Tucholskich. Choć wichura oszczędziła zniszczeń ” Świtowi”, to jednak były problemy z zasilaniem, które częściowo rozwiązał generator. Niestety, wielu potencjalnych klientów przepłoszyły także liczne tablice ustawione przez leśników, które zabraniały wstępu do lasów. Niestety, zapomniano uściślić tę informację, do „Świtu” można było dotrzeć bez przeszkód. Sporym problemem były również formalności związane z rozruchem tego miejsca, i choć nie ma tutaj mowy o alkoholu, praca papierkowa zajęła sporo czasu, jak to u nas.

Perspektywy baru „Na Klaftach”?

Bardzo optymistyczne, jesteśmy przekonani o tym, że za rok będziemy tutaj mieli do czynienia z prawdziwym przełomem, zwłaszcza, że wiemy o pewnych planach, wyglądają zachwycająco, rodzice i dzieci powinni mieć powody do zadowolenia.

Zatem…, musimy się uzbroić w cierpliwość.


(red.)