Naruszono święte prawo własności MIĘDZYZAKŁADOWEJ SPÓŁDZIELNI MIESZKANIOWEJ W TUCHOLI?

Prezes spółdzielni nie ustaje w pisaniu listów do firmy, która przebudowuje tucholski odcinek wojewódzkiej drogi nr 240. Spora część terenu spółdzielni przypomina pobojowisko.

Wiemy już,że wszystkie terminy oddania tej fatalnej w realizacji inwestycji przedłuży się i to o wiele miesięcy. Nie wiemy natomiast jak skonstruowano umowę i czy firma zapłaci miastu kary umowne. Ta wiedza, starym sposobem, nie znalazła ujścia w informacji udostępnionej lokalnej społeczności. Powszechne niezadowolenie powoli sięga zenitu, a tutaj jeszcze i ta sprawa.

Firma weszła na teren najmniejszej spółdzielni mieszkaniowej w Tucholi, traktując go jak swoje składowisko. Większa część jest praktycznie zniszczona, dodatkowo powagę sytuacji podkreśla umiejscowienie terenu zabaw dla dzieci,który stał się miejscem podwyższonego ryzyka, ponieważ w pobliżu parkują również samochody,których właściciele są trudni do ustalenia. Jak to możliwe,że nikt nie wszedł w interakcje z władzami spółdzielni? Tego nie wie nikt, na szczęście władze osiedlowe nie pozostają bierne i już żądają zadośćuczynienia. Póki co, odpowiedzi brak, co daje wyraźny sygnał, że mieszkańcy nie są traktowani poważnie. Droga sądowa będzie zapewne kwestią ostateczną.

Nie dość,że całkowicie odcięto osiedle od drogi 240 ( nie ma możliwości włączenia się do ruchu z powodu braku sygnalizacji świetlnej) , to inwestor / planista kompletnie zapomniał tym, aby zaproponować spółdzielni inny wyjazd, który pozwoli mieszkańcom ominąć w przyszłości fatalnie usytuowane i wykonane rondo. Nawet zakończenie inwestycji nie spowoduje poprawy losu kierowców wyjeżdżających z osiedla. Tylko dzięki ich czujności, nie doszło w tym miejscu jeszcze do tragedii.

Firmy realizujące zadanie budują, ale również dewastują i nikomu to nie przeszkadza. Gdzie jest inwestor, gdzie są władze wykonawcze, wreszcie, gdzie jest Burmistrz Tucholi, który podobno każdego dnia ponagla budowlańców do przyspieszenia inwestycji? Cóż z tego,skoro zapomina o swoich podatnikach z osiedla, którym zwyczajnie należy się szacunek.

Zabawa w kotka i myszkę trwa, ale nadejdzie dzień zapłaty i nie będą to miłe chwile, sądząc po reakcjach społeczności,która zaistniałą sytuację nazywa wprost – patologią i trudno im się dziwić.


(red.)

Fot. wstępna jest już zdjęciem historycznym,obecnie fragment widoczny na fotografii przypomina krajobraz księżycowy.