NIE dla drugiej „BIEDRONKI” w TUCHOLI! Społeczna akcja właśnie się rozpoczęła…

No, i mamy drugą odsłonę tego o czym mówiliśmy w specjalnym tekście kilka dni temu, sprawa dotyczy ewentualnego powstania drugiej „Biedronki”  w Tucholi. Temat podchwyciły inne media, gmatwając problem do granic absurdu.

Przypomnijmy sobie ten tekst:

POWAŻNY BŁĄD WŁADZ MIASTA, CZYLI…TUCHOLA „ZAFUNDUJE” SOBIE NOWĄ „BIEDRONKĘ”?

„Ujmując tę zaletę generalnie, to myślenie ma kolosalną przyszłość, zwłaszcza u ludzi. Czasami jednak bywa tak, że ów proces bywa zakłócony bliżej nieokreślonymi warunkami, a wtedy budzą się demony!

Im biedniejsze miasto, tym dla dużych sieci handlowych większe Eldorado. Nic tak nie napędza zysków jak wymuszenie chwytliwymi hasłami odwiedzanie placówek handlowych, przez najbiedniejszych obywateli jakiejkolwiek społeczności. Tuchola w ten proces pięknie się wkomponowała wpuszczając na swój teren aż trzy markety. Na tym nie koniec, ponieważ będziemy mieli „dubla”, władze miasta swoimi decyzjami doprowadzą do budowy drugiej „Biedronki”.

Awansowaliśmy do grona krajów „rozwiniętych”. To pewne. I, żeby to zrozumieć nie potrzeba nam strzelistych reklam, nachalnej promocji, czy nieustannego PR-u zapewniających o tym, że jesteśmy już w krainie szczęśliwości.

W powyższym utwierdza nas co innego. Mamy już swojego Walmarta! Wszechogarniającą nasze poczynania konsumenckie sieć marketów dla tych z tzw. lower class. I nie trzeba również długotrwałej analizy modelu biznesowego, żeby uświadomić sobie, że Sama Waltona ubiegł u nas Jeronimo Martens. Walmart sprzedaje pod hasłem „Zawsze niskie ceny”, a Jeronimo, czyli popularna „Biedronka” „Codziennie niskie ceny”.  Nie wysilili się Portugalczycy, ale po cholerę wyważać otwarte drzwi skoro można sprawdzone rozwiązania wcielić w życie na obiecujących rynkach. Dla nich to obietnica dostatku, dla nas postępującego uzależnienia, homogenizacji rynku handlu detalicznego, co oznacza ni mniej, ni więcej tylko znikanie lokalnych spożywczaków.

Napisał Liber w tekście pt.Polski Walmart, czyli najlepszy przyjaciel człowieka… i ma wiele racji. Problemem, przynajmniej w Tucholi nie jest powstanie kolejnego wielkiego sklepu z „byle czym”, a jego umiejscowienie.  W protokóle nr 37/14 z posiedzenia Komisji Rewizyjnej Rady Miejskiej w Tucholi, które odbyło się 26 maja 2014 r m.in czytamy:

trwają prace związane z zezwoleniem na budowę sklepu „Biedronka” na zapleczu targowiska przy ulicy Nowodworskiego, gdzie zlokalizowano garaże, które trzeba zdyslokować.  

Wyjaśnijmy czytelnikowi czym jest dyslokacja – to inaczej rozmieszczenie lub przemieszczenie czegoś. W naszym przypadku chodzi o budynki garażowe. Innymi słowy, garaże znikną z targowiska, a nowy sklep znajdzie się nie tylko na parceli miejskiej, ale również prywatnej. Co znajduje się za wspomnianymi garażami? Łatwo sprawdzić. Ktoś zrobi niezły biznes.

Kim są potencjalnie poszkodowane osoby? Jest ich sporo, ale o tym za chwilę. Zwolennicy wielkich sieci handlowych cieszą się, że te generować będą nowe stanowiska pracy. Ile ich zaoferuje nowa „Biedronka”? Może dwadzieścia, może piętnaście, a może jeszcze mniej. Skoro ktoś zyskuje, ktoś musi stracić. Kim będą te osoby? Na pierwszy ogień pójdą wszyscy ci, którzy słono zapłacili za miejsce na pasażu handlowym. Biorąc pod uwagę to, że Tuchola jest dziwnym miejscem dla handlujących pietruszką i ciuchami, może oczywiście zdarzyć się inaczej. Wszystko zależy od tego, czy obecny parking  pozostanie ogólnodostępnym, czy też pojawi się tablica z napisem „TYLKO DLA KLIENTÓW BIEDRONKI”. Jeżeli teren zostanie sprawiedliwie podzielony, to i tak stracą kramarze.

Kolejną grupą będą tak często krytykowani przez nas właściciele sklepów prywatnych, które umiejscowione są na i w pobliżu starówki.  Oczywiście, sytuacja może wymusić na tej grupie zainteresowanych utrzymaniem się na rynku nowego asortymentu, a nie budowaniu marki w opieraniu się o artykuły „które idą”. Jeżeli nie dostosują się, a nowy sklep powstanie – zbankrutują, a monopol w mieście przejmie pięć molochów plus szósty, pod szyldem „Lewiatana”.

Istnieje proste wyjście z tej sytuacji. Właściciele obecnie jeszcze istniejących garaży generują wpływy do kasy miejskiej, gdy znikną, źródełko dochodu wyschnie. Jasne, można tę stratę wyrównać wpływami z podatków za nową placówkę handlową, prócz tego będzie motywacja do wyremontowania wspomnianego parkingu. Czy te koszty poniesie miasto, czy nowy sklep, tego nie wiemy, ale wiemy już czym to grozi (patrz wyżej).

A gdyby ten pomysł przenieść w inny rejon miasta, który praktycznie pozbawiony jest jakiejkolwiek infrastruktury handlowej tj, teren pomiędzy ulicami: Mickiewicza, a Czarną Drogą? Ta część miasta gwałtownie się rozwija, a i terenów pod podobne inwestycje nie brakuje.

Jeżeli jednak w mocy pozostanie obecna koncepcja możemy przewidzieć, że pracę utraci kilkadziesiąt osób. Dokąd pójdą? Część na emerytury, a pozostali zostaną rezydentami kompletnie bezsensownej placówki o nazwie PUP i za rok zginą z głodu i… zgryzoty. Kto będzie odpowiedzialny za ten stan? Łatwo przewidzieć, dlatego tak bardzo ważnym procesem jest… myślenie, a zwłaszcza to… perspektywiczne, tak ważne mieszkańców umierającego miasteczka.”

I stało się wreszcie to, co nieuniknione, oburzeni całą sprawą mieszkańcy wzięli sprawy w swoje ręce. Oprotestowano propozycję władz miasta, tworząc specjalną witrynę w największym portalu społecznościowym świata – . Efektem całej awantury jest NIE dla drugiej „BIEDRONKI” w TUCHOLI! z powagą następstw. Czy tę inicjatywę obywatelską należy poprzeć, czy też zbagatelizować? Na to pytanie każdy zainteresowany odpowie sobie sam, biorąc pod uwagę nie tylko czubek własnego nosa. Czy jesteśmy do tego zdolni?

Oczywiście, z całą konsekwencją skutków dla osób, również ze świecznika, które poparły zamiar wprowadzenia kolejnego marketu do miasta będącego ekonomicznym i demograficznym trupem!

_____________________

(mrf.)