Opowieści niesamowite – Robert Leśniakiewicz. Atak atomowy na Yellowstone – TUCHOLSKA OFICYNA KULTURALNA I SPOŁECZNA / TOKiS – PRESS

Opowieści niesamowite – Robert Leśniakiewicz. Atak atomowy na Yellowstone

Igor Nikitin

Krążyły plotki, że w czasie Zimnej Wojny, amerykański Yellowstone N.P. wchodził w skład punktów „pierwszego uderzenia”. Innymi słowy mówiąc, ten nieistotny na pierwszy rzut oka zakątek Natury znajdował się na celowniku radzieckich ICBM na równi z bazami wojskowymi, silosami rakietowymi i centrami dowodzenia USA.

 

Znów ci Rosjanie…

 

No, ale Pentagon i jego podziemne stanowiska dowodzenia, lotniska bombowców strategicznych – to rozumiemy. Takie obiekty w przypadku konfliktu zbrojnego są atakowane jako pierwsze. Ale czym zawiniło Yellowstone? Dlaczego go tak nie lubili radzieccy generałowie?

W rzeczywistości odpowiedź jest prosta. Radzieckim generałom amerykański park narodowy jak raz się całkiem podobał. Podobał się dlatego, że wedle uczonych radzieckich wystarczyło uderzyć tam tylko jedną rakietą w pewne szczególne miejsce parku, żeby w rezultacie otrzymać taki globalny kataklizm na terytorium USA, jakiego nie byłoby w stanie stworzyć setki głowic jądrowych.

Przypuszcza się, że uczeni amerykańscy ze swymi radzieckimi kolegami w tym temacie byli całkowicie zgodni. W każdym przypadku, obserwacje kaldery rozmieszczonej pod Parkiem Narodowym Yellowstone trwały nieprzerwanie, 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, 365 dni w roku…

 

Kocioł z magmą

 

Co to takiego kaldera? Wyobraźcie sobie obrócony dnem do góry ogromny owalny kocioł o wymiarach 55 x 72 km. Ten kocioł znajduje się pod wulkanem i jest po wręby wypełniony wrzącą magmą. Jego dno jest bardzo cienkie i może w każdej chwili się rozerwać. A jeżeli do tego dojdzie, to na tle tego kataklizmu Pompeje będą wyglądać jak tragedia, ale nieszczególna, taka sobie tragedyjka.

Zimna Wojna z lat 1946-1991 się skończyła i rosyjskie głowice (być może) już nie patrzą krwiożerczo na kalderę yellowstońskiego parku narodowego. Tym niemniej na tym problemy Yellowstone się nie skończyły. Amerykańscy uczeni biją na alarm – erupcja, a raczej supererupcja może się zacząć w każdej chwili i ofiary będą nieprzeliczone!

 

Great Falls

 

W kwietniu 2018 roku, mieszkaniec miasteczka Great Falls, MO, znajdującego się w odległości 300 km od słynnego parku zarejestrował na wideo niecodzienne widowisko. Przez miasteczko pełna prędkością przejechała kolumna ciężarówek, w składzie której znajdowała się maszyna z Payload Transporter III – pomocnicza inżynieryjna ciężarówka do transportu, ustawiania i obsługi technicznej głowic bojowych ICBM typu Minuteman. Zaznaczmy – nuklearnych głowic bojowych.

W USA są wydzielone drogi przewozu takich ładunków, ale żadna z tych tras nie przebiega przez Great Falls. Tak więc co robią ładunki jądrowe w bliskiej okolicy Yellowstone N.P.?

Najnowsze dane pokazują, że ciśnienie na kopułę kaldery narasta i być może, rząd USA zdecydował na poświęcenie parku i spowodować serię kontrolowanych eksplozji – tzn. otworzyć drogę magmie i tym sposobem zmniejszyć jej ciśnienie pod kopułą. Ma się rozumieć, to będzie katastrofa (dodajmy nuklearna), ale w tym przypadku lepiej poświęcić i ewakuować mały obszar, niż siedzieć i czekać na supererupcję, która może zniszczyć wszystko dookoła.

 

Moje 3 grosze

 

Na ten temat pisałem już kilka lat temu w kontekście możliwych nieszczęść wywołanych przez supererupcje wulkaniczne – tj. erupcje o indeksie 8 VEI– najwyższym możliwym i ogromnych osuwiskach ziemnych w wody Wszechoceanu, które spowodują katakliktyczne tsunami pustoszące wybrzeża całych kontynentów – zob. https://wszechocean.blogspot.com/2015/05/apokalipsa-zacznie-sie-w-ameryce.html. I jest oczywistym, że ktoś może wykorzystać superwulkany do prowadzenia wojny totalnej na naszej planecie. Znamy ich 12, ale być może jest ich jeszcze więcej. Odpalenie tylko jednego z nich grozi nieobliczalnymi konsekwencjami. Przypominam, że supererupcja tylko jednego z nich – jeziora Toba na Sumatrze 70.000 lat temu omal nie skończyła ewolucji Homo sapiens na tej planecie…Kto wie, czy to właśnie taka hipererupcja nie przyczyniła się do największego Wielkiego Wymierania na granicy Permu i Triasu (P/T) jakieś 251 mln lat temu.

Istnieją trzy warianty rozwoju wypadków w Yellowstone:

Wariant najłagodniejszy – „wymrożenie” zbiornika magmy, z którego powstanie ogromny batolit i anomalia grawimagnetyczna, coś à la księżycowy maskon;

Wariant pośredni – długotrwała erupcja wulkaniczna trwająca wiele lat, która opróżni komorę magmową i nie spowoduje większych szkód;

Wariant najgorszy – supererupcja i gwałtowne opróżnienie komory magmowej. Najnowsze badania mówią, że pod Yellowstone znajdują się nie jedna, ale trzy komory magmowe o ogólnej pojemności 3500 – 8000 km³ magmy. Taka ilość magmy spowodowałaby katakliktyczne zmiany klimatyczne na powierzchni Ziemi i powtórkę z Kriogenu, kiedy to lodowce pokryły całą powierzchnię naszej planety, która upodobniła się do śnieżki…

Przypominam Czytelnikowi erupcję „zwykłego” wulkanu Krakatau w 1883 roku, która wyrzuciła w atmosferę tylko 46 km³ tefry, a której skutki odczuwano aż 3 lata po erupcji. A przecież była to erupcja o sile 4 VEI! Inną erupcją był potężny wybuch wulkanu Tambora w 1815 roku, który wyrzucił w atmosferę 100 km³ pylistej tefry, co spowodowało obniżenie globalnej temperatury o 3-4ºC czego skutkiem był głód i choroby. To było 7 VEI. 8 VEI już nie przeżyjemy…

Otwarcie wentyla w drugim wariancie spowoduje kontrolowaną erupcję i sądzę, że lepsze to, niż zagłada. Szkoda tylko parku narodowego i jego naturalnej biosfery.


Źródło – „Tajny XX wieka” nr 18/2018, s. 3

Przekład z rosyjskiego – ©R.K.F. Leśniakiewicz