Otwarta, nie oznacza, że gotowa – rzecz o obwodnicy Płazowa

Przy remoncie DW 240 w Tucholi praca wre, aż miło, kierowca koparki pół godziny rozgrzewał gumowe gąsienice swojej koparki, zanim cokolwiek wykopał,a jego kolega z lubością zaciągał się papierosowym dymem, z nudów, na przemian, wbijał w stertę piachu i wyciągał, gruby, stalowy pręt. Sielanka…

Do takich obrazków się przyzwyczailiśmy, ciekawi tylko dlaczego tak się dzieje,że najwięksi wykonawcy w Polsce, znani z szybkości działania, kiedy działają w Tucholi odruchowo włączają hamulce? Nie boją się nikogo, nikogo też nie słuchają, mają wszystkich i wszystko w nosie.

Jak się okazuje, podobnie się dzieje i przy otwartej już dla ruchu kołowego inwestycji w Płazowie. Słynna obwodnica jest już drożna, ale nie oznacza tego, że jest gotowa. Zanim użytkownicy wpadną w stan nirwany, minie jeszcze wiele tygodni.

Pojechaliśmy zobaczyć, jak ta katastrofa wygląda dzisiaj. Określenie „wolna amerykanka”,to najłagodniejszy wniosek wysnuty po tym, co zobaczyliśmy. . Lokalne „człowieki” w Skodo/Golfach, kompletnie nie wiedzą, co się wydarzyło i wyprawiają taaakie sztuki, że cierpnie skóra, obejrzymy te sceny w filmie.

Mieszkańcy Płazowa też przeżywają ciężkie chwile, ponieważ nie mogą spać, tak jest… cicho.

Taka jest cena postępu!


(red.)