Po spotkaniu policjantów z właścicielami niekonwencjonalnych statków powietrznych – TUCHOLSKA OFICYNA KULTURALNA I SPOŁECZNA / TOKiS – PRESS

Po spotkaniu policjantów z właścicielami niekonwencjonalnych statków powietrznych

4.07.2018r w środę, tucholska policja spotkała  się z osobami posiadającymi  motolotnie, paralotnie oraz drony, tłumów… nie było

Jednak spotkanie można potraktować jako bardzo udane, ponieważ udało się zgromadzić w jednym miejscu przedstawiciela paralotniarzy, właścicieli dronów (nasza redakcja) oraz przedstawiciela hodowców gołębi pocztowych. Zabrakło natomiast przedstawiciela społecznego, skarżącego się na niskie i wczesne przeloty paralotniarzy. Nie można tego faktu zrzucić na karb godziny spotkania (ta odbyła się o 10-tej i trwało prawie dwie godziny!), ponieważ skargi pochodziły z lokalnych spółdzielni mieszkaniowych, a tutaj przedstawicielami społecznymi powinny być władze spółdzielni.

Spotkanie przebiegło w bardzo miłej i rzeczowej atmosferze. Policjanci dysponując rozległą wiedzą uświadomili użytkownikom niekonwencjonalnych statków powietrznych fakty, które są powszechnie przez nich znane. Swoistym novum były aspekty prawne i klasyfikacja ewentualnych wykroczeń pilotów w starciu z osobami  skarżącymi się na hałas i niskie przeloty. Wobec anonimowych doniesień, policjanci są bezradni, to główny wniosek wypływający ze spotkania. Jednak wszyscy piloci ze zrozumieniem podeszli do problemu. Dodatkowym aspektem, prawie kompletnie im nieznanym, była sprawa gołębi pocztowych. Okazuje się, że w Tucholi i jej okolicach jest aż 40 hodowców. Wszyscy oni mają poważny problem z płochliwymi, bardzo cennymi ptakami, które po przelocie paralotni, aż dwa dni powracają do swoich właścicieli.

Jest widoczny efekt spotkania z policjantami, tego samego dnia w powietrze wzbiła się jedna z paralotni, która bardzo szybko nabrała wysokości i odleciała od centrum miasta. Halas był praktycznie niewyczuwalny. Jednak to subiektywne wrażenie, ponieważ osobom na ziemi i to może przeszkadzać. Być może mamy do czynienia z rodzącym się problemem, który będzie narastał w miarę upływu czasu. Nad Tucholą znajduje się wiele stref lotów, informujemy o tym od lat. W poszczególnych korytarzach powietrznych poruszają się samoloty pasażerskie, śmigłowce, awionetki, również paralotniarze, właściciele dronów i innych „latawców”. Niedługo w Tucholi pojawi się pierwszy wiatrakowiec, a do tego mamy jeszcze do czynienia z lotami wojskowymi, które w każdym przypadku mają pierwszeństwo.

Nie można zatrzymać postępu i hałas tak, czy inaczej będzie, kwestią otwartą jest stworzenie takich warunków, które zaspokoją wszystkie strony. Oczywiście, można część tych problemów przerwać, władze mogą wprowadzić zakaz lotów na terenie miasta, ale czy o to chodzi?

Można wykluczyć jedną pasję, innych zwyczajnie się nie uda, będzie więc to przepis martwy. Policjanci również mają związane ręce, mogą oczywiście reagować, ale w przypadkach krytycznych, czyli wtedy, gdy wydarzy się wypadek lotniczy, a za taki można uznać nawet kolizję drona z samochodem! W przypadkach skarg, częsta anonimowość zgłaszających, uniemożliwia jakiekolwiek działania.

Podsumowując, lotnicy są ludźmi odpowiedzialnymi, będą starali się dostosować do sytuacji, ale krzywdzące są dla nich wszelkie posądzenia o to, że ktoś z premedytacją wlatuje na cudzą posesję tylko po to, aby „podgadać domowników”, jak czytamy w komentarzach. Czasami specyfika lotu wymusza pewne zachowania, te decydują o życiu człowieka unoszącego się na „miękkim płacie”, to też trzeba zrozumieć.

Tak szumnie określane polskie niebo, dalekie jest od definicji „wolne”, a w Tucholi od jakiegoś czasu wygląda, jakby miało kraty. Latających w tym miasteczku można policzyć na palcach dwóch dłoni, ci ludzie mają pasję lub loty wykonują zawodowo, trzeba to uszanować, podobnie jak oni, nie reagują na „nocne odwierty” w ścianach bloków, libacje podczas oglądania meczów, czy suto zakrapiane spotkania towarzyskie, trwające do bladego świtu.


(red.)