Prawo jazdy? To zawracanie głowy!

Pozwoliłem sobie dzisiaj zaniepokoić tucholską funkcjonariuszkę policji, oczywiście na służbie. Niewiasta, silnie zapracowana ustawiła swoje służbowe kombi z włączonym silnikiem (było zimno, to nic, że do atmosfery przedostało się odrobinę spalin więcej, niż zwykle) na słynnej „wyładowni”, tuż koło kolejowego torowiska, gdzie dawno temu rozładowywano wagony. Przedstawiłem się i zapytałem o rzecz kuriozalną.

Załóżmy, że nie posiadam prawa jazdy, ubezpieczenia pojazdu, a poruszam się samochodem osobowym i przed przypadek zostaję zatrzymany przez policyjny patrol, co mi grozi?

Zapewne w rozumieniu funkcjonariuszki pytanie było wyjątkowo głupie, ponieważ nie przerywając wypisywania jakichś kwitów (czyt. lekceważąc współrozmówcę) zdawkowo wypowiedziała tylko jedno słowo – mandat. Później uświadomiła mi, że powinienem znać najnowszy taryfikator, a w domyśle mając zapewne cały kodeks. Jednak widząc moją nieustępliwość na wszelki wypadek odesłała mnie do rzecznika prasowego miejscowej komendy. Owszem, nie omieszkałem zadać drugiego pytania w sprawie interesujących mnie tabliczek, które jak grzyby po deszczu pojawiły się na murach prywatnych kamienic – „NIE PARKOWAĆ” pod groźbą wywózki auta na parking policyjny. Odpowiedź uroczej niewiasty w mundurze była taka sama. Niestety, niczego twórczego nie udało się z indagowanej wycisnąć. Pogratulować wyszkolenia, pewnie ewentualne „tortury” też niewiele by przyniosły. Z mocnym postanowieniem obiecałem sobie odwiedzić rzecznika, niestety, kolejny telefon z redakcji, uniemożliwił to dzisiaj. Jednak odnieśmy się do mojej, jakże zawodnej pamięci i poszperajmy w niej, przynajmniej w sprawie poruszania się pojazdami samochodowymi bez uprawnień.

Czy w Polsce można bez większych konsekwencji prowadzić auto bez uprawnień?

Oczywiście tak w dodatku konsekwencje są praktycznie żadne, według taryfikatora, kara jest pospolity mandat w wysokości 500 złotych. Dla jednych dużo, dla innych nic. Jeżeli odnieść to do pirata / samobójcy bez „prawka”, istnieje duże prawdopodobieństwo, że proceder taki jest opłacalny, zakładając, że nie ma się pecha.

Żadnych punktów karnych, sprawdzanie delikwenta w Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców niczego nie da, osoba taka dla systemu zwyczajnie nie istnieje. Nie ma rzekomo żadnych statystyk, ponieważ policja takowych nie prowadzi w odniesieniu do takich osób. Jawi nam się przed oczyma gigantyczna dziura prawna, której prowizorycznie wypełnić nie można. Potrzeba kolejnej ustawy, a takową nikt się nie zajmuje. Co prócz mandatu może zwojować w takiej sprawie policjant? Kompletnie nic.

Czyli… hulaj dusza, piekła nie ma? Zadamy to pytanie rzecznikowi policji i to wkrótce.

A co z funkcjonariuszką, która była znudzona natrętem i wyjątkowo obrazowo dała wyraz braku zainteresowania dalszą dyskusją? Wróciła do wypisywania kwitów, a silnik radiowozu pracował, pracował, pracował, to nic, jesteśmy zamożnym społeczeństwem i bez trudu napełnimy ten bak, wszak kochamy płacić podatki.

Ktoś nie lubi? Tak myślałem…

I jeszcze jedno…, naprawcie „koguta” w tym konkretnym radiowozie, zdaje się że przepaliła się żarówka w prawej części, marnie widać auto podczas tarasowania ulicy Podgórnej, nawet wtedy, gdy niesfornemu pieszemu wystawia się mandat. Są jeszcze inni użytkownicy drogi, którzy mają prawo poruszać się nią bez przeszkód.

m.

TOKiS – PRESS PATROL