Radny miejski Andrzej Jerosławski kwestionuje działalność instytucji ławnika sądowego (felieton autorski)

Pośród oceanu głupot, którym przysłuchują się dziennikarze lokalni, poczesne miejsce znalazła postawa radnego miejskiego – Andrzeja Jerosławskiego, który kwestionuje to, co oczywiste i sprawdzone. W tym konkretnym przypadku radny doszedł do wniosku, że ławnicy sądowi, których nazwiska poznamy już za chwilę generują zbyt wielkie koszta i dodatkowo są marionetkami w rękach sędziów.

Nasza lokalna gwiazda samorządowa jednoznacznie daje do zrozumienia, że ławnicy są niepotrzebni, jednak nie dodaje tego, że być może prawo należy zmienić ( to sugeruje radnemu Przewodniczący Rady – Paweł Cieślewicz). Pytanie, na jakie? I tutaj podejrzewać można, że już za chwilę odżyje nasz stary pomysł, by uatrakcyjnić naszą tucholską starówkę i jako główną atrakcję ustawić pręgierz i lać przestępców batogiem ile wlezie i to publicznie!

Tanio, miło i lokalny biznes turystyczny zacząłby się kręcić. Oczywiście brakuje ciągle odpowiedzi na to, kto wybuduje taką konstrukcję?

Mówiąc poważniej, w Polsce instytucja ławnika jest koniecznością, mamy do czynienia z sędziami społecznymi, których zdanie jest równie ważne, co sędziego prowadzącego. Wyroki ustala się wspólnie. Takie są zasady. W USA jest jeszcze inaczej, ale wszystkich zainteresowanych odsyłamy do hollywoodzkiej produkcji pt. „Dwunastu gniewnych ludzi” – będzie miło, łatwo i bezpiecznie, bo za Wielką Wodą.

Przydatny link: 12 gniewnych ludzi

__________________

(mrf.)