Rozmowa z Markiem Żydowiczem, prezesem Fundacji Tumult

foto_1Rozmowa z Markiem Żydowiczem, prezesem Fundacji Tumult, która administruje wojewódzkim funduszem umożliwiającym lokowanie regionalnych marek w produkcji filmowej i telewizyjnej
 
Pytanie o skuteczność lokowania produktów i miejsc w produkcji filmowej jest, sądząc po powszechności takich praktyk, z gatunku tych retorycznych, ale chcemy poznać pańskie zdanie na ten temat. Czy uważa pan, że to się regionowi jako całości i właścicielom regionalnych marek opłaci?   Jestem przekonany, że tak. Wierzę w kreatywność działów marketingu regionalnych firm, w otwartość przedsiębiorców, biznesmenów i producentów filmowych. Dla biznesu to niezwykła szansa,  by zareklamować siebie i swoje produkty przy ogromnym wsparciu pieniędzy z naszego funduszu. To też niezwykła okazja dla artystów parających się filmem by pozyskać środki na realizację własnych pomysłów. Region skorzysta na tym projekcie jeśli obie zainteresowane strony będą aktywne i kreatywne. Wszyscy się tu będziemy uczyć nowego modelu partnerstwa biznesowego.
 
  
Na wspólnej z marszałkiem Całbeckim konferencji prasowej mówił pan, że to narzędzie może stać się zaczynem nowej dziedziny gospodarki w naszym regionie. 
Cały kraj, a miejmy nadzieje i Europa, usłyszą o tym projekcie, zwrócą uwagę na firmy z regionu, ich produkty i miejsca które będą tłem w produkcjach filmowych. Wystarczy popatrzeć na to, jak działa taka promocja w przypadku serialu „Ojciec Mateusz” (akcja serialu toczy się w Sandomierzu i innych miejscach w regionie świętokrzyskim – red. „Wywiadu tygodnia”). Mam nadzieję, że zostaną dostrzeżeni tutejsi twórcy filmowi, że pokażemy, iż potrafimy sprawnie, profesjonalnie obsługiwać plan zdjęciowy, że są tu świetni fachowcy, którzy mogą, zapewniając jakość usług, być konkurencyjni dla znanych ośrodków filmowych w Polsce. W przyszłości [rzeczywiście] może powstać dzięki tym działaniom osobna gałąź gospodarki, może powstać wiele miejsc pracy. Jeśli uda się ściągnąć tu duże produkcje filmowe, jeśli pokażemy, że są tu fantastyczne plenery i miejsca, w których można realizować filmy o różnej tematyce, (…) że są tu firmy stolarskie, budowlano-malarskie czy dekoratorskie  potrafiące sprawnie i relatywnie tanio (konkurencyjnie wobec Warszawy, Krakowa, Wrocławia, Łodzi) zbudować plan zdjęciowy, a firmy cateringowe, hotele zapewnią komfort pracy, to jestem przekonany, że będzie duże zainteresowanie producentów filmowych z kraju i zagranicy taką ofertą. Film i telewizja są jedną z najbardziej nośnych form promocji, o czym wszyscy powinniśmy pamiętać i szukać dróg ich wykorzystania w naszym regionie.
 
 Pojawią się zapewne głosy, że może lepiej byłoby stworzyć po prostu fundusz filmowy, adresowany do lokalnego środowiska artystycznego. 
Funkcjonuje już w Polsce sporo tego typu inicjatyw. Rozmawiam z lokalnymi twórcami z miast, w których one funkcjonują. Zgodnym głosem podkreślają, iż gros środków tych funduszy trafia do firm spoza regionu. Oczywiście, nie jest to złe z punktu widzenia napędzania koniunktury lokalnym usługodawcom, o ile są oni do produkcji filmowej tam zatrudniani. Zazwyczaj jednak produkcja filmowa przychodzi do danego regionu z  zewnątrz, wraz ze swoimi wykonawcami dekoracji, transportem, cateringiem. I w tym sensie to jest drenowanie lokalnych budżetów. Owszem, zarabiają hotele, dzierżawcy nieruchomości, etc.Jest [też oczywiście] promocja dla miasta. To bardzo ważne. Ale nie mają z tego nic a nic lokalni filmowcy. A proszę powiedzieć jakie oni mają szanse na otrzymanie środków z takich funduszy, jeśli ich konkurentami są producenci z ogromnym doświadczeniem i środkami własnymi. Pytanie jest retoryczne. Dlatego jestem przekonany, że aby stworzyć regionalny fundusz filmowy trzeba opracować inny model jego funkcjonowania. Ze względu na konieczność równoprawnego traktowania wszystkich podmiotów aplikujących do takiego funduszu, opartego na środkach publicznych, nie można zapisać ograniczeń które preferowałyby lokalnych filmowców. A zatem trzeba zacząć od określenia własnego potencjału artystycznego (popatrzmy na dorobek lokalnych twórców filmowych), wykonawczego (producenci, reżyserzy, scenarzyści, obsługa planu zdjęciowego, dekoratorzy, stolarze, malarze, tapicerzy, oświetlacze, elektrycy, catering, etc.) – oceńmy ich dorobek, kwalifikacje, zobaczmy czym dysponujemy w sferze lokacji, zobaczmy, czy będą chętni do inwestowania w produkcje filmowe.
 
 Na tej podstawie będzie można stworzyć model funkcjonowania [przyszłego] funduszu.
Tak czy inaczej, trzeba nad tym pracować, bo film jest najbardziej atrakcyjną dla samorządów  formą działalności artystycznej. Film przyciąga największe rzesze widzów, jest najbardziej nośny promocyjnie. Malkontenci powinni zrozumieć, że skończyły się czasy socmiłosierdzia. Postawy roszczeniowe nic nie zmienią. Po prostu trzeba stworzyć nowy model zarządzania środkami publicznymi na cele kulturalne i uwzględnić w tym film. Pieniądze publiczne powinny być mnożone, a nie tylko konsumowane. 
________________________
(red.)
 
Fot. Wojtek Szabelski/freepress.pl i Marek Dembski 
Do tej sprawy wkrótce powrócimy [przyp. tokis]
RSS
Follow by Email
Facebook