Rudera przy Zamkowej w Tucholi, czyli…, gdzie podział się nadzór budowlany?

SONY DSC

Powiększa się troska mieszkańców o wygląd zewnętrzny Tucholi. Być może to nasza zasługa, a być może nie, ale sądząc po ilości spraw, które   trafiają codziennie do naszej skrzynki pocztowej śmiało możemy powiedzieć, że moglibyśmy stać się dziennikiem interwencyjnym. Nic z tego. Historia tego domu, który „stoi” przy jednej z najbardziej zaniedbanych ulic w Tucholi – Zamkowej budzi obawy o życie i zdrowie tych mieszkańców, którzy każdego dnia mijają go w milczeniu, to może być ich ostatni.

Sprawą zajął się jeden z mieszkańców miasta i częściowo rozbił sobie nos o… aparat urzędniczy. Był konsekwentny w swoich działaniach, ale ostatnim ogniwem zostaliśmy my. Oczywiście, doprowadzimy sprawę do końca.

Sprawą zainteresowano również tucholską policję, a dzielnicowy, nie bez trudu, odszukał właściciela budynku i wystosował pismo o jedynej słusznej treści. Efekt nie był natychmiastowy, ale wreszcie pojawił się właściciel, który miast zabezpieczyć budynek przed zawaleniem się, posprzątał ( nieudolnie) resztki cegieł, które spadły na chodnik, a następnie prowizorycznie, z pomocą taśmy, odgrodził ścianę frontową. Taśma wkrótce zniknęła wraz z pierwszymi podmuchami wiatru i jest, jak jest.

Budynek jest kompletnie zniszczony, grozi zawaleniem i to w każdej chwili, odpadający tynk, spadające cegły, poważnie uszkodzony dach i rozpadające się kominy, wieńczą dzieło destrukcji bryły budynku. Z pewnością, jako pierwsza, runie ściana frontowa, katastrofa budowlana wisi na włosku. Niepokoi również fakt, że do budynku doprowadzony jest gaz, uszkodzenie gazociągu spowoduje niewyobrażalne szkody, a pamiętajmy, że tuż obok znajduje się kamienica.

Trudno zrozumieć fakt, że tucholski nadzór budowlany nie dostrzega oczywistości, nie reaguje, nie kontroluje sytuacji w mieście, takich budynków jest więcej. Skoro aparat nadzoru nie działa, to komu służy? Oczywiście nie obywatelowi, a rozwojowi biurokracji w naszym nieszczęśliwym kraju. Skoro tak, to na dobry początek zlikwidujmy go, albo wymieńmy kadrę na mniejszą, bardziej zaangażowaną w pracę i działająca dla ludzi.

Empatia w języku biurokratów to słowo obce, jednak obecne działania ciągle nasuwają skojarzenia, że dawna, tucholska komuna, dobrze się trzyma i dobrze się ma, wyczekując emerytury.

Sprawę obejmujemy specjalnym nadzorem.


(red.)