Spadek liczby klientów w tucholskich myjniach samochodowych

Oblężenie myjni samochodowych to już historia.

Prowadzący tucholskie myjnie przedsiębiorcy zachodzą w głowę, co się dzieje?  Unoszące się w powietrzu pyłki roślin i metali, powodują tworzenie się osadów na karoseriach samochodowych. Nic nowego, tak jest każdego roku, zwykle spłukujemy je, zanim przywrą do lakieru na tyle, że bez chemii się nie obejdzie. Przeważnie samochody myjemy w myjni, ale ponieważ jest ciepło, a wolnych dni przybyło po tym, jak PiS zafundował nam niedziele bez handlu, część tucholskich kierowców uznało, że taniej będzie umyć swojego bolida „pod blokiem”, na działce itd.

Nikt się nie przejmuje ochroną środowiska, zatruwaniem wód gruntowych i innymi tego typu „bzdurami”, wystarczy kubeł, gąbka, płyn do mycia naczyń i dalej, hulaj dusza, piekła nie ma. W dużych miastach podobny proceder jest nie do pomyślenia, u nas to norma. Nie ma straży miejskiej, policjanci i bez tego mają pełne ręce roboty, a sąsiedzi ze zrozumieniem przymykają oko. Można zaoszczędzić…

Problem w tym, że to, co zmyliśmy wypijemy i zjemy. Grunt, że samochód jest czysty. I pomyśleć, że aż tak bardzo przeszkadza nam smog – o święta przewrotności.


(red.)