Strażacy skontrolują tucholską „Biedronkę”?

Afera wybuchła po tym, jak w jednej z „Biedronek” rozrzuconych po całym kraju, klient zauważył, że w razie pożaru, lub innego kataklizmu, klienci znajdą się w pułapce.

Bulwersujące fotografie umieszczono w  Internecie. „Sieciowe” pospolite ruszenie, jak zwykle pomarudziło i wyszło z  z inicjatywą udokumentowania fatalnego stanu bezpieczeństwa w jednym z popularnych sklepów. Internauci przyglądali się różnym sieciom, ale to,co zastali w popularnej „Biedronce” wywołało prawdziwą lawinę komentarzy, które dotarły tam, gdzie trzeba.  Nikt nie ma najmniejszych wątpliwości w  przypadku pożaru klienci i pracownicy nie mieliby dokąd uciec! Wszystkie wyjścia ewakuacyjne  były rzekomo zablokowane.

Jak jest w tucholskiej „Biedrze”? Jest ciasno i niebezpiecznie od czasu, kiedy palety z załadowanym towarem zaczęto umieszczać dosłownie w każdym pozornie wolnym miejscu. Wyjścia ewakuacyjne są i owszem, nawet drożne, choć otoczone towarem. Internauci dostrzegli też rzecz nieprawdopodobną w niektórych sklepach klucze do wyjść ewakuacyjnych nie były umieszczone w specjalnych skrzynkach z szybką w pobliżu drzwi, tylko znajdowały się u kierownika sklepu!

Na szczęście u nas jest tak, jak być powinno. Sprawą zainteresował się Komendant Główny Państwowej Straży Pożarnej, skontaktował się z szefostwem sieci i zlecił swoim podwładnym kontrolę wszystkich placówek. Skoro tak, to taka pojawi się (jeżeli już się nie pojawiła) również i u nas.


(red.)