Tą decyzją Burmistrz Tucholi strzelił sobie w kolano!

Sprawdza się jeden z najgorszych z zakładanych przez nas wcześniej możliwych scenariuszy, jest decyzja, w Tucholi powstanie druga „Biedronka”, tym samym pan Burmistrz ostatecznie przypieczętował wyrok śmierci na lokalnych sklepikarzy , kramarzy, właścicieli kawiarń i część okolicznych piekarzy!

Polityka ma to do siebie, że uczy dwóch umiejętności: obłudy i daru przewidywania skutków wszystkich decyzji, tych niepopularnych również. O pierwsze nigdy nie odważyłbym się posądzić pana Burmistrza, którego uważam za jednego z najlepszych, jakich miało to miasteczko, co do drugiego…, dalibóg, kompletnie nie rozumiem podobnego postępowania.

Policzmy, Tuchola dysponuje całą siecią marketów, mamy: „Polo” ze zwiędniętymi warzywami i na wpół zamrożonymi owocami ze sklepowej chłodni, Biedronkę oferującą pieczywo z muchami, Netto z długimi kolejkami przy kasie ( najczęściej tylko jedna jest czynna), placówkę podlegającą sieci Lewiatan ( czy ktoś sprawdził, co oznacza ta nazwa?), dwie Żabki działające w godzinach „martwych” dla innych sklepów, a już za chwilę podwoje otworzy Dino i Czerwona torebka.  Sporo tego, jak na wymierające miasteczko.

Brud wokół budynku ( obecnie obsada dba o to jakoś, po naszej interwencji), owady roznoszące zarazki wewnątrz budynku,  to normalka, jednak konsumentom to nie przeszkadza, coś jeść przecież trzeba…, codziennie niższe ceny? Akurat…

Do kompletu dojdzie kolejna Biedronka, bo właśnie dzisiaj, bez udziału lokalnych mediów, czyli… „być może w piwnicy lub pod prezydialnym stołem”, podpisano stosowną umowę z przedstawicielem Jeronimo Martins – jednej z najsprytniejszych sieci handlowych w Polsce. Oficjalnie sklepowy, „wypasiony barak” powstanie przy ulicy Krzywej, a chwilę później, po zakończeniu budowy, okoliczni mieszkańcy dostąpią zaszczytu wyremontowania (w tym także odwodnienia) zrujnowanej nawierzchni tej ulicy. Tym samym spełni się marzenie radnego miejskiego – pana Kiersznickiego, który o naprawę nawierzchni wnioskował chyba od… urodzenia.

Kto ucierpi po podjęciu decyzji o budowie marketu? Pierwszym poszkodowanym będzie sam pan Burmistrz, który straci część elektoratu w najbliższych wyborach. Kim jest wspomniany elektorat? To miejscy sklepikarze, których zaocznie, swoją decyzją pan Burmistrz wysłał właśnie na zasiłek dla bezrobotnych, niestety tylko na chwilę, ponieważ później, kiedy stracą już klientów, czekają ich suche fakty – bruk i głód. Wyrok nabierze mocy po upływie jakichś sześciu miesięcy, od chwili, gdy nowa „Biedrona” zacznie handlować swoim „towarem”.

Pracę zyska może 15 osób, a straci setka ( wraz z kramarzami na pobliskim pasażu handlowym. „To po jaką cholerę to budowaliście?”), opłaca się? Tak, czy nie? Czy na decyzji Burmistrza ktoś coś zyska? Podatki – kilka srebrników i pozornie konsumenci, którzy owszem, kupią coś taniej, ale czy zdrowiej? O tym dowiedzą się za kilka lat, stojąc w kolejce do lekarzy, którzy za chwilę też opuszczą to miasteczko w poszukiwaniu zdrowszego, niż z Biedronki – chleba. Czy sugeruję, że Biedronka truje swoich klientów artykułami spożywczymi? Z pewnością nie leczy…

Możemy nie mieć złudzeń, pozorne zaoszczędzenie przez nas kilku groszy w skali kraju, przyniesie nam samym gigantyczna stratę, wszak sieć wyprowadza zyski daleko od Polski. Pan Burmistrz wziął w tym udział? Zapewne wyborcy to ocenią, a ich część –  sklepikarze zapewne oprotestują.

„A tak zwyczajnie, po ludzku…, to się w PALE NIE MIEŚCI!”.

__________________________

Mariusz R.Fryckowski