Targi pracy i edukacji już za nami…

Odwiedzających było wielu, hala OSiR-u w Tucholi pękała w szwach. Zainteresowani to ludzie młodzi i w średnim wieku, przybyli tutaj ze sporymi nadziejami, podobnie, jak pracodawcy. Po rozmowach z tymi ostatnimi można wysnuć bardzo niepokojące wnioski.

Wystawców było wielu, bo około 75, padł swoisty rekord, przez trzy lata istnienia targów, nigdy nie było takich tłumów. Wszystko zaczęło się dzisiaj,  przed południem, ściślej od godziny 10-tej. Trybuny i płyta wypełnione całkowicie, a mnogość stoisk przyprawiała o zawrót głowy. W części oficjalnej udział wzięli zaproszeni goście i lokalni samorządowcy. Spore poruszenie wśród lokalnej „elity”wywołała obecność i wystąpienie wicewojewody, który okazał się być też zupełnie zręcznym znawcą ziół. Targi rozpoczął Starosta Tucholski, pan Michał Mróz. Po części oficjalnej wszystko się zaczęło.

Pomimo tłumów w hali, miejsca przy niektórych stoiskach nie były oblegane. My, tradycyjnie skupiliśmy się na śledzeniu stoisk, gdzie konkretne firmy oferowały pracę. Spore zainteresowanie budziła firma

ZPUH JK Miłosz Kiedrowski z Bysławia, jedna z największych, zatrudniająca ponad 500 osób i ciągle potrzebująca rąk do pracy. Firma poszukuje malarzy przemysłowych i spawaczy. Pomimo tego, że oferuje pracę w systemie akordowym i płaci godne wynagrodzenia, chętnych jest jak na lekarstwo, przynajmniej do godziny 11-stej.

Rozmawiamy z kolejnym wieloletnim przedsiębiorcą z Tucholi, również potrzebuje fachowców w swojej branży, ale chętnych do pracy brakuje! Dochodzi nawet do takiej sytuacji, że już podjął decyzję, że skorzysta z usług cudzoziemców. W tej chwili już zatrudnił pierwszego pracownika z Ukrainy! Dlaczego tak się dzieje? Pytamy, odpowiedź właściciela firmy nie zaskakuje, ma dokładnie takie same spostrzeżenia, jak my. Pracownicy wykwalifikowani już wyjechali na obczyznę w poszukiwaniu lepszego życia, większości z nich się udało. Na miejscu pozostali ci, którzy nie mają odpowiedniego przygotowania, lub ci, którym pracować się nie chce, bo mają świadczenie 500+. W tej materii rząd poniósł sromotną klęskę, choć jeszcze o tym nie chce wiedzieć.

Tucholska rzeczywistość niektórych dziwi. Rozmówca stawia sprawę jasno i obwinia za brak fachowców system, który doprowadził do zniszczenia szkół zawodowych, tym samym: ślusarze, mechanicy, operatorzy obrabiarek, są na wagę złota. To właśnie dla nich rynek pracy jest otwarty na oścież.

Odwiedzamy kolejne stoiska, każde z nich ma wywieszone oferty pracy, naprawdę, jest w czym wybierać, odnajdujemy wakat nawet w lokalnym Sanepidzie! Pomimo tłumów, rozmów wstępnych jest jak na lekarstwo.

Po godzinie jedenastej opustoszały trybuny, przyjezdna młodzież zorientowała się w ofertach szkół i wędruje do swoich autobusów.

Rozmawiamy z jednym z uczestników, nie ma pracy, ale ma nadzieję ją dzisiaj znaleźć. Jego wybór padł na firmę z Bysławia, trochę spięty zbliża się do być może do swojej nowej przyszłości. Oby!

Targi zorganizowano wzorowo, widać, że lata praktyki robią swoje, wszystko wydaje się być dopięte na ostatni guzik. Jedynym słabym punktem jest komunikacja, ludzie przepychają się jedną parą otwartych drzwi, później muszą odstać swoje w kolejce do stolika, po pierwsze informacje, wąski korytarz niepotrzebnie zagracono rozstawionymi  banerami, ponownie tworzy się zator. Ludzie zaczynają być nerwowi.

Warto się pokusić o ocenę sensowności podobnych, masowych spotkań obu stron. Idea wspaniała, być może podobne targi powinny odbywać się częściej, ale musimy sobie również zdać sprawę z tego, że doszliśmy do takiego momentu, że to praca szuka ludzi!

A ludzie? Cóż, kierują się kilkoma aspektami, co jest zrozumiałe, ale najważniejszymi kryteriami są: uciążliwość, monotonia i wynagrodzenie, a z tym bywa różnie, zwłaszcza w tak drogim pod względem utrzymania kraju. Koniec złudzeń, lokalny rynek potrzebuje pracowników fizycznych z umiejętnościami dostosowania się do panujących warunków, które stwarza nie pracodawca, a rząd.

Musimy sobie uzmysłowić to, co potwierdziły dzisiaj nasze rozmowy z prywatnymi przedsiębiorcami, to państwo, jako instytucja jest głównym hamulcowym, który w tej chwili doprowadził do tego, że zatrudnianie nowego pracownika staje się już nie tylko kosztowne, ale zwyczajnie niebezpieczne. To państwo łamie odwieczny pakt z podatnikiem, którego stawia pod ścianą, traktując jak złodzieja, cwaniaka i kombinatora. Dlaczego tak się dzieje? To główny problem obecnego rynku pracy już nie w Tucholi, a w POLSCE.

Nasi umiłowani przywódcy nie mogą pojąć żydowskiej oczywistości, że aby coś wyjąć ( zysk), trzeba wpierw zaufać i zainwestować, a nie dusić przedsiębiorców nonsensami prawnymi i skarbowymi. Do chwili, kiedy to się nie zmieni, będzie taka sytuacja, jak dzisiaj.


(red.)