Tucholski samorządowcu, turystyki ucz się od innych. Wzorzec 2 – Rejsy po gminnych jeziorkach

Od lat mamy w naszej gminie ten sam problem. Kiedy przygodny turysta zapyta nas o to,co warto zwiedzić, jako pierwsze miejsce wymieniamy… muzeum. Później uroczysko w Świcie, choć to należy do gm. Cekcyn, a jeszcze  później? Właśnie…

Brakuje nam atrakcji na miarę XXI wieku. Skoro tak, to czas najwyższy podpowiedzieć naszym umiłowanym władzom, jak uatrakcyjnić stolicę Borów. Powstaje nowy cykl filmowy,którego odbiorcami mają być właśnie lokalne, turystycznie bardzo rozleniwione i bierne władze. Może wreszcie zmuśmy ich , niech w naszym imieniu postawią one na turystykę, tę z prawdziwego zdarzenia, korzystając ze sprawdzonych wzorców. Nowy cykl filmów rozpoczniemy dzisiaj. Mieszkańcy Gminy Tuchola zasłużyli na coś więcej, niż bycie robotnikiem / wyrobnikiem, u Niemca, mamy kapitał – Bory, które mamy prawo wykorzystać, są nasze. Skoro tak, to stawiajmy na turystykę, to właśnie ona może nam przynieść konkretne zyski.Innym się udało,to co,jesteśmy gorsi, głupsi? Oczywiście, że nie!

Nikt nie wmówi nam, że w Naszym Miasteczku brakuje modelarzy, są wyjątkowi w tym co robią i potrafią odtworzyć absolutnie wszystko. Kim są? Gdzie ich odnaleźć? Nie ma problemu,podpowiemy.

Nasza gmina budowlami sakralnymi stoi! Każda z nich ma fascynującą historię, którą może przekazać przewodnik. A co stoi na przeszkodzie, aby te wyjątkowe budowle pomniejszyć, ustawić na działce gminnej, otoczyć opieką, oświetlić i udostępniać turystom? Nic, wystarczy chcieć. Można je bez trudu wybudować ze spienionego PCV, owszem, taki model w odpowiedniej skali tworzy się przynajmniej trzy miesiące, ale jaki jest efekt?!

Pojechaliśmy daleko, bo aż do Augustowa i przywieźliśmy odpowiedni materiał.

Oczywiście, nikt od Was nie wymaga tego, by powiększać lokalne jeziora, których w naszej gminie nie brakuje, a tym bardziej kupować „transatlantyka”, czy budowy śluz retro. Wystarczy duża, wieloosobowa łódź (szalupa), dwa silniki elektryczne i kilka akumulatorów. Gdyby jeszcze do tego stworzyć flotę „pływadełek” ( rowery, wodne, małe łódki),zmusić gospodarzy obiektu, do solidnej pracy, oczywiście w majestacie prawa (kłania się kwestia strzeżonych plaż z prawdziwego zdarzenia), pieniądze popłynęłyby do kasy miasta szerokim nie strumykiem, a potokiem.

Gdyby jeszcze pokusić się o dokupienie dwóch małych poduszkowców dla lokalnych strażaków ( a te latem zwykle są niewykorzystane), mogłyby one latem wykonywać płatne loty. Koszt? W stosunku do marnotrawionych środków na błazeńskie rozrywki, doprawdy niewielki.

Jak to robią inni?


(red.)