W sprawie obwodnicy Tuchola pozbiera odpadki z pańskiego stołu? (felieton i film)

Obecnie >miłomściwie< panujący nam Prezydent, podczas swojej wizyty w USA i spotkania z przedstawicielami amerykąnskiego biznesu, dla oddania atmosfery polskich realiów, porównał je z… bigosem, a proces tych zmian przyrównał do „bigosowania”. Kwiecista mowa nie została zrozumiana, a prezydent kolejny raz skompromitował się. Podobnie jest z tucholską obwodnicą , której oficjalnie chcą wszyscy, a  w rzeczywistości jest ona młyńskim kamieniem, przy szyi urzędników każdego szczebla.

Od kilku dni trwa informacyjny kocioł, który spowodowała nierzetelna informacja, którą opublikowano na stronie  Zarządu Dróg Wojewódzkich w Bydgoszczy. Początek tego skandalu odbył się w kazamatach biur, daleko od mediów. Niestety, dokonano istotnej manipulacji w wielu aspektach notatki, którą jako jedyni przeanalizowaliśmy na tyle skutecznie, aby postawić konkretne zarzuty wobec nieprawdziwych „faktów” dotyczących konsultacji społecznych, których nie było. Bliższe informacje zawarto tutaj – http://tokis.pl/?p=22740 . 

Komu zaufać, w czyje słowa się wsłuchać, aby zdobyć pełnię informacji? Do pewnego stopnia najbardziej kompetentną osobą wydaje się być burmistrz, który wraz z przedstawicielami Stowarzyszenia SOS dla Tucholi, które nie wiedzieć czemu stało się autorytarnym ciałem, lub jak kto woli trybunem społecznym, wziął udział w spotkaniu, które w słynnym, bydgoskim WZD odbyło się 19 lutego br.

Ponieważ dzisiaj już wiemy, że wspomniana notatka daleka jest od prawdy, dobrze się stało, że być może pod naszym naciskiem, Burmistrz Tucholi zabrał w tej sprawie głos podczas V sesji Rady Miasta.

Gdyby z wypowiedzi burmistrza usunąć wszystkie „słowne wodotryski”, obraz stanu rzeczy w sprawie obwodnicy skupi się na jednym – zróbcie wszystko to, co chcecie, byle było daleko od siedzib ludzkich, wykupu własności, na najkrótszym odcinku, za najmniejsze z możliwych pieniądze, nawet kosztem przyrody. I warunek najważniejszy, niech cały ten lokalny „bajzel” będzie na południu miasta.

To najgorszy z możliwych sposób myślenia. W sprawie tucholskiej obwodnicy nie ma miejsca na minimalizm, wręcz przeciwnie, nowa droga ma być możliwie najdłuższa, powinna przebiegać daleko od terenów objętych rezerwatem, powinna ujmować wykup gruntów właścicieli, którzy za przyzwoitą cenę chętnie się ich pozbędą, a całość inwestycji powinna uwzględniać późniejszy rozwój miasta.

Szaleństwo? Dlaczego?

Pewien samorządowiec z jednej z najlepszych gmin powiatu mówi w tej sprawie otwartym językiem:

Bo ZDW i Urząd Marszałkowski w Toruniu z nikim się nie liczą, a społeczeństwo traktują jak niepotrzebny przedmiot. Planowanie i decyzje bez konsultacji to ich specjalność.

To bardzo parlamentarne określenie  urzędników władnych wybudować nam obwodnicę, my ujmujemy to inaczej, cała otoczka tej inwestycji to zwyczajny skandal, który swój początek bierze w bezmyślnym negocjacjom, które przeprowadzono z marszałkiem województwa w tonie iście putinowskim przed zajęciem Krymu. Jak to jest, że tyle lat po obaleniu komunizmu, ludzie, którzy wspomagali tamten ustrój ciągle tkwią w czasach „czynu społecznego” po sztandarami społeczeństwa, które w większości ma wszystkie te perturbacje tam, gdzie światło nadzwyczaj rzadko dociera?

Celowo zapominając przez chwilę o tragedii tych, których domy dosłownie rozlatują się w przy tranzytowej 240 przebiegającej przez Tucholę, może warto zapytać większość, jak przyjęło się to w demokracji, czy życzy sobie obwodnicy, czy też nie? Po co pytać, skoro to oczywistość? Nie do końca, głosy są bardzo podzielone. To może zanim zaczniemy „bezmyślnie wciągać” propozycje urzędasów z województwa, zapytajmy w referendum społeczeństwo, czy życzy ono sobie nowej obwodnicy, jeżeli tak to,w której wersji i wszystko będzie jasne.

Aby podjąć taką decyzję potrzeba konsultacji społecznych, a nie wypełniania ankiet, jak proponuje burmistrz. Ludzie kompletnie nie wiedzą o czym mówi burmistrz, media zaś nie dysponują szczegółowymi mapami, bo ich… nie ma! Oczywiście, w publicznym obiegu. Dlaczego? Po co budzić demony.  Społeczeństwo tucholskie słynące z kompletnej bierności w sprawach miasta reaguje ” w kuluarach” krytykując wszystko i wszystkich, ale a n o n i m o w o, bo a nóż urzędnik będzie się mścił. Nie tędy droga!

Kiedy jest właściwy czas chętnych do negocjacji zawsze będzie garstka najbardziej zainteresowanych, ale i ta wystarczy, bo będziemy mieli do czynienia z niezależnym głosem, dalekim od wszelakich zdominowanych stowarzyszeń i resortów.

Burmistrz w swojej wypowiedzi przypuszcza, że konsultacje społeczne ( a jednak ktoś uderzył się w piersi i doszedł do wniosku że żadnych konsultacji nie było, wbrew jednoznacznej wypowiedzi zawartej w artykule ZDW Bydgoszcz) odbędą się w kwietniu lub w maju tego roku!

Zaraz, to mamy juz trzeci termin! Przypomnijmy, pierwszy był w grudniu 2014 – nie doszedł do skutku. Kolejny w styczniu 2015 roku, a teraz…

W tej sprawie potrzeba daleko idącej rezerwy, bo ten termin może ulegać modyfikacjom. Oczywiście, gmina ma w tym momencie częściowo związane ręce, będąc uzależnionymi od innych decydentów. Dlaczego jednak nikt nie lobbuje na korzyść Tucholi? Dlaczego marszałek Całbecki przychodząc do pracy, nie napotyka w swoim sekretariacie przedstawiciela władz Tucholi? Dlaczego nie jest bombardowany propozycjami i monitami, których wydźwięk jest tylko jeden – przyśpieszenie inwestycji?

Dlaczego podczas wizyt marszałka w Borach nie dochodzi do rozmów kuluarowych, gdzie temat rozmowy jest oczywisty? Takt? W tej sprawie nie jest wskazany.

Niestety, władze miasta i powiatu, który działa bardziej, niż w tle w sprawie obwodnicy, są nie tyle pasywne, co zachowują sporą rezerwę. To najgorsza polityka z możliwych. Burmistrz w działaniach jest osamotniony, brakuje mu wsparcia starostwa. To właśnie dlatego nasza obwodnica jest widmem, które budowane jest wirtualnie od ponad pół wieku!

Rozsądek, żelazna konsekwencja i szczegółowy plan działań, są kluczem do nowej drogi, która być może kiedyś powstanie. Niestety, mamy bardzo słabych mediatorów, nie mamy specjalistów od negocjacji, większość spraw pozostawiamy samym sobie, licząc na łaskę w postaci „odpadków z pańskiego stołu”.

Nam należy się danie honorowe, tak, jak było w przypadku obwodnicy Nakła. Kto tego nie rozumie, niech odejdzie dobrowolnie, skoro zależy mu podobno na rozwoju „małej Ojczyzny”, którą jest Tuchola i okolice.

____________________

(mrf.)