Wiatrołomy z Naszych Borów wywożone są wprost do Niemiec?!

Podobno połamane drzewa w wyniku kataklizmu, mają obniżoną wartość i nie stanowią tak cennego materiału jak ten pozyskiwany w sposób tradycyjny. Podobno…

Leśnicy, o czym wielokrotnie mówiliśmy, stosują swoje procedury, które są jak najbardziej słuszne, trudno się dziwić, mamy do czynienia ze specjalistami, przynajmniej do chwili, kiedy jeden z na  oszalałych ministrów  nowego rozdania, nie postanowił wyciąć pewnej puszczy, z powodu kornika drukarza. Słynni „Zieloni”, utrudniają działania jak mogą, ale marnie im idzie. To dzieje się daleko od nas i do tej chwili nas nie dotyczy. Inaczej przedstawia się sytuacja z prywatnymi właścicielami lasów, którzy o swoje uprawy również dbają, aby godnie żyć w jesieni życia. Sierpniowy żywioł odebrał im złudzenia, mnóstwo osób straciło swoją własność, a teraz, pozostało im tylko jedno…

Z pewnością decyzja nie była łatwa, ale czas nieubłaganie biegnie, a wraz z nim powalone pnie drzew tracą na wartości każdego dnia. Co im pozostało? Tylko jedno…, sprzedać to, co przedstawia jeszcze jakąś wartość.

Na taką okazję czeka mnóstwo przedsiębiorców, których zadanie jest jedno – kupować i sprzedawać dalej, za wyższą cenę. W światowej sieci istnieje mnóstwo witryn /  targów drzewnych, gdzie ogłoszenia brzmią tylko w jeden sposób:

Skup drewna wiatrołomy – kupie drewno z wiatrołomów  każdą ilość lub całe lasy od 0.5 hektara do 50hektarów. Pozyskujemy własnym sprzętem.

Zdesperowani ludzie, ze świętym prawem własności, postawieni pod ścianą, podejmują decyzję, pozostaje tylko jedno – ustalenie ceny.

Kiedy decyzja już zapada, nowy właściciel, zwykle ktoś przedsiębiorczy, z innego województwa, finalizuje sprawę. Jednak to zaledwie połowa zadania, ponieważ druga część właśnie się dokonuje , bardzo szybko pojawia się kupiec „docelowy”, który materiał kupi, być może jeszcze raz go odsprzeda, lub przetworzy pod konkretne potrzeby. Gdzie można uzyskać najwyższą cenę?

Na to pytanie odpowiemy sobie sami, po obejrzeniu naszej galerii.

Od kilku tygodni na terenie wyładowani kolejowej PKP  w Tucholi trwa załadunek drewna na wagony.  To dla laików  imponujące ilości, szybko ustalamy skąd pochodzi towar ( do wiadomości redakcji), kto dokonał zakupu i dokąd docelowo transport trafi. Jeden  jest już gotowy, potężna lokomotywa jest gotowa do odjazdu. Przyglądamy się wagonom. Jest na nich specjalne miejsce, swoista „koperta”, gdzie zwykle znajduje się „list przewozowy” z którego można dowiedzieć się wszystkich szczegółów. Niestety, niczego takiego nie odnajdujemy, a obejrzeliśmy każdy wagon.

Niemieckie wagony nasuwają tylko jedno skojarzenie, własnymi kanałami informacyjnymi otrzymujemy nieoficjalne potwierdzenie naszych przypuszczeń, drewno wyjedzie z Polski.

Hipokryzja unijnych urzędników nabiera innego wymiaru, jakże prymitywnego, bo zawsze liczy się pieniądz, a ten nie uznaje żadnych norm moralnych, politycznych i każdych innych. Ten materiał nie trafi do polskich tartaków, nie zostanie przetworzony na meble, sklejkę, czy klejonkę ( półprodukt do wyrobów np. stolarki okiennej). Co najgorsze wszystko odbywa się zgodnie z prawem, jakże głupim i antypolskim, z jednego powodu – biedy ludzi, którzy nie mają wyboru.

Jaka jest wartość  takiego transportu? To liczby z wieloma zerami i niekoniecznie podawane w złotówkach.

Polska chyba rzeczywiście jest państwem istniejącym tylko teoretycznie z tym, że w kwestii rządu, wymieniliśmy tylko cymbałów na kompletnych idiotów, zyskują wyłącznie spekulanci, a ojczyzną tych jest mamona i takie jest ich wilcze prawo.


 

 

Mariusz R.Fryckowski