Wywiady Agi. Wywiad z Piterem Murphy – TUCHOLSKA OFICYNA KULTURALNA I SPOŁECZNA / TOKiS – PRESS

Wywiady Agi. Wywiad z Piterem Murphy

Lada chwila premiera „Anathemy” Pitera Murphy. To będzie Jego drugi e-book. A wiem, że w zanadrzu jest jeszcze kilka innych powieści, które czekają na swoją kolej, by ujrzeć światło dzienne.

Mieszka całkiem niedaleko Borów Tucholskich. Niedaleko mojego miejsca na ziemi. Pracuje, jest aktywny sportowo. Prowadzi blog: pisanyinaczej.blogspot.com.

Ma marzenia. Chciałby zamieszkać nad morzem, z psem, by tam tworzyć swoje największe dzieła. Co ma w sobie takiego morze, że przyciąga swoim magnesem już drugiego Autora. Pierwszą była Małgosia Rogala. Wielką tajemnicę, którą tylko nieliczni umieją dostrzec? A może całą głębię talentów? Jego powieści są tak różne od siebie i tak głęboko emocjonujące, że czasami trzeba się zatrzymać, pomyśleć, zastanowić się nad priorytetami, hierarchią wartości. A czasami przyprawiają o gęsią skórkę.

Kim jest Piter Murphy?

Dla mnie Piotr, bo nie kryję się z tym, że znamy się osobiście.

I nie uwierzę w Jego zapowiedź, jakoby miał przestać pisać. To chwilowy kryzys, a nawet pewne wypalenie twórcze. Tyle, że to minie. Wierzę i wiem, że jeszcze zaskoczy nas swoim nieodkrytym „lądem”.

Ja przede wszystkim pragnę Ci Piotrze podziękować za cierpliwość, zrozumienie, inny punkt widzenia, spostrzeganie świata z trochę innej perspektywy. Za bohaterów, za którymi się tęskni, których się kocha, ale też i nienawidzi. Za zaufanie, umiejętne rozgryzanie interpretacji rozbieganych myśli oraz za prosto z serca płynące emocje.

Zapraszam do przeczytania wywiadu.

Czym na co dzień zajmuje się Piter Murphy poza pracą, pisaniem i czytaniem?

Pracuję, uprawiam sporty, spaceruję po lesie, oglądam filmy. Nie różnię się od innych. Czasami spotykam się ze znajomymi. Nie znoszę nudy. Najwięcej wolnego czasu zajmuje mi jednak pisanie, a ostatnio przeważa czytanie. Literatura zwycięża z pozostałymi zainteresowaniami. Sam noszę się z zamiarem zaprzestania pisania. Może kiedyś do tego wrócę? Tego nie wiem. Ale póki co na półkach i w Kindlu czeka dziesiątki książek zakupionych wcześniej. Mam wrażenie, że mój czas się kurczy. Nie zmienia się nic, ale mam coraz mniej czasu na poszerzanie własnych zainteresowań. A z czytania nigdy nie zrezygnuję.

Jesteś autorem niesamowicie różnych powieści. Pierwszej – o kobietach dla kobiet, a „Anathema” odkopana po bardzo długim czasie, z licznych zbiorów pisarskich Twojego komputera – o tajemniczych, autentycznych wydarzeniach. Jesteś sceptykiem, czy jednak wierzysz w nadprzyrodzone moce?

Jak najbardziej w nie wierzę. One mnie dotykają w różny sposób, a samo pisanie „Anathemy” mnie w tym utwierdziło. Wkrótce po rozpoczęciu pisania tej historii, zaczął się ciąg mniej lub więcej niewytłumaczalnych wydarzeń. Część z nich opisałem wcześniej w książce. One w niewytłumaczalny sposób przeniosły się na realne życie. Dlatego też po zakończeniu pisania część tekstu bezpowrotnie usunąłem z dysku komputera, a pozostały tekst podzieliłem na małe fragmenty. Kilka miesięcy temu postanowiłem go jednak opublikować. Nigdy nie będę w pełni przekonany, czy słusznie postąpiłem. Dla niektórych może się to okazać niestrawnym utworem, ale liczę że chociaż jedna osoba zrozumie moje przesłanie. Niestety, nie chciałem ponownie przez to przechodzić i dlatego nie napisałem na nowo kilku rozdziałów. Podświadomie bałem się kolejnej lawiny trudnych dla mnie doświadczeń. Ostatecznie zaryzykowałem. Podpisałem umowę na ebooka, zamykając sobie tym samym drogę do całkowitego wycofania się z niej. Za jakiś czas książka będzie dostępna w formie elektronicznej w księgarniach internetowych w Polsce i Stanach Zjednoczonych na Amazonie.

Napisałem również powieść dla kobiet o roboczym tytule „Śpiący Kopciuszek”. Prawdopodobnie ukaże się ona w formie elektronicznej w wydawnictwie E-bookowo. Ostatnia książka powstała po dobrym przyjęciu debiutanckiej powieści „Trzy” przez kobiety. Stąd też pomysł na napisanie opowieści o kobiecie, której świat lega w gruzach, kiedy na światło dzienne wychodzą mroczne tajemnice najbliższych.

Co sądzisz o dzisiejszym polskim rynku wydawniczym?

Rynek wydawniczy obserwuję od kilku lat. Niestety mam wrażenie, że rodzimi pisarze są traktowani po macoszemu przez rodzimych wydawców. To mnie nie dziwi. Wydawca ma za cel zarabianie na autorze, na jego utworze. Dlatego ryzyko wydania utworu kogoś nieznanego jest wysoce ryzykowne. Paradoksalnie coraz częściej rodzimi autorzy są dostrzegani za granicami Polski. Żyjemy w czasach, kiedy do debiutantów podchodzi się ostrożnie, z wielkim dystansem, dokładnie rozważając za i przeciw zainwestowaniu w nieznane nazwisko. Mam wrażenie, że w Polsce zapanował jakiś bum na pisanie książek. Pisze każdy. Dynamicznie rozwija się rynek książek elektronicznych, jak i self-publishingu, ale wysoki podatek vat niestety hamuje jego rozwój. Niestety, naszym autorom daleko do odniesienia sukcesu na miarę Amandy Hocking. Sam zauważyłem nagłe zainteresowanie pisaniem masy ludzi i uważam je za chwilową modę. Dzisiaj każdy może wydać książkę w formie elektronicznej, albo w formie papierowej. W tym wypadku jednak najczęściej wymagany jest własny wkład materialny, co dla większości jest barierą nie do przebicia.

Tak naprawdę jest wielu autorów, którzy piszą niezwykle emocjonalnie, ale wydawcy nie chcą ponosić ryzyka wydawania nieznanych nazwisk. Doświadczyłem tego na własnej skórze. Wydawcy piszą…”Bardzo ciekawa powieść, ale niestety nie, pana nazwisko nie jest ugruntowane na rynku wydawniczym, więc nie możemy przyjąć pana propozycji”. Jeszcze niedawno brałem pod uwagę skorzystanie z pośrednictwa agencji literackich, ale ostatecznie porzuciłem ten pomysł. Jeżeli wydawca nie zainwestuje w promocję autora, to sam piszący niewiele zdziała. Oczywiście tutaj może zadziałać marketing szeptany. Jednak krajanie mają mentalność, że wartościowe jest to, co jest na półkach w Empiku. Zapominamy, że wydawcy płacą za te ekspozycje.

Znalazłam informacje, że byłeś dzieckiem chorowitym, dużo czasu spędzałeś w szpitalach umilając sobie czas ulubioną lekturą „Robinsonem Kruzoe”. Chciałbyś kiedyś znaleźć się na takiej bezludnej wyspie, jak Robinson?

W szpitalach na moje szczęście byłem raz, lub dwa razy w okresie dorastania. Co się tyczy czytania, to było dla mnie naturalne. Od dziecka czytałem dużo, nie zważając na poziom lektury. Liczyło się to, że mam nowe książki do czytania i mogłem się przenosić w nieznane mi obszary.

Bezludna wyspa? Z natury jestem samotnikiem i lubię ciszę i przebywanie na łonie natury. Z drugiej strony stałem się zbyt współczesnym człowiekiem, aby dłużej wytrzymać bez udogodnień techniki, jakie nam towarzyszą, a których nie doceniamy. Nie wyobrażam sobie życia bez laptopa, telefonu komórkowego, czy tabletu. Pamiętajmy, że zmienia nas czas i środowisko. Urodziłem się w czasach, w których nie było internetu, czy komórki. I cieszę się z tego. Doświadczyłem zupełnie innego życia, na łonie natury, co ukształtowało moje umiłowanie do przyrody i mimo tego, że od ponad dwudziestu lat żyję w wielkich aglomeracjach miejskich, nie zabiło to we mnie pewnego rodzaju wrażliwości. Dzisiaj jestem innym człowiekiem. Doświadczenia, które zbieramy wpływają na nas światopogląd, będąc jednym z filarów uczuć i myśli.

Pochodzisz z bardzo pięknych okolic Podkarpacia. Wielokrotnie zresztą używasz różnych nazw miejscowości w swoich powieściach, ściśle z nim związanych. Jak zachęciłbyś innych do odwiedzania Twoich terenów i regionu?

Podkarpacie, a szczególnie Magurski Park Narodowy to bardzo malownicze tereny. Właśnie tam inwestują mieszkańcy z wielkich aglomeracji, kupując działki pod budowę, czy też letnie domki. Sezonowo pojawiają się tam gwiazdy znane z telewizji. Podkarpacie jest piękne o każdej porze roku. Występuje tam mnogość flory i fauny, rzadkie gatunki drzew, nierzadko w czasie wędrówek można natknąć się na cerkwie, czy stare chaty pamiętające czasy lat czterdziestych ubiegłego wieku. Tam czas płynie zupełnie inaczej. Kiedy tam się pojawiam, mam wrażenie jakbym był w innej rzeczywistości. Ludzie nigdzie się nie spieszą, są dla siebie serdeczni. To tam mieszają się kultury i narodowości. Naprawdę warto się przekonać naocznie. Zarówno „Trzy”, jak i „Anathema” są umiejscowione w moich rodzinnych stronach.

Piotrze. Całkiem niedawno pytałam Cię, po co piszesz? Odpowiedziałeś, że piszesz, żeby zapomnieć o rzeczywistości. Jaka jest ta rzeczywistość widziana oczyma Pitera Murphy?

Pisanie samo w sobie jest wyzwaniem. Wymaga zorganizowania czasu, pomysłu, wyciszenia się, odrobiny samotności. Czym dla mnie jest pisanie? Nie traktuję tej czynności jako pracę, wręcz przeciwnie. Kiedy piszę, odpoczywam. Tworzone przeze mnie postacie ożywają, przemawiają, zaprzyjaźniam się z nimi. Pisanie to inny stan umysłu. Wchodzi się w interakcje z postaciami, one przemawiają do mnie, ja do nich. W czasie tworzenia utworu inaczej patrzę na świat. Jestem przekonany, że każdy z nas nosi ważną cząstkę ważnej historii, ale nie tylko nieliczni potrafią to przekazać w taki sposób, aby zainteresować innych swoją historią. Oczywiście mam na myśli piszących.

Dla mnie rzeczywistość jest zbyt brutalna, pogmatwana, czasami trudna do zaakceptowania. Są dni, w których wydaje mi się, że urodziłem się w nieodpowiednim czasie, o kilka wieków za późno. Wtedy wracam do sprawdzonych utworów, w których kwitnie optymizm. To pomaga. Rzeczywistość jest czymś ulotnym, przecież ona w ułamku sekundy staje się historią. Wszystkie normy zachowania są utworzone przez ludzi. Ale czy są dla nas dobre? Dla mnie rzeczywistość to wiara w człowieka i wiara w dobro. Wbrew temu, co czasami mnie spotyka staram się znaleźć cząstkę dobra. Często mam wrażenie, że żyję w Matrixie, a świat którego jestem cząstką nie istnieje naprawdę. Wszak od poczęcia jesteśmy przysposabiani do myśli o przemijaniu, o śmierci. Od pewnych wydarzeń nie można uciec.

Czym jest dla Ciebie Piotrze poezja? Zapomniana i niemodna, czy jednak za mało dostrzegana we współczesnym pędzie świata?

Ktoś kiedyś powiedział, że poezję piszą ludzie głęboko cierpiący, albo zakochani. Coś w tym jest. Sam jakiś czas temu usiłowałem ją pisać, ale z miernym skutkiem. Do tej pory moje „wiersze” są dostępne na portalu granice.

Sądzę, że poezja jest dla ludzi wrażliwych, myślących głębiej, mających potrzebę zanurzania się w wyniosłych zdaniach, szukających nowych perspektyw horyzontalnych. Poezję czytuję niezmiernie rzadko. Lubię wiersze księdza Jana Twardowskiego, którego miałem okazję spotkać w czasie, kiedy mieszkałem w Warszawie. Czasami mam wrażenie, że poeci są z innego wymiaru.

Przykładem niech będzie ostatnio zmarły Tadeusz Różewicz. Uwielbiano go na całym świecie, ale on sam niezwykle rzadko udzielał wywiadów. Rozumiem go doskonale. To pozwalało mu zachować pewną niezmąconą trzeźwość umysłu i dystans do świata. Prawdziwy poeta nie patrzy przez materię, prawdziwy poeta patrzy przez duchowość. Skanuje obraz i opisuje to, czego nie dostrzegamy jako zwykli śmiertelnicy. Obrazy są wyraziste, wznoszą się nad wyżyny codzienności.

Nie uważam, aby poezja była zapomniana, czy też niemodna. Wręcz przeciwnie. Obserwując zalew konkursów literackich dla poetów konstatuje, iż jest dobrze. Mamy wielu wybitnych poetów w historii. Wymienię tutaj chociażby Wisławę Szymborską, Ildefonsa Gałczyńskiego, Zbigniewa Herberta, czy też Cypriana Norwida. Nasz kraj może być dumny z takich osobistości.

Porozmawiajmy o teatrze życia. Dlaczego ludzie ubierają maski? Mają w sobie za mało odwagi, by przyznać się do błędów, czy udają tylko bezsilnych?

To zależy od tego, w jakiej kwestii to rozważamy. Ludzie dostosowują się do określonych sytuacji, nie chcą przekraczać dopuszczalnych norm społecznych. Ich przekroczenie może być potępione przez środowisko i zakończyć się reperkusjami. Mówienie prawdy nie zawsze jest dobrze widziane. Posłużę się tutaj prostym przykładem. Ktoś bliski przesyła swój tekst do oceny. Po przeczytaniu uważam, że to totalny gniot. Co robię dalej? Mówię o swoich odczuciach i ocenie, czy też nie chcąc narażać się na ochłodzenie relacji chwalę utwór zapewniając o wielkim talencie. Tutaj dochodzą relacje nas łączące, w podświadomości bierzemy pod uwagę za i przeciw. Najczęściej wybieramy pierwszą możliwość.

Współczesny człowiek jest zupełnie inną jednostką, niż ten żyjący 40-50 lat temu. W pewnej mierze można to usprawiedliwić zupełnie inną rzeczywistością. W telewizji większość wiadomości ma wydźwięk negatywny. Zostajemy bombardowani newsami o kolejnych morderstwach, walkach i skandalach. Poziom empatii zostaje mocno stępiony, co wpływa bezpośrednio na nasze odczucia przenoszące się na środowiska. Człowiek jest istotą potrafiącą sobie wszystko usprawiedliwić.

Temat „ludzkich masek” jest częstym tematem w literaturze, czy na deskach teatrów. Artyści próbują szukać nowych odpowiedzi na dręczące ich egzystencjalne pytania. A jak mówiłem wcześniej, człowiek jest tajemnicą i nie można go jednoznacznie skategoryzować. Maski towarzyszyły człowiekowi zawsze i pewnie to się nigdy nie zmieni. Jednak świadomość współczesnego człowieka w temacie psychologii jest wysoka. To pomaga w życiu.

Ostatnio zgłosił się do mnie czterdziestoletni mężczyzna, który dowiedział się, że jest dzieckiem niechcianym. Matka poinformowała go po latach o fakcie zamiaru usunięcia niechcianej ciąży, ale jak się okazało było na to za późno. On sam mając własną rodzinę czuje pustkę. Dlaczego o tym wspominam? Maski są czasami potrzebne po to, aby nie skrzywdzić innych. Zdejmowanie ich nie zawsze jest wskazane.

Kultura, przez duże K. Słowo odmieniane dzisiaj przez wszystkie przypadki. Jak to jest ze współczesną Kulturą?

Kultura jest nierozerwalnie związana z zachowaniem ludzkim, ale jak mniemam nie o to pytasz. Kultura to dziedzictwo narodowe, nasze skarby literatury, malarstwa, czy kinematografii. Z pewnym rozdrażnieniem, a zarazem niepokojem obserwuję nachalne przejmowanie z zachodu nowych norm obyczajowych, wyrażających się w szeroko pojętej sztuce. Niestety, dzisiaj największą karierę robią ludzie kontrowersyjni, płynąc w atmosferze skandalu nagłaśnianego przez media. Obserwuję to w literaturze, jak w sztukach stricto plastycznych. Dla mnie kultura to dziedzictwo narodowe. Niestety, zachodnie trendy powodują wagę naszych rodzimych artystów.

Osobiście nie rozumiem sztuki abstrakcyjnych, ale uwielbiam obrazy przedstawiające ludzi, czy naturę. Sam mam za sobą próby w tej materii. Swego czasu malowałem. Mój ojciec był doskonałym rysownikiem. Niedawno zastanawiałem się nad zakupem podstawowych artykułów do malowania. Ostatecznej decyzji nie podjąłem.

Dzisiaj sztuka często szokuje, wprowadza zamęt i niesmak u większości odbiorców. Czy o to w tym chodzi? Tego nie wiem.

Słuchowiska radiowe. Małe formy, czy wielkie dzieła?

Wychowałem się na radiowych audycjach „Matysiaków” i „W Jezioranach”. Słuchowiska radiowe są niezmiernie potrzebne, ale coraz mniej zauważane. Pobudzają wyobraźnię, zmuszają człowieka do koncentracji, wprowadzają nowe doznania. Z prawdziwą przyjemnością do nich wracam, o ile pozwala mi na to czas. Osobiście polecam weekendowe słuchowiska radiowe emitowane w 1 Programie Polskiego Radia. Słuchowiska radiowe to zdecydowanie wielkie dzieła. Wszak do ich powstania jest potrzebne zaangażowanie mnóstwa osób, nie tylko aktorów czytających swoje kwestie. To także dźwiękowcy, montażyści czy też autorzy piszący teksty. Słuchowiska radiowe to podróż w krainę dźwięków, dialogów, wyobraźni.

A teraz zupełnie na luzie. Odpowiedz proszę w kilku słowach:

Kocham (jakkolwiek to zinterpretujesz)……..Miłość to duża odpowiedzialność. Nie nadużywam tego słowa, najpotężniejszego na świecie. Kocham literaturę i swoich bliskich. Tej miłości jestem pewien. Kocham życie, a to przekłada się na moją osobistą walkę.

Nienawidzę………………Staram się nikogo nie nienawidzić.Różnie mi to wychodzi, wszak jestem tylko człowiekiem. Pracuję nad tym, starając się usprawiedliwiać na własny użytek negatywne zachowania innych ludzi. Niestety, boleję nad potyczkami słownymi jak i zachowaniami hejterów będących przekonanych o anonimowości w sieci i braku odpowiedzialności za krzywdę, którą wyrządzają innym.

Uwielbiam…………Zbyt często używam tego słowa. Niestety, mimo średniego wieku jest we mnie dziecięca naiwność. Staram się cieszyć tym, co dostaje na co dzień. Dlatego celebruję każdy dzień, a kiedy jest mi źle myślę o tych, którzy mają o wiele gorzej. Wszak są ludzie umierający z głodu, żyjący w ciągłym strachu w obawie o swoje życie. Ja jestem szczęściarzem. Nie jestem osobą bezdomną, mam co zjeść. Uwielbiam kolejne pory roku, szczególnie wiosnę i jesień.

Jakie cechy charakteru cenisz w ludziach najbardziej?

Szczerość, odwagę, szacunek do innych ludzi. Cenię ludzi dbających o przyrodę, pomagających innym, ale także pamiętających o zwierzętach. Wszak te niewinne istoty nie zawsze są w stanie sami zdobyć pożywienie, szczególnie w okresie zimowym.

Tęsknię……………….za moją babcią, która odeszła kilka lat temu. Była między nami dziwna zależność. Urodziliśmy się tego danego dnia i miesiąca. Mieliśmy specyficzny dar. Ja doskonale wiedziałem, w jakim momencie babcia czuje się źle, a ona w niewytłumaczalny sposób czuła, kiedy ze mną źle się działo. W takich chwilach telefonowaliśmy do siebie. Przed nią nie mogłem niczego ukryć. Pozostała po niej moja wielka wdzięczność i pamięć. Była kobietą, która wpoiła mi wiele wartości, które często bardziej przeszkadzają, niż pomagają w życiu. Ale pozwalają mi na patrzenie w lustro z dumą. Była kobietą, która nie miała żadnego wykształcenia, ale cechowała ją potężna inteligencja. Każdego dnia przychodzili do niej ludzie, prosząc o porady. Babcia była doskonałą zielarką. Jej postać jest zarysowana w „Trzy”. To postać Marii. Brakuje mi jej, ale każdego dnia czuję jej obecność. Kilka lat temu otrzymałem od niej znak, który utwierdził mnie o jej bliskości.

A teraz napisz coś od siebie:

Drogi czytelniku. Dziękuję za to, że poświęciłeś mi czas. Autorce pytań dziękuję za zaproszenie, jak i za ciekawe pytania. Życie jest zbyt krótkie, aby nosić w sobie negatywne stany. Życzę zdrowia i spełnienia marzeń. Serdecznie pozdrawiam.

Piter Murphy.

_________________________________

Z Piterem Murphy rozmawiała Agnieszka Krizel