Złoto w Borach Tucholskich? Borowiacy wolą milczeć! – TUCHOLSKA OFICYNA KULTURALNA I SPOŁECZNA / TOKiS – PRESS

Złoto w Borach Tucholskich? Borowiacy wolą milczeć!

Nazywają go polskim złotem i trudno się temu dziwić, ponieważ Polska posiada nie do końca odkryte i ustalone pokłady tego… właśnie, może kruszcu? Zdecydowanie nie, ponieważ mowa będzie o żywicy drzew iglastych, a w rzadszych przypadkach żywicujących liściastych drzew z grupy bobowców – BURSZTYNIE.

To właśnie w Polsce przerabia się na np. ozdoby większość światowych zasobów. Jeżeli tak, to trudno nie wspomnieć o Borach Tucholskich, które przed laty stanowiły prawdziwe bursztynowe zagłębie. Przy wnikliwej analizie zapisków historycznych jeszcze dzisiaj wielu poszukiwaczy mogłoby się zdziwić.
 –
Skąd się wziął bursztyn w borach? Przed wiekami lodowce w swoim pochodzie porozdzierały pierwotne pokłady bursztynu w morzu i złożyły ich część w samym morzu, a część zaniosły daleko, m.in., w okolice Tucholi. Przypadkowo znalazły się tutaj pod powierzchnią niezbyt głęboko, bowiem dostały się na miejscowe wzgórza w epoce dyluwialnej. Kiedy natrafiono na złoża? Zapewne już dawno, przez przypadek. Na szerszą skalę poszukiwania rozpoczęto na przełomie XVIII i XIX wieku, kiedy w borach znajdowano znaczne i liczne okazy bursztynu – zawsze w brunatnych żyłach bardzo miałkiego piasku z podkładem gliny. Nie zachowały się, niestety, dokładne opisy tych znalezisk. Wiadomo jedynie, że bursztyn występuje w bardzo odosobnionych gniazdach, składających się z kawałków wielkości włoskiego orzecha, albo w długich żyłach.
 –
W piasku, w którym spoczywa bursztyn, spotyka się często kawałki drzewa albo kory świerku bursztynowego. Wiadomo też, że trafiano na pokłady w formie gniazd o pokaźnej zawartości. Jakie one mogły być, niech pokaże przykład znaleziska z połowy XIX w. spod Wrocławia. W pokładzie piasku i żwiru dyluwialnego robotnicy odkopali gniazdo bursztynu o średnicy około 80 cm. Ważyło ponoć około 400 kg. Pierwsze prymitywne kopalnie na terenie Borów Tucholskich pojawiły się w końcu XVIII w. Z zachowanych zapisków wiadomo, że dochód z nich wynosił np. w 1789 roku ponad 500 talarów, a zatem był bardzo znaczący. Wkrótce poszukiwanie cennego surowca – obok smolarstwa i bartnictwa – stało się jednym z najpowszechniejszych zajęć tutejszej ludności. We wstępie do monografii Pomorza Stanisław Kujot pisał: „Po lasach wydzierżawia się wycięte polanki na poszukiwanie bursztynu.
 –
Czasem Borowiakowi uda się przechytrzyć przedsiębiorcę i sprzedać z własnej ręki bursztyn, który zawozi do Bydgoszczy”.
 –
Tajemnice Żydziej Góry
 –
Gdzie dokładnie znajdowały się pokłady polskiego złota? Z zachowanych zapisków wynika, że na lewym brzegu Brdy, w całym jej biegu, zwykle w sąsiedztwie pokładów węgla brunatnego, od jezior przy Swornigaciach aż od ujścia przy Bydgoszczy. Okolice Swornigaci, Męcikała, Rytla i Woziwody uchodziły za najbardziej bursztynodajne. Wymieniano również okolice Chojnic, Czerska i Tucholi. Najwięcej cennych bryłek znajdowano w nadleśnictwach i leśnictwach Świt, Zamrzenica, Mąkowarsko, Woziwoda, Wtelno i Stronno. Kopalnie były, m.in., w miejscowościach Brusy, Swornigacie, Męcikał, Klonia, Rytel, Lutom, Kłodnia, Świekatowo, Glinki, Żołędowo, Koronowo, Jasiniec oraz w okolicach Jeziora Karsińskiego. Wydobywanie bursztynu w XIX wieku w borach odbywało się na zasadzie wyczucia i wiary w szczęście. W miejscach, w których spodziewano się znaleźć bursztyn, kopano doły głębokie na 2-2,5 metra, a następnie szukano w nich żył brunatnego piasku. Dół trzeba było umocnić szalunkami. Inwestowali w poszukiwania przede wszystkim tucholscy i chojniccy Żydzi, którzy zakładali paroosobowe spółki i wydzierżawiali teren od państwa, a następnie najmowali robotników. Praca była nadzwyczaj żmudna i uciążliwa, a przy tym wymagała wielkiej zręczności.
 –
Znalezienie większej żyły było wielkim darem losu dla przedsiębiorcy, bo np. w roku 1800 płacono za pół kilograma średniego gatunku bursztynu 10 złotych dukatów. Bardzo często jednak poszukiwano bez powodzenia, albo, kiedy trafiono na żyłę, kradli bursztyn robotnicy, którzy potem porzucali pracę. Ci ostatni sprzedawali go najczęściej miejscowym Żydom. W związku z tym niewielkie wzniesienie pod Osiem uzyskało nazwę Żydzia Góra. Podobno tam właśnie mieli zwyczaj czekać handlarze na ludność wracającą z poszukiwań z cennym nieraz łupem. W latach 1835-60 wydobywano w borach tak dużo bursztynu, że spółki zatrudniały ponad 200 robotników jednorazowo! W latach 30. XIX wieku pojawiła się jednak konkurencja. Na złoża żółtych bryłek trafiono na Półwyspie Sambijskim. Firma Stantien i Becker rozpoczęła 12 statkami parowymi bagrowanie Zalewu Kurońskiego. Metoda ta pozwoliła na uzyskanie w 1883 roku aż 75 ton surowca.
 –
Wkrótce powstała szybowa kopalnia „Anna”, której wydajność wynosiła kilkaset ton bursztynu rocznie. Tym samym wydobywanie złota Bałtyku w Borach Tucholskich przestało być opłacalne. Tym bardziej że masowe kopanie głębokich i długich dołów spustoszyło drzewostany. Uszkadzano korzenie drzew, które następnie usychały. W 1860 roku pruskie ministerstwo wydało zakaz szukania bursztynu w lasach państwowych. Borowiacy jednak nie zaprzestali poszukiwania cennej kopaliny, choć robili to potajemnie. Tak pisał o tym Kazimierz Karasiewicz, autor przewodników po Borach Tucholskich: „Rozpoczęło się wówczas potajemne kopanie nocami, pomimo wielkiego dozoru nie mogły władze wyrugować. Dopiero kiedy ceny bursztynu znacznie się obniżyły, ustało tajne kopanie po lasach. Wielkie doły w lasach Woziwody i nad jeziorem Radodzierz (Radno) we wschodniej części borów są pamiątką tej gorączkowej gonitwy za złotem”. Kopano prawdopodobnie aż do II wojny światowej. Jeszcze w 1937 roku Karasiewicz pisał: „Mimo to jednak po dzień dzisiejszy niejeden osadnik leśny, a szczególniej smolarze podejmują sporadyczny trud kopania bursztynów, na ogół jednak to zajęcie zostało przez Borowiaków zaniechane”. Wiadomo skądinąd, że w międzywojniu w okolicach Rytla działała również firma Klińskiego (zatrudniająca w szczytowym okresie około 200 osób).
 –
Borowiacy wolą milczeć
 –
Ślady bursztynnictwa w borach pozostały także w hafcie szkoły tucholskiej. Zazwyczaj stosuje się w nim co najmniej jedenaście odcieni kolorów złota i bursztynu. W zasadzie nie ogranicza się ich gamy, bowiem tylko od umiejętności osoby haftującej, powielającej jej wzornictwo, zależy ich liczba i dobór, a najbardziej istotne jest, aby był bursztynowy. Także i obecnie zdarzają się przypadki pojedynczych znalezisk bursztynu w borach. Jednak miejscowi wolą o tym głośno nie mówić, obawiając się konkurencji w postaci poszukiwaczy uzbrojonych w nowoczesny sprzęt. Tak jak nad Bałtykiem, gdzie dzięki najnowszym amerykańskim mapom satelitarnym zbieracze wykupują koncesje i trafiają na wielkie pokłady. Czy takie są jeszcze w borach? Jeśli tak, to gdzie?
 –
________________________

Na podstawie artykułu „Leśne gniazda polskiego złota”