"Zwolnij! Ja ci to mówię!" – TUCHOLSKA OFICYNA KULTURALNA I SPOŁECZNA / TOKiS – PRESS

"Zwolnij! Ja ci to mówię!"

Czarne statystyki wypadków drogowych, zawierają anonimowe tragedie, które są zazwyczaj suchymi danymi podawanymi opinii publicznej w postaci liczb i wykresów. W codziennej burzy informacyjnej te dane umykają nam w myśl zasady – mnie to nie dotyczy, jestem wspaniałym kierowcą, a inni? Są zwyczajnymi „niedzielniakami”, można się na nich wyłącznie złościć. Kiedy takie podejście połączymy ze złym stanem polskich dróg, tragicznym ich oznakowaniem, złą aurą, o wypadek nie jest trudno.


Wypadek, to gwałtowne, niespodziewane zdarzenie, do którego dochodzi w krótkiej chwili, często tak szybko, że nie jesteśmy w stanie dojść przyczyny, a tym bardziej skutków. Na nie jest już zwykle za późno. Organizm człowieka, to precyzyjny mechanizm, który w chwilach krytycznych broni się. Przez ten kluczowy czas, niepodzielnie dominuje nad nami adrenalina. To ona odpowiada za to, że przez chwilę możemy dokonać rzeczy niemożliwych przeciętnemu śmiertelnikowi, ale tylko przez chwilę, później jest tylko…gorzej.

Przerażające jest to, że najczęstszą przyczyną wypadków jest nadmierna prędkość. Jak wielkim zaskoczeniem dla osoby uważającej się za mistrza kierownicy jest utrata panowania nad pojazdem z różnych przyczyn i sam wypadek? Odpowiedź jest wyłącznie jedna – szok. Później, mając  nawet wiele szczęścia, proces leczenia jest długotrwały, drogi i dokuczliwy. Niestety, stan fizyczny organizmu nie jest do końca kompatybilny ze stanem psychicznym osoby biorącej udział w wypadku i dotyczy to zarówno sprawcy jak i poszkodowanych. To osobny problem, stokroć trudniejszy do opanowania, niż każdy inny.

Nasz kolega, przyjaciel – Maciek Zientarski, uległ straszliwemu wypadkowi, równo pięć lat temu. Miał niebywałe szczęście – przeżył, zdecydowanie tego zabrakło Jego przyjacielowi, który zginął. Minione lata wywarły gigantyczne piętno na przecież bardzo młodym człowieku i zupełnie naturalnym stało się to, że gdzieś tam głęboko ukryty w podświadomości głos podpowiadał, że mając tak tragiczne doświadczenia, trzeba pomóc innym, aby coś podobnego nie spotkało nikogo więcej.

Jak można pomóc ludziom, którzy tej pomocy jeszcze nie oczekują? Jak przestrzec ich przed popełnianiem głupich błędów? Jakich środków perswazji użyć? To wielkie wyzwanie dla każdego. Maciek będąc zawodowcem z unikalnym zmysłem twórcy filmowego zdaje sobie sprawę z tego, że to kwestia dokładnego przemyślenia scenariusza, a później każdego ujęcia kamerą w przestrzeni.

Skoro nie może jeszcze pisać, pamięć płata mu figle, co pozostaje? Notatki i przyjaciele, którzy wesprą go w pomyśle, promocji i dadzą poczucie, choć namiastki spełnienia. A jeżeli namiastka przerodzi się w sukces i cykl filmów, które już powstają i uratują czyjeś życie? To chyba największa nagroda dla kogoś, kto jeszcze przed chwilą popadał w apatię, beznadzieję. Od czego są przyjaciele? Czy ktoś żyjący w teraźniejszości, w świecie tak nastawionym konsumpcyjnie jest w stanie wyprodukować film bez najmniejszych kosztów? Świetne pytanie, otóż tak! Bez sponsorów, dotacji, kredytów, datków, czy obietnic, powstają filmy, które swoją formą tak dobrze sprawdzoną w czasach dawnych, autorskich programów „Zientara”, odnosiły wyłącznie sukcesy. Od tamtej pory wiele się zmieniło, autorskich, a zwłaszcza  polskich programów o tematyce motoryzacyjnej i pokrewnych, zwyczajnie nie ma. Zastąpiły je anglosaskie produkcje BBC z gwiazdami formatu Clarksona, czy Richarda Hammonda (TOP Gear), które mają wyłącznie jeden cel – bawić.

Czy nowa seria, tak długo oczekiwanych filmów Maćka, które pomogą nam w umiejętnościach zachowania się w chwilach krytycznych na drodze odniosą sukces? Nie mam najmniejszych wątpliwości, dlatego poczytuje sobie za wielkie wyróżnienie dla TOKiS – PRESS-u, że właśnie ten dziennikarz w mnogości innych, być może lepszych, bardziej zaawansowanych technicznie witryn, wybrał właśnie Naszą. Skoro tak, możemy się tylko cieszyć z wyróżnienia i stworzyć najlepsze warunki po temu, aby kolejne materiały z udziałem Maćka, zdobywały unikalną widownię.

 

I tak się właśnie staje, bo Internet jest najsilniejszym medium, w co niestety wielu nie wierzy, a szkoda, bo zderzenie z rzeczywistością, będzie bardzo bolesne.

 

Mariusz R.Fryckowski