Zza kierownicy: O zgubnych politycznie, ekonomicznie i medialnie skutkach ruszania „z kopyta” – TUCHOLSKA OFICYNA KULTURALNA I SPOŁECZNA / TOKiS – PRESS

Zza kierownicy: O zgubnych politycznie, ekonomicznie i medialnie skutkach ruszania „z kopyta”

Zakładając, że jako fan motoryzacji masz szczęście i odziedziczyłeś po zamożnej babci – trzy worki pełne pieniędzy, co z nimi zrobisz? To proste, jeden przeznaczysz na zakup pojazdu, drugi na zapłacenie podatków od zakupu, a trzeci przeznaczysz na benzynę i płyn do spryskiwacza szyb. Twój geniusz cię ośmielił? To zrozumiałe, wstęp do ruszania „z kopyta” uczyniłeś pomiędzy poranną kawą, a pójściem do łazienki.

Teraz już jak Pasza, rozsiąść się możesz za sterami jakiejś Skody, czy innego Opla, bo takiego całe życie zazdrościłeś sąsiadowi – sknerze. Traktując na najbliższym skrzyżowaniu sygnalizator świetlny, jak pole startowe na torze Monza, ruszasz „na zielonym”, o ile testy psychofizyczne nie wykazały, że jesteś daltonistą lub…idiotą. Udało się, gładko nabierasz prędkości, inni użytkownicy zostają w tyle, a ty rozkoszujesz się zwycięstwem – prawie dojechałeś pierwszy do… zatoru drogowego. Prawie? Zwycięstwo? Nad kim, lub nad czym? Nad własną głupotą, bo oto w najmniej oczekiwanym momencie…, właśnie pękła ci opona na kolejnej wyrwie w asfalcie i twój piękny, nowy „ludowóz” z impetem wyrżnął w latarnię. Dodatkowo…, twój „sukces” został uwieczniony przez dwa fotoradary, jedną kamerę monitoringu miejskiego i panią Jadzię z mięsnego, w którego oknie wystawowym, trefna latarnia zrobiła haniebną dziurę. Efekt? Niestety, babcia nie przewidziała czwartego worka  z przeznaczeniem „ za szkody” popełnione przez „kochanego wnusia” – a to jędza.

I co? Ruszanie „z kopyta” może i jest fascynujące, ale końcówka była iście wyreżyserowaną, jak dla „Super Expressu”.

Skoro już wiemy to, na czym polega tak dynamiczne ruszanie, zastanówmy się nad tym, skąd swój rodowód wzięło owe pojęcie – ruszanie „z kopyta”.

Tak, bez wątpienia winny wszystkiemu jest pospolity koń, udomowiony tylko po to, aby współcześni policjanci mieli co robić, ku chwale ministra finansów – Vincenta, który założył, że jako dobry kwestarz, zbierze półtora miliarda złotych w rekordowym czasie – roku. Czyż nie jest jak król Midas, że czego nie dotknie, wszystko zamienia się w złoto lub w g…? No tak, raczej w złotówki, a tych nigdy dosyć, wobec czarnej dziury, do której wpadł obecny rząd i parę wcześniejszych. Tak, czy inaczej, słynne „kopyto” nabrało głębi i to niezwykle barwnej, za sprawą wszystkich tych, którzy gwałtownie wciskają pedał gazu w swoim bolidzie.

Mamy pewność, że ruszanie „ z kopyta”, ma również zupełnie inny wymiar, czysto ekonomiczny, a nawet patriotyczny, ponieważ jeden gwałtowny start zapewni potrzebującym dochód na niezwykłą skalę. Jeżeli taką formę patriotyzmu przenieść na większą ilość kierowców z „fantazją”, będzie pewnym, że nasz minister Vincent wyrobi się z budżetem znacznie wcześniej.

Jest jednak w tym wszystkim szkopuł, ściślej, aż dwa.

Pierwszy, to złe założenie, że po drogach poruszają się wyłącznie samochody. Pomijając jednoślady napędzane mięśniami, pozostają nam jeszcze skutery, które nie wymagają specjalnego prawa jazdy, czy innych dodatkowych uprawnień – wystarczy dowód i umiejętność utrzymania równowagi.

No tak, ale czy nie zatraca się w tym wszystkim idea ruszania „z kopyta”? Niestety, tak, ponieważ ów skuterek z racji budowy, pojemności silnika i automatycznej, chińskiej skrzynki biegów, jest równie zrywny, co żółw, który zobaczył główkę sałaty tyle, że na… zdjęciu.

Idea sypie się, więc ją dobijmy i niech żyją wysokie obroty!

Pomysłobiorcy:

Maciek, Herman, Magda

Text: Mariusz

Pomysłowdawcy: „Super Express”.

Foto: Internet