28 października 2020

Relacja filmowa ze spotkania panów: Michała Ogórka i Jerzego Bralczyka z wycinkiem społeczności powiatu tucholskiego

3 min read

O tym, że przygotowujemy obszerną relację filmową ze spotkania z gośćmi, już informowaliśmy nie dalej, jak wczoraj. Tę obietnicę właśnie spełniliśmy. Zanim jednak zaproponujemy zainteresowanym spędzenie ponad godziny przed monitorem, kilka słów wstępu.

Spotkanie miało miejsce w auli Książnicy Tucholskiej, której scenę godnie przygotowano na przyjęcie ciekawych gości. Stylowe elementy podkreślały powagę tematyki, którą poruszyli prelegenci. Oczywiście ich zaproszenie połączono z promocją książki, której są autorami. Niestety, w Polsce zmienio się tak wiele, że nawet wartościowe, książkowe dzieła, wymagają promocji. Zajmują się nią osobiście pisarze – autorzy, którzy aby przeżyć, muszą swoje dzieło sprzedać. Prawa rynku są nieubłagane jak pazerny fiskus, który do każdego efektu cudzej pracy bez pardonu wpakuje swoje brudne paluchy, które wyszarpną spory ochłap dla siebie. Nie mamy najmniejszych wątpliwości, że „Jurek, Ogórek, kiełbasa i sznurek”, to wartościowa pozycją książkowa, z której powinni skorzystać wszyscy.

I w zasadzie nic zdrożnego by się nie wydarzyło, gdyby nie drobiazg – przekroczenie jakże cienkiej, błękitnej linii elementarnej przyzwoitości, która w połączeniu ze wspierającym się betonowym establishmentem tucholskim, dodatkowo wspomaganym z zewnątrz, stworzyły  z ciekawego spotkania, intelektualną rzeź, gdzie ucierpiał nawet jeden z reporterów z sąsiedniej redakcji. O reszcie nie warto wspominać, zrobiono to już wczoraj, dosłownie w dwie godziny po zakończeniu spotkania z panami: Ogórkiem i Bralczykiem.

W relacji celowo pomijamy część oficjalną, tak chętnie eksponowaną, aby ci, którzy starać się będą o reelekcję, wsparcie i zachowanie w łaskawe, ludzkiej pamięci, gięli się w ukłonach i rozdając na lewo i prawo uśmiechy, które być może dawały chwilę wytchnienia i upust triumfowi. Nie dajmy się jednak zwieźć pozorom, nie ma niczego za darmo, za wszystko ktoś kiedyś zapłaci, tak to już jest w świecie fauny, flory i… małomiasteczkowego zadęcia, gdzie publiczność traktuje się nie jak partnera, a tło.

Skoro przy nim jesteśmy, warto też wspomnieć o czymś bardziej przyziemnym. Aula książnicy była wypełniona do ostatniego miejsca, po dziesięciu minutach przypominała saunę z milionem wszelkich „odcieni i „nut zapachowych” wypełnionych pospolitym CO2, który z sekundy na sekundę tworzył w pomieszczeniu „efekt cieplarniany” na niespotykana skalę. Pytanie, czy tak wielkim wydatkiem jest włączenie przez godzinę klimatyzacji pomieszczenia, w którym przebywanie miało być przyjemnością, a nie horrorem. Dziwne, że nikt nie zasłabł, jednak spektakl dopiero się zaczynał…

Popatrzmy i posłuchajmy jak medialne autorytety traktują polskich pisarzy, pilotów, którzy za chwilę zginą wraz z pasażerami w katastrofach lotniczych. Przysłuchiwać się będziemy próbie niesłychanej wręcz interpretacji języka, który w przeciwieństwie do łaciny nie jest językiem martwym oraz kapitalnemu podsumowaniu tego, co sprzedają nam w formie spotów reklamowych i błazeństw dziennikarsko – autorskich  firmy, wykorzystujące pazerne na pieniądze media. Przed nami festiwal dramatu w jednej i to długiej odsłonie.

Wrażliwym szczerze odradzamy ten materiał. Tym odporniejszym zalecamy analizę każdego gestu i słowa ludzi, którzy w tym filmie w sposób świadomy lub nie, jednak wzięli udział.

 

(red.)

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook