29 października 2020

Od punk rocka do rapu. Prawdziwe i fałszywe tropy antysemityzmu

30 min read

Wstęp

Poznaliśmy się bodaj trzy albo cztery lata temu, prowadziłem wówczas specjalną witrynę pt. Bliskie Spotkania Niezależnych, jedną z pierwszych, która gruntownie analizowała rynek medialny, jednocześnie przy ich zaangażowaniu, próby manipulacji społeczeństwem przez grupy polityczne, jednak…, to zaledwie drobny wycinek tamtej działalności.

Niespodziewanie otrzymałem niezwykle ciepły, a jednocześnie wyjątkowo interesujący list. Autor uznał, że odnalazł miejsce, gdzie jego treści padną na podatny grunt. Zajmował się tematyką niezwykle trudną, wymuszającą uznanie wartości i faktów, które prócz tego, że budziły kontrowersje, zmuszały także do zadumy. Owszem, nie będę ukrywał faktu, że lotnictwo jest mi dziedziną bardzo bliską i od najmłodszych lat interesowałem się faktami, które i owszem, były powszechnie znane, choć prezentowane niezwykle jednostronnie. Chciałem poznać drugą stronę medalu, bliżej tę, o której wiedziała raptem garstka osób. Przez lata uzbierało się kilka opasłych tomów zapisków, notatek, które ukazały zdarzenia powszechnie znane w zupełnie odmiennym świetle.

Mój rozmówca jest autorem znakomitej książki pt. „Rakowice-Czyżyny w latach 1921-1955. Krakowskie lotnictwo w służbie wojskowej i cywilnej”, spoczęła ona na poczesnym miejscu w mojej bibliotece. Tym bardziej zafascynowany niezwykłą przemianą autora, pogrążyłem się w lekturze wyjątkowego tekstu. To opasłe opracowanie całkowicie zmienia pewne standardy i stereotypy myślenia, choć konwencja tej lektury jest bardziej, niż zaskakująca.

Tekst przeleżał w czeluściach „twardego dysku” mojego starego komputera zbyt długo, jednak absolutnie nic nie straciła ze swojej aktualności, dzisiaj nadszedł ten właściwy czas, aby opublikować go szerokim rzeszom Czytelników, którzy coraz liczniej odwiedzają portal TOKiS – PRESS. Moim i Państwa gościem jest Pan… dr Remigiusz Kasprzycki.

Mariusz R.Fryckowski

__________________________

 

Remigiusz Kasprzycki

 

Od punk rocka do rapu. Prawdziwe i fałszywe tropy antysemityzmu

 

Muzyka rockowa od festiwalu w Woodstock została związana na dobre i złe ze sprawami społeczno-politycznymi. Od tego czasu napisano setki radykalnych, bezkompromisowych rockowych tekstów. Ich treść piętnowała wszelką niesprawiedliwość, kpiła z możnych tego świata i często broniła najbiedniejszych. Narodziny sceny rockowej cechowała buntowniczość, zadziorność i zaangażowanie w problemy nurtujące świat.

W młodzieńczej kontestacji końca lat 60. duży wkład wniosły osoby pochodzenia żydowskiego. Dla pacyfistycznych ruchów w USA, niekwestionowanym, naturalnym autorytetem stał się poeta Allen Ginsberg, zaś dla zrewoltowanych studentów paryskiego maja 1968 roku egzystencjalista, filozof, pisarz i dramaturg Jean Paul Sartre. Nie inaczej było w burzliwych dziejach rocka. Młodzież maszerującą z okrzykami przeciwko wojnie w Wietnamie i transparentami „Bądźcie realistami, chciejcie niemożliwego”, nie tylko dopingowała do działania literatura autora „Skowytu” czy „Dróg Wolności”. Na barykadach i studenckich strajkach siły dodawała ekspresja i rytmy rodzącego się rocka. W kreacji tego nowego gatunku muzycznego licznie zaznaczyli swoją obecność artyści żydowscy. Jednym z jej największych symboli pozostaje wciąż aktywny Bob Dylan.

Nie mniejszy wkład, żydowska młodzież miała w narodziny punk-rocka Mało znanym w Polsce faktem jest, że skład słynnej w latach 70. „kapeli” punkowej The Ramones z Nowego Jorku, tworzyli muzycy z żydowskimi korzeniami. Przypomniał o tym w czerwcu 2009 roku internetowy portal informacyjny Onet.pl. The Ramones nie byli efemerydą. Dorobek żydowskich punk-rockowych zespołów muzycznych został udokumentowany w książce Stevena Lee Beeber’sa. Solidny grunt pod żydowską punkową muzykę wnieśli zwłaszcza Lenny Bruce i Lou Reed. S.L. Beeber’s zaakcentował to w dwóch pierwszych rozdziałach swojego opracowania.[1]

Bardzo ciekawie wyglądają relacje do swoich narodowościowych korzeni żydowskich, lub mających pochodzenie żydowskie punk rockowych artystów. Jedni mówią o nich z nieśmiałością, drudzy podkreślają je z dumą. Obraz taki charakteryzuje amerykańską scenę muzyczną, ale z pewnością świadectwo takie mogłoby pasować do pozostałych Zachodnich krajów. Za pierwszy przykład służy Jello Biafra, założyciel słynnej kalifornijskiej grupy Dead Kennedys, wokół którego etnicznych korzeni krążyły sprzeczne informacje. Do tych spekulacji kilkakrotnie dołożył się również J. Biafra. Lider Dead Kennedys raz przyznawał się do „żydowskiej krwi”, drugi raz zupełnie zaprzeczał semickiemu pochodzeniu. Podobnie było z jego kontrowersyjnymi tekstami takich piosenek jak: Callifornia Über Alles, czy Nazi Punk F….off. Jedni uznawali je za antysemickie, drudzy temu zaprzeczali. J. Biafra w liście do Michaela Crolanda, [badacza z Nowego Jorku, zainteresowanego problematyką żydowskiego punku – uwaga R.K] napisał zaś, że nie jest Żydem, choć ostatnio dowiedział się, że w 1/8 rzeczywiście jego pochodzenie jest żydowskie. Podkreślił też, że nie wychował się w domu, w którym ta tradycja byłaby pielęgnowana[2]. Zupełnym zaprzeczeniem zachowania J. Biafry był Common Rider, wokalista zespołu punk-rockowego Jewdriver, w którym występowało dwóch Żydów i dwóch Amerykanów mających inne pochodzenie. C. Rider wspomniał, że dla żydowskich członków zespołu rytualność i obrzędowość ich przodków (ubiór jarmułek, czy zapalenie menory na scenie) miały zawsze kluczowe znaczenie[3].

Poza częścią rasistowskiej i faszyzującej sceny rockowej muzyka ta była i jest identyfikowana z otwartością i tolerancją. Nie łatwo odpowiedzieć, czy do takiego wymiaru muzyki przyczynił się fakt udziału w niej dużej części artystów pochodzenia żydowskiego. Nie zmienia to faktu, że nawet najbardziej tolerancyjne, otwarte i lewicujące bandy oraz solowi piosenkarze byli bacznie obserwowani. Sporej części wykonawców i zespołów muzycznych zwyczajnie nie dowierzano. Patrząc przez pryzmat scenicznego, chorograficznego obrazu często wyciągano wnioski, że intencje grup rockowych nie zawsze były szlachetne. Ubiór, gesty, gra ciała, w kliku przypadkach budziła fatalne skojarzenia.

Dyskusję i kontrowersje ciągle wywołuje więc artystyczny image takich grup rockowych, jak Motorhead, Rammstein czy Laibach. Od kilku lat na forach internetowych różnych krajów trwają polemiki wokół twórczości powyższych zespołów muzycznych[4]. Szczególne kontrowersje wzbudzała i wzbudza grupa Laibach. Na dużej ilości koncertów i w produkowanych filmach muzycznych, członkowie tego słoweńskiego bandu ubierają odzież oraz gadżety stylizowane na ekwipunek i mundury Wehrmachtu. Jednak coraz częściej publicyści różnych opcji odrzucają pogląd, że Laibach szerzy nazizm lub antysemityzm. W swoich recenzjach podkreślają zupełnie inne oblicze słoweńskiego zespołu. Łukasz Radawn, dziennikarz Wprost w 2007 roku pisał: Kiedy grupa Laibach w latach 80. zaczęła nawiązywać do totalitarnej estetyki, krytycy nie pozostawili na zespole suchej nitki. W ojczyźnie nazywano muzyków faszystowskimi zaprzańcami. Dziś przeważa opinia, że twórczość Słoweńców to przewrotna kpina z totalitaryzmu. Okazało się, że w ich żyłach płynie żydowska krew[5]. Trzy lata później, podobne wnioski wysunął Marcin Mońka, dziennikarz z oddziału lokalnej Gazety Wyborczej w Katowicach. Po koncercie 26 czerwca 2010 roku zespołu ze Słowenii w Raciborzu, napisał: Laibach, od lat wzbudzający kontrowersje (długi czas ich muzykę łączono mylnie z propagowaniem faszyzmu), w Raciborzu dzięki utworom z z płyty „Volk” zabrzmiał wręcz ekumenicznie[6]. Tezą zaprzeczającą antysemityzmowi Laibachu był i jest utwór Antysemityzm z albumu muzycznego WAT, wydanego przez zespół w 2003 roku.

Forma i treści rocka często balansowały między skandalem i prowokacją. Szczególnie dotyczyło to żywiołowej odmiany tego gatunku muzycznego punk-rocka. Dynamicznego, skandalicznego, wstrząsającego podwalinami ułożonego i hermetycznego mieszczańskiego życia. Nie sposób wymienić wszystkie tego rodzaju skandale i prowokacje. Jednym z nich było zachowanie Sida Viciousa z Sex Pistols. Basista wspomnianego bandu kompletnie pijany, udzielał w koszulce z namalowanym symbolem wielkiej swastyki telewizyjnego wywiadu[7]. Nie oznaczało to, że ten anarchizujący punkowy zespół propagował w latach 70. hitlerowski nazizm. Takie funkcjonowanie muzyków w latach 70. szokowało, wywoływało strach i pogardę, ale krytycy muzyczni czy słuchacze nie łączyli takiego zachowania z faszyzmem czy antysemityzmem. Nie znaczy to, że w pewnych piosenkach Sex Pistols niektórzy odbiorcy nie doszukali się antysemickich przesłanek. Zresztą nie tylko kojarzonej z grupą muzyczną Sida Viciusa i jego kolegów. Steven Lee Berber napisał: If punk went off the rails for a while once outside of its birthplace in the Bowery (just gobbing distance from the Lower East Side), and became infused with anti-Semitism (see The Sex Pistols “Blessen Was a Gas”, “Siuoxsie Sioux’s complaint about “too many Jews for my king in the original version of “Love ina a Void” […][8].

Na taką wyrozumiałość nie liczyły jednak „gwiazdy rocka” dekadę wcześniej. W sierpniu 1968 roku Paul McCartney z The Beatles, na witrynach zamkniętego sklepu w Londynie, który jeszcze nie tak dawno właścicielami byli „czterej chłopcy z Liverpoolu” napisał „Hey Jude”. Paul McCartney reklamował w ten sposób tytuł najnowszej płyty The Beatles. Płyta została wydana przez założoną przed miesiącem przez The Beatles wytwórnię fonograficzną Apple Records. Policja jednak nie zrozumiała marketingowych intencji Paula McCartneya, ponieważ już następnego dnia nakazała usunąć napis, oceniając go jako antysemicki[9].

Oskarżane o propagowanie faszyzmu posądzone zostały także pierwsze polskie grupy punk-rockowe. Metody „nazistowskich insynuacji” należały do ulubionych narzędzi pracy Służby Bezpieczeństwa. Oczernianie rodzącej się polskiej kontrkultury było prostymi operacyjnymi grami polskiej (choć nie tylko) SB. Bogdan Augustyn, ps. Bohun z bieszczadzkiej grupy KSU wspominał: W tym samym czasie, w którym na budynkach pojawiły się hasła PUNK i WRB, ktoś malował także swastyki oraz napisy gloryfikujące faszyzm. Milicja z góry obwiniała o to muzyków z KSU oraz towarzyszącą im na co dzień ekipę, jednak zdaniem Bohuna –żaden miejscowy punkowiec nie brał w tym udziału. To nie była epoka sprayów, lecz farby w puszkach, nikt nie stałby dłuższą chwilę pod ścianą i nie wypisywał często kilkuzdaniowych treści[10]. Po przeanalizowaniu dokumentów pozostawionych przez SB, Krzysztof Potaczała, autor pionierskiej monografii o KSU, doszedł do wniosku, że większość napisów na murach Ustrzyk Dolnych [gdzie powstało KSU – uwaga R.K] „Chcemy Hitlera” itp., a także symboli nazistowskich była dziełem samych funkcjonariuszy lub współpracowników bezpieki[11].

U progu XXI wieku S. Vicious i jemu podobni mieliby z pewnością większe problemy, niż w latach 70. Tragedia 11 września 2001 roku, a także szersze niż wcześniej uzmysłowienie tragedii holokaustu sprawiło, że opinia społeczna Zachodu stała się bardziej wrażliwa niż w latach 70., 80., czy 90. Nie wiadomo, czy współcześnie Latający Cyrk Monty Pythona, spontanicznie ukazałby pełnie swojego specyficznego humoru. Całkiem możliwe, że niektóre odcinki angielskiej grupy satyrycznej, zrealizowane po 11 września 2002 wydałyby się wysoce antysemickie. Retorycznym pytaniem jest czy Woody Allen nakręciłby dzisiaj swój film Annie Hall według innego scenariusza? Wspomniany film, w którym razem z Diane Keaton W. Allen stworzył niezapomniany duet, cechowała duża odwaga wobec własnego środowiska społeczno-narodowościowego. W tej znakomitej komedii z 1977 roku, W. Allen wykpił żydowskie przewrażliwienie na punkcie antysemityzmu i ukazał m.in. środowisko żydowskie w krzywym zwierciadle.

Kto zrozumiał ideę prowokacji punkowej ten nie uwierzy w neofaszyzm Leibachu, albo w przekonanie, iż S. Vicious szerzył w Wielkiej Brytanii nazizm. Przed wydawaniem kategorycznych sądów powinno powstrzymywać właściwe poznanie ducha epoki i niuansów przesłanek ideowych danego gatunku muzycznego, czy filmowego. Erudycja, inteligencja, zmysł kojarzenia faktów i zrozumienie specyfiki poczucia humoru staje się dobrym przewodnikiem do takiego poznania.

Udowodnienie antysemityzmu nie jest więc łatwe, choć oskarżani o niego są nie tylko piosenkarze rockowi. Takie zarzuty wysuwane były wobec najbardziej znanych gwiazd muzyki pop. Społeczności żydowskie na całym świecie od kilku lat krytykują piosenkę Michaela Jacksona They Don `t Care Us. Mimo, że zmarły sierpniu 2009 roku „król popu” przeprosił już za to w 1996 roku żydowskie diaspory na całym świecie, nie poprawiło to jego reputacji wśród licznych Żydów. Złożyło się na to kolejne antysemickie wystąpienie, jakiego M. Jackson dopuścił się blisko dekadę później. Miało ono miejsce w 2005 roku, kiedy amerykańska telewizja ABC puściła nagranie z amerykańską gwiazdą muzyki pop, na której M. Jackson zwracał się do swojego adwokata: Żydzi są jak pijawki… mam dość, robią to specjalnie…spiskują, by mnie zrujnować[12]. Po tym nagraniu, dyrektor ADL (Anti Defamation League, czyli żydowskiej Ligii Przeciw Zniesławieniu) Abraham Foxman bezdyskusyjnie stwierdził, że M. Jackson ma antysemickie odchylenie.

Zaniepokojenie antysemickimi akcentami w rockowych nurtach pojawiło się także w Polsce. Pod uważnym monitoringiem znaleźli się m.in. wykonawcy rodzimej, zaangażowanej muzyki. Czujność wykazały się tutaj niektóre media. Kanały telewizyjne i rozgłośnie radiowe nie skupiły uwagi na przedstawicielach rockowej sceny grawitującej w stronę faszyzmu. Problem nie dotyczył takich grup nazistowskich jak Konkwista 88 czy Budweisera. Grupy te z oczywistych względów nigdy nie mogły liczyć na emisję większości popularnych i najważniejszych stacjach radiowych lub telewizyjnych. Energia mediów i części krytyków skierowana została na czołowe grupy polskiego punk-rocka.

W 2001 roku w największe zakłopotanie mass-media promujące muzykę wprawiła zamieszczona na albumie grupy Kult „Salon Recreativo” piosenka Brooklyńska Rada Żydów. Rozgłośnia RMF FM uznała piosenkę wydaną na płycie w 2001 roku, jako obrażającą środowiska żydowskie. Wobec stanowiska rozgłośni radiowej nie krył swojego oburzenia wokalista Kultu. Kazik Staszewski powiedział: To jest zwykła piosenka o tym, że mędrcy żydowscy zebrali się, żeby coś zrobić z młodzieżą, która się rozbisurmaniła i nie chodzi do synagogi. Natomiast szaleńcze meandry różnego rodzaju politycznych poprawności sprawiły na przykład, że RMF FM, które jest patronem medialnym płyty, w ogóle nie puszcza u siebie tej piosenki. Przecież nie ma nic negatywnego ani pozytywnego w stwierdzeniu, że na przykład Józek jest Polakiem, a Marek jest Żydem[13].

Kontrowersje wywołała także piosenka zespołu punk-rockowego Psy Wojny z Jastrzębia Zdroju. W utworze Buciory zespół zaliczany do lewacko-anarchistycznego nurtu wywołał szok śpiewając: Wynocha Żydzi, wynocha Murzyni, wynocha Araby, wynocha stąd. To Polska nie dżungla więc spieprzać do siebie. Ciężkie buciory wykopią was stąd. Jak stwierdził lider bandu Psy Wojny Tomasz Jaworski, pseudonim Falon, taki tekst miał szokować, dzięki czemu wzrosła popularność grupy[14]. W historii polskiego punk-rocka wywoływały ogromne poruszenie nie tylko określone treści piosenek. Skrajne emocje budziły również nazwy polskich grup rockowych Pod tym względem interesująca wydaje się dekada lat 80. Na przełomie „gorących lat” 1981 -1982 roku działała grupa Auschwitz, a w końcu lat 80. pojawił się w Wałbrzychu jednoosobowy performer, który przybrał nazwę Achtung Juden. Grupa Auschwitz, prawdopodobnie dzięki swojej nazwie, a nie wykonywanej muzyce została opisana w 1982 roku w Tygodniku Polityka. Performer Achtung Juden został zaś zdjęty z koncertu 1 maja w Chełmcu[15].

W ostatnim zaś czasie „łowców antysemityzmu” w zakłopotanie wprawiać może płyta grupy Dezerter Prawo do bycia idiotą, wydana w 2010 roku. Szczególnie zaś utwór Żaden Bóg, na którym zespół podejmuje ostrą krytykę izraelskiej przemocy stosowanej wobec Palestyńczyków. Dezerter śpiewa: Nadchodzą Żydzi, jest ich trzech z M16 gotowymi do strzału. Szukają w domach, zaglądają w kąty. Ja schowany, trzęsę się ze strachu…[…]. Spora to zagadka dla Ligii Przeciw Zniesławieniu, czy polskim tropicielom ze Stowarzyszenia Nigdy Więcej, bowiem choćby na tej samej płycie zespół przypuszcza frontalny atak na niebezpiecznie rozwijającą się uzależnienie świata od chińskiej dominacji –Made in China. Na płycie zaś z 1996 roku Mam kły, mam pazury grupa Dezerter brała w obronę koczujących w Polsce rumuńskich cyganów – Czwarta rano. Wszystkim planującym śledztwo w sprawie „antysemickich i rasistowskich” przejawów Dezertera jak i innych punk –rockowych grup znad Wisły warto przypomnieć, aby dwa razy przemyśleli swoją decyzję.

Liczne polskie zespoły, które grawitują w stronę anarchistyczno-lewacką i wykonują rockowo-alternatywną muzykę, też ad hoc mogą zostać uznane za „budujące faszyzm”. i propagujące antysemityzm. Grupy te mają jednak charakter niszowy, a ich szydercze teksty nie mają żadnych szans w oficjalnych mass-mediach. Powodem jest fakt, że prawdopodobnie poza Polską nie ma kraju na świecie, gdzie kolejne ekipy przywódcze, jak i większość ośrodków informacyjnych ma tak serwilistyczny stosunek do Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Zespoły, o których mowa poniżej poświęciły bowiem swoje teksty USA, a nie zagadnieniom żydowskim. Były one wobec Ameryki dość krytyczne, treści piosenek przepełniał często ironiczny czy kontrowersyjny humor. Wątki żydowskie stanowiły w nich tylko pewien element. Jednym z wykonawców był zespół Meble, który napisał Balladę o dwóch wieżach. Piosenka utrzymana była w konwencji Ulicznej Orkiestry z Chmielnej, a jej wokalista o tragicznym poranku 11 września 2001 roku w Nowym Jorku śpiewał m.in.: Tak złych Arabów- terrorystów na komputerach szkolą prorocy, innym Arabom w tej Palestynie ze szczęścia od….ło, bo w wieżach głównie siedziały Żydy, teraz już mniej ich zostało, ale najgorszy był ten Bin-Laden, przywódca terrorystów, o tych zamiarach wiedziała mama, bo syn jej powiedział wszystko. Do tematyki wież WTC nawiązał na tej płycie, inny zespół – IŁ 62 feat Magura, śpiewając utwór Dzięki ci Ameryko (Ruchome Święto Dziękczynienia),w którym podziękował Ameryce za tak genialnych Żydów, jak Bob Dylan, Lou Reeda, a także za to, że do Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej przywieziono czarnych niewolników- przodków Louisa Armstronga [16].

Punk nie jest jedynym gatunkiem muzyki rockowej w której badacze antysemickich wątków dopatrują, bądź mogą rzeczywiście znaleźć takie inklinacje. Dla niektórych brunatna puszka Pandory otwiera się z szeroko rozumianej muzyki metalowej. Na Polskiej scenie heavy-metal takie znamię nosi przede wszystkim zespół Graveland, któremu przypisuje się wszystko co jest najbardziej przerażające. Dla licznych obserwatorów tego gatunku muzycznego Graveland stanowi mieszaninę faszyzmu, wątków neo – pogańskich i satanizmu[17].

Nie inaczej jest na Zachodzie. Liczne kontrowersje wzbudzał i wzbudza zespół Type O Negative, łączący w swoje twórczości muzykę metalową z gotycką, tzw. Core. Band pochodzący z Brooklynu jest oskarżony nie tylko o antysemityzm, ale i homofobię. Pikanterii takim zarzutom dodaje fakt, że przez długi okres czasu członkiem grupy muzycznej pochodzącej ze słynnej żydowskiej dzielnicy Nowego Yorku był znany producent muzyczny, potomek polskich Żydów Josh Silver[18]. Zespół nie protestował, ale zareagował w inny sposób. Odpowiedzią na sugestie było wydanie przez grupę albumu pod buńczucznym i złośliwym tytułem: We Hate Everyone (Nienawidzimy każdego).

Łatka antysemickiego zespołu towarzyszyła również metalowej grupie Iced Earth. Do podtrzymywania takiej opinii o zespole powstałym w połowie lat 80. na Florydzie przyczyniły się przede wszystkim wystąpienia byłego wokalisty bandu Johna Greeleya. Miały one miejsce podczas wspólnego europejskiego tourne Iced Earth grającej wraz z grupą Blind Guardian. Według amerykańskiej strony internetowej poświęconej zagadnieniom muzyki heavy metalowej, w jednym z obozów koncentracyjnych J. Greeley wygłaszał pod adresem modlącego się tam Żyda antysemickie komentarze. Zespół po powrocie do USA rozstał się z J. Greeleyem. Poza oskarżeniami o antysemityzm przyczyną rozbratu z wokalistą Iced Earth były również nieporozumienia na tle finansowym[19]. W wypowiedziach na forach internetowych J. Greeleya stanowczo zaprzeczył stawianym mu zarzutom.

Deliberowanie nad faktem, czy teksty muzyczne obrażają naród żydowski nie dotyczy jedynie muzyki rockowej. Zarzut taki od czasu do czasu spotyka przedstawicieli rapu. Dokonania gwiazd hip-hopu, ogromnie popularnego nurtu muzyki wśród obecnej młodzieży,  bacznie monitorują środowiska żydowskie. Na początku 2005 roku duże kontrowersje wywołał Russel Simmons. Jeden z gwiazdorów rapu zaangażował się w kampanię przeciwko antysemityzmowi. R. Simmons wsparł swoimi działaniami Fundation for Ethnic Understanding. Fundacja rozpoczęła akcję „Jestem Żydem”, która piętnowała antysemityzm i opowiadała się za międzykulturowym dialogiem. Mimo tych kroków R. Simmons nie doczekał się pochlebstw od Żydów. Jego udział w fundacji uznany został za nieszczery, bowiem ADL przypomniała mu kilkakrotnie wyrażaną sympatię dla Louisa Farrakhana, duchowego przywódcy murzyńskiej organizacji polityczno-religijnej Nation of Islam, która wedle Ligii Przeciwko Zniesławieniu ma ściśle rasistowski i antysemicki charakter. ADL oskarżyła L. Farrakhana, że publicznie wygłaszał poglądy, iż gehennę czarnym niewolnikom z Afryki zgotowali właśnie Żydzi. ADL ponadto zakomunikowała, że duchowy przywódca Nation of Islam prezentuje pogląd, iż 75 % właścicieli niewolników na południu USA było Żydami. ADL zanotowała też, że L. Farrakhan nazywa Żydów krwiopijcami, którzy bezlitośnie eksploatują czarną społeczność w USA[20].

Zaniepokojenie wzrostem antysemityzmu wśród czarnej ludności USA wyraził, wspomniany już w tym artykule A. Foxman z ADL. Nie było ono bezpodstawne, bo wzrost wrogość czarnoskórej ludności USA wobec nacji żydowskiej mieszkającej w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej jest coraz większy. Geneza kumulującej się fobii tkwi w ekspresowo powiększającym się rozwarstwieniu społeczeństwa amerykańskiego. Mimo deklarowanego bądź realnego wysiłku rządu federalnego dążącego do wyrównywaniu szans, to właśnie czarnoskórzy obywatele USA stanowią zazwyczaj najniższą kastę społeczną swojego kraju. Nie do końca, nawet w tak wieloetnicznym społeczeństwie, jak amerykańskie powiodły się bowiem próby pełnej integracji między białymi i czarnymi. Widok przyjaciół białego i czarnego policjanta, jadących po pracy łowić razem ryby, jest raczej pobożnym życzeniem hollywoodzkiej kreacji, niż rzeczywistością. Bajkowo-filmowym mitem było również ukazanie na cierniowej drodze przeciwieństw losu, ale zarazem za z sprawą silnego ducha woli, samozaparcia i uporu, czyniącego niebywałą karierę czarnoskórego, skromnego młodzieńca z amerykańskiego getta. Po objęciu urzędu prezydenta przez Baracka Obamy, amerykański dream został choć częściowo zrealizowany. Liczna grupa Czarnoskórej nacji uwierzyła w realizację mitu powszechnego szczęścia Afro-Amerykanów. Na fali entuzjazmu wydawało się, że wizjonerski sen i ofiara życia Martina Luter-Kinga znalazły swoje spełnienie.

Szybko okazało się, że takie pragnienia nie będą spełnione. Archetyp amerykańskiego szczęścia w egalitarnej formie, okazał się w przeważającej ilości przypadków utopią. Brak dostępności sukcesu dla wszystkich jest zawsze bolesny. W Stanach Zjednoczonych frustracji ulegają szczególnie Czarni, stanowiący często większość przypadków kryminalnych incydentów. Pauperyzacja Afro-amerykanów i błyskotliwe kariery białych przyczyniają się do jeszcze większej alienacji tych pierwszych. Demagogiczne nagłaśnianie, iż elity prawnicze, finansowe czy rządowe w dużej mierze piastują osoby wywodzące się z żydowskich środowisk trafia na podatny grunt. Stu procentowe obsadzanie stanowisk przez „potomków króla Dawida” nie stanowi reguły, lecz wyobraźnia zepchniętych na margines życia Czarnoskórych obywateli nie zna granic. Nikt jednak nie przypomina, jak ogromną rolę ogrywa w diasporach żydowskich fakt wykształcenia i przywiązanie do edukacji. Świadomość „żydowskiego zagrożenia” jest odpowiednio rozbudzana, już nie tylko przez Milicję Michigan, czy spadkobierców Ku-Klux-Klanu. Coraz częściej antysemityzm bujnie kiełkuje wśród Czarnoskórych. Rap, muzyka narodzona wśród amerykańskich gett potomków niewolników z Czarnego Lądu stanowi zaś doskonały nośnik takiej propagandy.

Prężnie działająca organizacja Nowych Czarnych Panter odpowiedzialnych za zło, upokorzenie i wszelkie plagi spadające na Afro-amerykanów dostrzega wśród następców Abrahama i Mojżesza. Zajadły i nieskrępowany antysemityzm prezentuje przywódca New Black Panter Party Malik Zulu Shabazz. Nowe Czarne Pantery, założone w 1989 roku w Dallas, prezentują ostre antykapitalistyczne stanowisko. Jednak nie żądanie samostanowienia dla Czarnych w USA przykuwa największą uwagę obserwatorów. Wyróżnikiem Nowych Czarnych Panter jest skrajny antysemityzm. Shabazz i inni przywódcy oskarżają Żydów o rozwój i propagowanie niewolnictwa w USA. Radykalizm Nowych Czarnych Panter wywołał zaniepokojenie wśród przywódców historycznych Czarnych Panter. Pielęgnująca tradycję pierwotnej organizacji Czarnych Panter fundacja Dr Huey P. Newtona potępiła swoich epigonów. Legendarni przywódcy Czarnych Panter całkowicie odcięli się od wypaczających ich zdaniem etos dawnej organizacji. Stwierdzono, że New Black Panter Party nie ma nic wspólnego z rewolucyjnymi ideałami Czarnych Panter. Napisano też, że Czarne Pantery zawsze działały na rzecz miłości wobec czarnej rasy, a nie nienawiści do białych[21].

Nie wszyscy jednak wybierają formy agresywnego, polityczno-szowinistycznego oporu. Podobnie jak 30 lat punkowe, tak teraz hip-hopowe muzyka i towarzyszące jej teksty wyrażają sprzeciw wobec zastanego świata. Nie można ogłaszać nadejścia nowej „kryształowej nocy”, tylko dlatego, że jakiś czarnoskóry raper na swoim koncercie obraża żydowską diasporę. Panika bywa złym doradcą, a niedawna historia muzyki rockowej notowała w przeszłości rozmaitego wymiaru skandale. Po Good save the Queen autorstwa Sex Pistols królowa brytyjska nie abdykowała, a po słowach niemieckiej grupy Slime: Deutschland muss sterben damit wir leben können niemiecki naród nie umarł. Mimo różnic między hip-hopem a punkiem jest jedna idea, która łączy oba gatunki muzyczne. Z pewnością nie jest nim antysemityzm, ale wrogość wobec policji. Tu i tam „człowiek z pałką” jest najgorszym prześladowcą. Tylko zespół The Clash kilka razy śpiewał w niepochlebny sposób o stróżach porządku: The Guns of Brixton, Police & Thieves, czy o policjancie pojawiającym się za plecami w każdy kolejny dzień tygodnia- Police on my back.

Wyjątkowość muzyki rockowej polegała również na zerwaniu ze sztywną formą dystansowo -estradowego występu na rzecz spontanicznego kontaktu artysta-odbiorca. Rock stał się muzyką rewolucyjną, niosącą zupełnie nowe zachowania wykonawców i odbiorców. Prowokacje i przekora stały się modus vivendi sceny punkowej. Indywidualne i niekonwencjonalne postępowanie wpisało się głęboko w ekspresje kontrkultury. Symbolizowało to punkową falę przełomu lat 70 i 80. Mimo tych atrybutów, zdarzały się sytuacje kiedy polityczny image idoli doprowadzał do konsternacji widownię. Na jednym z koncertów Joe Strummer z grupy The Clash wystąpił w koszulce z napisem Rote Armee Fraktion. Wywołało to nieprzychylne reakcje części uczestników koncertu, a nawet części zespołów, mocno zaangażowanych w sprawy polityczno-społeczne, podobnie zresztą jak The Clash. Fala krytyki na swoich idoli spada zazwyczaj dość niespodziewanie. W ostatnich kilku miesiącach również niektórzy fani Kazika Staszewskiego i zespołu Kult mają za złe, że ich ukochany idol zgodził się na wspólny występ z wywołującym rozbieżność sądów Danielem Landą[22].

D. Landa, były lider czeskiego zespołu Orlik wzbudza w Czechach jak i w Polsce skrajne emocje. Przeciwnicy jego twórczości wytykają mu nacjonalizm i nawoływanie do narodowościowych waśni. Tymczasem teksty artysty urodzonego w Pradze nie są apoteozą Czechów, czy panegirykiem na rzecz czeskiego państwa. D. Landa często piętnuje swoich rodaków za różne przywary. W utworze 1938 jest to brak woli walki, czy mówiąc inaczej zwykłe tchórzostwo. Krytyczna analiza historii nie stanowi jedynego źródła inspiracji artysty. D. Landa jest również bezkompromisowy w ocenie różnych niebezpieczeństw współczesnej Europy. Jednym z nich, w opinii czeskiego artysty stanowią zjednoczone Niemcy. Wydarzeniu temu praski bard poświęcił tekst Faschos. Wbrew tytułowi, nie chodzi tutaj o faszyzm. Faschos symbolizuje w nim Niemcy. D. Landa kpi w piosence, że kiedy Niemcy byli podzieleni, zwłaszcza ci ze wschodu wykazywali znacznie większą pokorę niż obecnie: Za Ericha Honeckera to jste byli krotký, Teď maj dupat po Evropě vaše těžký botky, nie co dalej przypomina, że Czesi zawsze byli solą w oku Niemców: Čechy, ty vám były dycky trnem v oku k votevřeny nenávisti zbejvá jen par kroku, powtarzając w refrenie: Faschos, faschos tu nechceme.

Czeski bard zaszokował również zlaicyzowanych rodaków głęboką deklaracją poszukiwania Boga, wielkim szacunkiem dla Matki Boskiej, a także założeniem stowarzyszenia o nazwie „Ordo Lumen Templi”. Ten nowy, tajemniczy zakon, w swojej regule zakłada kierowanie się zasadami dekalogu i dzieleniem się własnym majątkiem z potrzebującymi[23]. Duchowe przebudzenie i filantropijna działalność D. Landy nie wszystkich jednak przekonała. Dla licznych, dalej pozostaje on bardziej „Cyganofobem” niż współczesnym, świętym Franciszkiem początku XXI wieku.

Przykładem stereotypowego postrzeganie nurtu muzyki rocka – gotyckiego jako świata wyłącznie satanistyczno- faszystowskiej symboliki i treści jest piosenka czeskiego zespołu XIII Stoleti. Ten praski zespół grający od początku lat 90. XX wieku muzykę gotyckiego –rocka, jedną z kompozycji poświęcił szoah. Temat zagłady żydowskiego narodu został potraktowany bardzo poważnie. W piosence Zanik Izraele z 1993 XIII Stoleti śpiewał m.in.: […] a tak naposledy pozvedni svou Davidovu hvĕzdu než nahradí ij svastikový křiž, Z plamenu pekla slyším tvé pośledni šalom, Z plamenu pekla slyším tvé poslední šalom, Z plynových Komor slyšim tvé poslední šalom. Z pewnością znaleźliby się jednak inni interpretatorzy. Skoro bowiem XIII Stoleti, jak przystało na zespół nurtu gotyckiego –rocka śpiewa o wampirach, wilkołakach, duchach, wszelkich mocach ciemności, to tematyka holokaustu pewnie również może stać się jakąś perwersyjną zabawą, groteską, prowokacją dobrze zrozumiałą tylko dla słuchaczy gotyckiego rocka. Pojawia się więc retoryczne pytanie? Czy zespoły takiego nurtu nie mają prawa śpiewać, pisać tekstów o tak poważnych i tragicznych sprawach? Czy różnica tkwi tylko w interpretacji i oprawie danego gatunku muzycznego? Czy pieśni i piosenki poświęcone holokaustowi mogą wykonywać ludzie wyłącznie o nieskazitelnym etosie? Przykładowo, czy gdyby autorską piosenkę Jacka Kleyffa poświęconą śmierci Brunona Schulza wykonali satanista Nergal i epatująca seksem Doda w wersji popowej, lub hard -rockowej byłaby ona już antysemickim skandalem? Z punktu widzenia etyki wydaje się, że każdy wykonawca winien rozważyć taką decyzję we własnym sumieniu.

Dla licznych fanów rocka powstałego w byłym ZSRR bardzo przykrym wydarzeniem było zaangażowanie w nacjonalistyczno –bolszewickie nurty polityczne lidera grupy Грaждaнckя Oбopoнa (Grażdanskaja Oborona) Jegora Letowa. Urodzony w Omsku muzyk –amator, w 1985 roku, tuż pod dokonania pierwszych nagrań wraz z powstałym zespołem, trafił na kliku miesięczne przymusowe leczenie w psychiatrycznym szpitalu. Po wyjściu ze szpitala kontynuował swoją artystyczną działalność. Mimo oficjalnej polityki społecznej przebudowy pieriestrojki, jawności głasnosti oraz przyspieszenia uskorienije w dobie reform Gorbaczowa zespół Грaждaнckя Oбopoнa był dalej napiętnowany. Po upadku ZSSR, wraz z powracającym z emigracji, nacjonalistycznym pisarzem Eduardem Limownowem założył Partię nacjonalistyczno – bolszewicką. Sprawiło to prawdziwą gorycz jego zwolennikom w Rosji jak i w innych częściach świata. W Polsce bardzo negatywnie o zespole Грaждaнckя Oбopoнa pisali publicyści prawicy i lewicy. Jacek Podsiadło na łamach „Tygodnika Powszechnego” pisał, że J. Letow sympatyzuje z Hitlerem i Łukaszenką, Bohdan Koroluk w miesięczniku Fronda określił kapelę Грaждaнckя Oбopoнa, jako zespół punkowo-faszystowski[24].

Brak dokładnej analizy sprawia, że Грaждaнckя Oбopoнa i jej charyzmatyczny wokalista zostają potraktowani jako kolejne zagrożenie dla harmonijnego funkcjonowania społeczeństwa otwartego. Jako jeden z nielicznych, na głębszą refleksję filozoficzno-kulturową wobec rockowego bandu z Omska zdobył się Witold Zimowski, który w swoim nie opublikowanym tekście nie tylko przypomniał, że J. Letow porzucił radykalną ideologię, ale też wyczerpująco przedstawił okoliczności, jaki zaprowadziły nie żyjącego już lidera Грaждaнckя Oбopoнa do tak źle przyjmowanych wśród jego odbiorców fascynacji politycznych. W. Zimowski pisał: Bo totalizm z muzyką Grażdańskiej Obrony – owszem w nagraniach z 1997 roku pełną patosu, gwałtowną, szaloną, apokaliptyczną, ale jednak- nie może się zgodzić. To nie jest moim zdaniem jej najistotniejszą treść, a przecież „c’est le ton, qui fait la musique” . Wydaje się ona raczej sięgać do „schronów natury”, oddawać wymiary świata związane z siłami  przyrody i w tym staje się bardzo mitologiczna[25].

Artyści, muzycy, czy literaci, w ciągu swojego życia przechodzą bardzo odmienne fazy ideowo- światopoglądowo – politycznych fascynacji. Tak, jak J. Letowa nie umarł jako zajadły antysemita i faszysta, tak też E. Limonow z którym zakładał rosyjską Partię Nacjonalistyczno-Bolszewicką nim się nie urodził. Wręcz więcej. E. Limonow w młodzieńczej – emigracyjnej fazie swojego życia nie odczuwał żadnej wrogości wobec Żydów. Świadectwem tego pozostaje do dzisiaj jego książka napisana podczas pobytu w USA. Dla E. Limonowa, przyszłego szowinisty, w okresie emigracji pojęcie dumy narodowej czy patriotyzmu nie istniało. Swoją pogardę wobec takich „wartości” przyszły nacjonalistyczny lider wyraził następująco: Nie wygłosiłem wówczas wyznawanego po cichu poglądu, że narody nie powinny się rozdzielać, tylko łączyć, byle nie na bazie państwa, co to, to nie. Bo wtedy znowu grupka nacjonalistycznej, prowincjonalnej inteligencji stworzy kastę rządzącą i będzie krzewiła nowe zacofanie i barbarzyństwo. Że wszystkie narodowości powinny się totalnie wymieszać, wyrzec przesądów – więzów krwi i temu podobnych bzdur – w imię zjednoczonego świata lub chociażby pokoju między narodami; już dla tego jednego celu warto się wymieszać. Wymieszać biologicznie, mając świadomość niebezpieczeństw, jakie niesie ze sobą pojęcie narodowości. Żydzi i Arabowie, Ormianie i Turcy – wystarczy tego, naprawdę, trzeba się w końcu opamiętać[26].

Dla gorliwych łowców rasistów i faszystów Czechy, Słowacja czy Węgry potwierdzają pogląd, że Europa-Środkowowschodnia to ksenofobiczne piekło. Z pewnością, pogląd taki łatwo jest wyprowadzić z relacji romsko-czeskich, romsko-węgierskich czy romsko-słowackich. Kto chociaż raz, nie zatrzymał się w małych miastach Słowacji, nigdy nie zrozumie konfliktu i napięcia na tle narodowościowym. Niewiedza ta procentuje tym, że nawet słowacki, anarchizujący punk-rockowy band Zona A utworem Cygansky Problem może być odbierany, jako szerzący nienawiść między etnicznymi grupami. Jak wspomina lider słowackiego zespołu punk-rockowego Petr Schredl, pseudonim Konyk, na początku lat 90. duża liczba zespołów rockowych z byłej Czechosłowacji poświęcało swoje piosenki  zagadnieniu relacji czesko-romskiej lub słowacko-romskiej. Zona A nie stanowiła tutaj wyjątku. Do lat 1992-1993 utwór Cygansky problem nie budził kontrowersji. W tych latach dopiero część fan-zinów anarchistycznych zza południowej granicy, okrzyknęła zespół z Bratysławy jako rasistów. Po latach sprawa poszła w zapomnienie, choć niekiedy dalej niepochlebnie o grupie Zona A wyrażają się takie organizacje, jak Antifa i „Ludia proti rasizmu”. Utwór ten jednak całkowicie nie zainteresował oficjalnej słowackiej prasy. Zona A nie gra go jednak na koncertach od 1991[27].

W Słowacji problem relacji romsko –słowackiej rzeczywiście istnieje. Reakcje organizacji zwalczającej i piętnującej rasizm są zbyt daleko idące. Oskarżanie zespołu Zona A o sianie ksenofobi czy nawoływania do nienawiści przeciwko cygańskiej mniejszości nie ma sensu. Nadgorliwość śledzących zagadnienia rasizmu niekiedy wręcz ośmiesza czy dyskredytuje to jakże poważne zjawisko. Właśnie to spotkało powyższy bratysławski zespół punk-rockowy, który istnieje w swoim kraju już od 1983 roku.

Bez odrobiny refleksji nad powyższymi problemami, nawet książki Andrzeja Stasiuka Jadąc do Babadag z 2004 roku czy Taksim z 2009 roku będą wywoływać retoryczne pytania. Proroctwa pisarza z Wołowca, że za pięćdziesiąt lat, od południa, Polska może graniczyć z pierwszym romskim państwem na świecie też wydają się niepoprawne politycznie. W Fado, książce przepełnionej melancholią, A. Stasiuk snuł refleksje o Europie środkowo-wschodniej. Z zadumą, pisał o przyszłości romskiej w Słowacji: Słowacja liczy 5,4 miliona mieszkańców. Pół miliona z tej liczby to Cyganie. Cyganie mają znacznie większy przyrost naturalny. Prognozy mówią, że za pięćdziesiąt lat będą w Słowacji stanowili większość[28]. Dynamiczny rozwój tej koczowniczej wspólnoty, czego nie boi się napisać autor z Wołowca, fascynuje pisarza również jego najnowszej książce. W jego powieści już niemal od początku doświadczamy cygańskiej obecności. Jego fikcyjni, literaccy bohaterowie również tutaj, przepowiadają bliską dominację cygańską od Koszyc po Bratysławę:- Niedługo będzie ich tutaj więcej niż nas-mówił na widok pierwszych schludnych domów przy drodze. –Założą swoje państwo i tyle[29]. Kilka stron dalej, proroctwo romskiego państwa zza Tatr znowu powraca. Jego literacki Władek, stary handlarz, który niejedno widział w swoim życiu opowiada z obawą narratorowi: – Człowieku co ty wiesz…Ledwo parę lat mają to swoje państwo,  a już zaraz będzie w nim więcej Cyganów niż obywateli pierwszego gatunku[30]. Co ciekawe, A. Stasiuk nigdy nie pisze o przybyszach znad dalekiego Gangesu, jako o Romach, tylko o Cyganach. Wszystko jedno czy jest to przepełniony refleksją esej jak Fado czy też powieść o handlowcach –wagabundach jak Taksim. Czy Andrzej Stasiuk ostrzega przed romską falą?  Dochodzimy do absurdu. Jeśli przyjąć kryteria poprawności politycznej, wyrwać słowa z kontekstu, to wielki „samotnik z Beskidu Niskiego”, jak określają A. Stasiuka co niektórzy dziennikarze, też mógłby być drugim Luisem Ferdinadem Celiném. Nota bene, do którego formy i języka literackiego „samotnik z Beskidu Niskiego” nie ukrywa sympatii. O fakcie tym Andrzej Stasiuk wspominał w swojej autobiografii, gdzie napisał: Dostałem od Gwidona „Podróż do kresu nocy” Céline`a. Nie, przepraszam, tylko mi pożyczył i mu oddałem. Kompletnie mnie wtedy Céline nie kręcił. Teraz rżnę z niego ile się da. – To na wypadek, gdyby jakiemuś krytykowi wydawało się, że odkrywa Amerykę. Siedzę i rżnę aż gwiżdże[31]. Zagadnienia związane z Romami są u A. Stasiuka cały czas obecne. Fascynacje ideą cygańskiej wspólnoty są u A. Stasiuka tak silne (pisarz mówił często o „obsesji cygańskiej”), że dla ignorantów mogą wydawać się mocno podejrzane.

Posądzani o ksenofobię są również muzycy żydowscy. Zarzut taki postawił Bobowi Dylanowi jeden z młodych, amerykańskich internautów. Przeanalizował on piosenkę amerykańskiego barda Neihborhood Bully z 1983 roku. Internauta posługujący się pseudonimem Ellis ocenił, że amerykański bard we wspomnianym utworze uprawia niesprawiedliwą syjonistyczną propagandę. Internauta recenzując twórczość Boba Dylana napisał, że treść piosenki Neihborhood Bully jest taką samą ciemną plamą w jego dorobku, jak wątki antysemickie w pisarstwie Thomasa Samuela Eliota[32]. Internauta swoją interpretację utworu Neihborhood Bully znacznie rozwinął. Ellis podkreślił ten fakt, przypominając, że biografowie Boba Dylana, jak Howard Sounes i Mike Marques nie byli tak surowi wobec piosenki Neihborhood Bully, ani Boba Dylana. Autorzy ci nie określili więc gwiazdy amerykańskiego rocka, jako syjonisty, ani tym bardziej rasisty. Jego kontrowersyjny utwór H. Sounes ocenił, że jest jedynie poparciem Boba Dylana dla walki z arabskimi sąsiadami. M. Marques w treści Neihborhood Bully doszukał się jedynie opowieści o bombardowaniu przez Izrael w 1981 irackiego reaktora nuklearnego w ośrodku Osirak[33].

Historia rocka z ostatnich trzydziestu lat zna liczne przypadki, kiedy piosenki wzbudzały nie mniejsze, polityczne kontrowersje. Podczas I wojny w Iraku, w 1991 roku, w licznych krajach zabroniono radiostacjom radiowym emitowanie piosenki zespołu The Cure Killing an Arab, który zespół nagrał na albumie Boys Don’t Cry, wydanym w grudniu 1978 roku. Od 2005 roku wzbudzająca kontrowersje, a w niektórych środowiskach oburzenie piosenka The Cure została zmieniona na Kissing an Arab. Duża grupa oddziałów Irlandzkiej Republikańskiej Armii uznała zaś, że piosenka Sunday Bloody Sunday jest hymnem bojowników z Ulsteru. W politycznym amoku nikt nie wziął pod uwagę, że intencje grupy rockowej U2 były zupełnie inne, a muzyczny esej o krwawej niedzieli z 1973 miało nie dzielić tylko łączyć. Nie zawsze bowiem fani właściwie odczytują zamiary i przesłanki swoich idoli. Niezrozumienie przekazu na linii autor – słuchacz, widz, czy czytelnik z pewnością była, jest i będzie się zdarzać. Jest to zrozumiałe, gorzej jeśli niesie to ze sobą złe konsekwencje.


[1] S. L. Beeber’s, The Hebie jeebies At CBGB’s. A secret History of Jewish Punk, Chicago 2006, s. 1-9.

[2] M. Croland, The Non-Jewish Side of My Jewish Punk Research, odczyt z 19 sierpnia 2010.

[3] Ibidem.

[4] Zob. Forum zespołu  cid Drinkers, www.acid-drinkers.com, Rammstein für Deutschlernende, http:// german.about.com/library/bIrammst.htm/ odczyt z 17 sierpnia 2010.

[5] Ł. Radwan, Homo Hitler. Druga młodość trzeciej Rzeszy, Wprost, 2/2007/(1255), s. 101.

[6] M. Mońko, Laibach był w Raciborzu na wyciągnięcie ręki, Gazeta Wyborcza –Katowice, http://cjg.gazeta.pl/ , odczyt z 17 sierpnia 2010.

[7] Zob. Film Wściekłość i brud (Filth and the Fury), reż. Julien Temple, Wielka Brytania 2000.

[8] S. L. Beeber, From Oi to Oy: is Hardcore Punk Suddenly Kosher?, http://www.zeek.net/, odczyt z 19 sierpnia 2010.

[9] C. Łazarewicz, E. Winnicka, Come together, czyli śladami Beatlesów po Londynie, Polityka, nr 32(2768), 7 sierpnia 2010, s. 104.

[10] K. Potaczała, KSU, Rejestracja buntu, Rzeszów 2010, s. 110.

[11] Ibidem, s. 173.

[12] Michael Jackson był antysemitą! Blogmedia 24, http://blogmedia 24.pl/node/15916. Odczyt z 8 grudnia 2009. Zob. też Michael Jackson Anti-semitic?, http:// www.mjfiles.com/

[13] Inna jaskrawość. Z Kazikiem Staszewskim rozmawia Przemysław Szubartowicz, Trybuna, nr 21, 20-21 październik 2001.

[14] Psy Wojny, wywiad z Falonem, Pasażer, nr 16, wiosna-lato 2002,  s.113.

[15] J. Michalak, Nie będę wisiał ukrzyżowany. 30 lat punk rocka na Dolnym Śląsku. Ludzie, teksty, inspiracje, kapele, Wrocław 2008, s. 109, 131.

[16] Meble, utwór: Ballada o dwóch wieżach i IŁ 62 feat. Magura, utwór: Dzięki Ci Ameryko (Ruchome Święto Dziękczynienia), płyta Radio Lampa dołączona do pisma Lampa, nr 9, grudzień 2004.

[17] Korespondencja autora z dr hab. Wojciechem Kajtochem, prasoznawcą i badaczem języka subkultur młodzieżowych. E-mail z dnia 22 grudnia 2009.

[18] Jon Widerhorn, Peter Steele Of Type O Negative: A Remembrance, Frontman’s dark image his friendly, humorous personality, http://www.mtv.com/news/articles/1637149/20100415/type_o_negative.jhtml, odczyt z dnia 14 lipca 2010.

[19] Read abort Iced Earth, http://www.metal-archives.com/more.php, odczyt z dnia 22 grudnia 2009.

[20] R. Simons za/przeciw antysemityzmowi? , http://www.rapgra.com/news/ , odczyt z 18 grudnia 2009.

[21] Dr Huey P. Newton Foundation: „There is no new Black Panther Party”, http: //www.blackpanther.org/newsalert.htm Odczyt z 11 grudnia 2009.

[22] Koncert Daniela Landy i zespołu Kult w Pardubicach, 25.04.2008. Zob. film o przebiegu koncertu i komentarze internautów na www.you.toube.

[23] L. Szymanowska, M. Jakimowicz, Neofaszysta na kolanach, Gość Niedzielny,  nr 8, 2005, s. 32-33.

[24] J. Podsiadło, Nie znacie, to posłuchajcie, Tygodnik Powszechny, nr 35 (2773), 1 września 2002. B. Koroluk, Rock euroazjatycki, Fronda, nr 11-12, 1998.

[25] W. Zimowski, Próba apoteozy podziemia. Nie publikowany tekst w zbiorach autora.

[26] E. Limonow, To ja, Ediczka, Warszawa 2005, s. 121-122.

[27] Korespondencja Remigiusza Kasprzyckiego z Petrem Schredlem, wokalistą i menadżerem słowackiego zespołu punk-rockowego Zona A. List P. Schredla, Konyka do autora, z 9 grudnia 2009.

[28] A. Stasiuk, Fado, Wołowiec 2006, s. 76.

[29] A. Stasiuk, Taksim, Wołowiec 2009. s. 16

[30] Ibidem, s. 22.

[31] A. Stasiuk, Jak zostałem pisarzem (próba autobiografii intelektualnej), Czarne 1998, s. 112. Nawet antysemita L. F. Celine w swojej książce Zamku do zamku zdobył się na słowa sympatii wobec Żydów, przymusowo chrzczonych w średniowiecznej Francji. Zob. L. F. Céline, Zamku do zamku, Izabelin 1998, s. 116.

[32] Ellis, Bob Dylan’s Racist Song, The Sharp Side, http://ellissharp.blogpost.com, odczyt z 7 grudnia 2009.

[33] Ibidem.

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook