23 października 2020

„Ojcowizna” niejedno ma imię?

1 min read

Nie wiem jak Tobie drogi Czytelniku, ale mnie „ojcowizna” kojarzy się krzepkim chłopem, ciężko pracującym w swoim gospodarstwie i to takim z lat pięćdziesiątych, co to za trzy palce zaoranej przez sąsiada jego gleby, chwyta za kosę, wszak tamten wlazł w szkodę, jak  w filmowej sadze o Kargulach i Pawlakach Sylwestra Chęcińskiego.

Ten sam chłop wydawał się być prawie całkowicie samowystarczalnym, nawet w kwestii uboju zwierząt i następnie przerobieniu ich na… wędliny. Tak, czy inaczej, wszystko kończyło się na wędzeniu. Obecnie, już za kilka chwil przepisy unijne zabronią tego, łącznie ze sportem narodowym Polaków – grillowaniem. Niedorzeczność? Nie większa od tej, którą dostrzegłem dzisiaj w jednej z reklam znanego marketu, słynącego z wędliniarskiej „masówki” z dziwnymi nazwami producenta.

Ja owe cudo wygląda? Bałem się dociekać, spodziewając się kolejnego niby – mięsa, ociekającego jakimś wędzarniczym płynem. Dam głowę za to,że ta wędlina daleka jest od wyobrażeń w czym utwierdza mnie cena. Grunt, to promocja i dobry marketing.

Smacznego? Przynajmniej do chwili, gdy produkt przypominać będzie oślizgłego gluta.

_______________

(mrf)

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook