28 października 2020

Osiedlowi chuligani, czy już terroryści?

3 min read

Wakacje trwają, niestety, chyba zbyt długo, młodzież nie bardzo wie, co ma ze sobą zrobić i trudno się jej dziwić, to znak naszych czasów – bieda i bezrobocie. I nic dziwnego, że jedyną rozrywką jest piwo i niszczenie cudzego mienia.

Zwykle te dwa zjawiska są silnie ze sobą powiązane, ponieważ nic nie daje tak silnego „kopa” jak alkohol na odwagę. Potem jest już tylko gorzej. Konia z rzędem temu, kto wpadłby na podobny pomysł – np. pomalowanie cudzych samochodów farbą i to hurtem, jak leci. „Świetny kawał, boki zrywać”, zwłaszcza wtedy, gdy właściciele swoich aut rano spieszą się do pracy i dopiero po chwili orientują się, że ten dzień będzie dla nich wyjątkowym.

Przecinanie opon? To prawie codzienność, a przerysowanie blach ostrym narzędziem, to standard. Straty? Sięgają wielu tysięcy złotych, a co z policjantami, którzy powinni strzec naszego mienia wykonując tzw. „patrole”? Zdaje się, że o tej nowej „zabawie” nawet nie wiedzą!

Przodują oczywiście osiedla bloków, tam cywilizacja ma różne oblicza, podobnie jak ławeczki, które miast służyć strudzonym spacerowiczom, są wylęgarnią patologii. Patrole jeżdżą, policjanci widzą, ale nawet przez myśl im nie przejdzie, aby się zatrzymać i sprawdzić delikwentów, co im tak wesoło i dlaczego tak często wędrują do pobliskich znaków drogowych. Nie, to nie kwestia nauki, czy poznania kodeksu drogowego od kuchni, znaki są tak sprytnie skonstruowane, że w ich tylnej części zmieści się nie tylko butelka, ale nawet spora szklanka! Ot, taki barek na jednej nodze, który ufundowały służby drogowe wszystkim spragnionym miejscowego „sikacza”, jest dyskretny i niewidoczny dla tych, którzy podobno „chronią i bronią”.

Gdzie nie warto parkować samochodów i spacerować? W rankingu zdecydowanie prowadzi Aleja LOP, tam ryzyko jest największe w godzinach bardzo wczesnych i… nocą. Kolejnym takim miejscem są ulice osiedlowe wzdłuż Warszawskiej, tam bezpłatnie można doczekać się nieoczekiwanej zmiany koloru auta na np. w „ciapki”, najgorsze jest to, że mamy do czynienia zwykle z farbą olejną – wyjątkowo paskudną do usunięcia. Poszkodowani kierowcy nie wiedzieć, czemu nie powiadamiają organów ścigania, czyżby bali się zemsty? To możliwe, podobnie jak to, że podczas takich „zabaw” zawsze są świadkowie, którzy w konfrontacji głuchną i ślepną.

Skoro Policja nie radzi sobie z problemem, co potencjalna ofiara chuligana może zrobić? Najlepiej byłoby łobuza zastrzelić, niestety, mamy przejściowe problemy z ustawą o posiadaniu broni. Pozostają jeszcze wiatrówki, proce, buzdygany, maczety ( instruktaż użycia można otrzymać od krakowskich kiboli), cep i ewentualnie łopata. My jednak proponujemy proste urządzenie – kamerę – rejestrator. Koszt jest znikomy, a radości po pachy.Takim dowodom, żaden posterunek policyjny się nie oprze i nie wystawi po kilku tygodniach kwita z adnotacją – „…z braku wykrycia sprawców sprawę umorzono”. Podobna sentencja, to nawet nie jest skandal, a brak kompetencji.

Zupełnie poważnie mówiąc, problem staje się coraz bardziej dokuczliwy i rzeczywiście, trzeba reagować. Policja ma swoje obowiązki, które musi wypełniać, skoro jest inaczej obywatel ma jeszcze kilka innych dróg prawnych, które powinien wykorzystać. A może sytuacja dojrzała już, aby wreszcie powołać Tucholską Straż Miejską, która będzie bardziej operatywna od funkcjonariuszy, którzy bardzo niechętnie opuszczają wnętrza swoich radiowozów?

Poddajemy pod przemyślenia, a poszkodowanym kierowcom współczujemy z powodu pozornej, chwilowej bezsilności wobec łobuzów, którzy zniszczyli ich mienie.

(red.)

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook