30 października 2020

Panie Boże strzeż nas przed językoznawcami, autorytetami kreowanymi przez media! (felieton autorski)

5 min read

Dzisiejszy wieczór z Michałem Ogórkiem i Jerzym Bralczykiem z pewnością przejdzie do historii spotkań z ciekawymi ludźmi, którzy odwiedzili przyjazne progi Miejskiej Biblioteki Publicznej w nieco innej scenograficznie, niż zwykle, gustownej odsłonie.

Jednak nie przeceniałbym tego spotkania, które zaiste nie wiem, jaki miało cel. Oczywiście, biorąc pod uwagę to, że obaj panowie promowali swoje najnowsze dzieło – książkę, nie było tak do końca straconym czasem. Tylko człowiek szanujący dzieło ludzkiego wysiłku intelektualnego wie, co autor ma na myśli. Co do reszty spotkania, to jakiś niewyobrażalny ciąg braku szacunku dla publiczności, choć ta zachowała się wzorowo, a wcale nie powinna.

Motyw przewodni – książka, był obecny przez cały czas, a odnośniki do życia codziennego dziwiły. Nie wiedzieć czemu, osobę profesora Bralczyka przyjęło się traktować, jako autorytet w dziedzinie prawidłowości w posługiwaniu się językiem ojczystym, nic bardziej mylnego. Po spotkaniu, miałem przyjemność długo rozmawiać z jednym z dziennikarzy, który odwiedził dzisiaj aulę MBP, okazało się, że był podobnie jak ja mocno zbulwersowany wystąpieniem profesora. Oczywiście, rzeczą ludzką jest błądzić, ale telefon do przyjaciela, który ukończył polonistykę w jednej z najbardziej renomowanych polskich uczelni, rozwiał wszelkie wątpliwości.

– Bralczyk? Zaraz, daj mi chwilę…, nie, zdecydowanie nie znam, a powinienem?

No właśnie, czy mój rozmówca powinien znać tę postać? Oczywiście tak, zakładając, że ogląda telewizję… śniadaniową. Czy osoba publiczna, bo występująca w TV staje się od razu autorytetem? Niestety, w Polsce jest to swoistą normą, której nieliczni nie akceptują i słusznie. A wszystko wynika z niewiedzy, mamy do czynienia z językoznawcą, specjalistą w zakresie języka mediów, reklamy i polityki. Z tych zadań Bralczyk świetnie się wywiązał, krytykując „cyrk”, który musimy oglądać na srebrnym ekranie. Nie ma nic bardziej idiotycznego, jak świat mediów. W ten sposób profesor uprzedził moje pytanie, które na zakończenie chciałem mu zadać. I na tym kończy się słowo z gatunku przemyślanych, a zaczyna się kabaret.

Słowotok, w który w pewnym momencie popadł „kluczowy gość” z Warszawy, stał się natarczywym, drażniącym, protekcjonalnym, a nawet uwłaczającym inteligencji osób, które przybyły na spotkanie w dobrej wierze. Miałem wrażenie, że publiczność podzieliła się na trzy obozy:

– nieobecni duchem – młodzi, znudzeni ludzie,

– milczący, którzy są zbyt taktowni, aby nie zareagować gwałtowniej i…

– …reszta wpatrzona w celebrytę, jak „sroka w gnat”.

Była jeszcze czwarta grupa osób, które zorganizowały moim zdaniem to bezsensowne spotkanie.

Siedząc po drugiej stronie kamery ma się czasami lepszy od innych i bardziej niezależny ogląd sytuacji, będąc częstym gościem na spotkaniach z ludźmi polityki, sztuki i wielu innych profesji. Pewnych sytuacji przecenić nie sposób, a traktowanie widza „z góry” jest zwykłym brakiem szacunku i wychowania, a z tym właśnie mieliśmy do czynienia tego wieczoru. I nie pomógł studzący zapędy profesora znakomity felietonista – pan Michał Ogórek, którego w zasadzie za jego felietony można kochać lub nienawidzić. Oczywiście, zaraz podniesie się głos, że „nie kocha się za coś, a mimo czegoś”, być może tak jest, a być może nie.

Bralczyk dobitnie pokazał, na jakim według niego poziomie znajduje się zebrana widownia, to gdzieś pomiędzy epoką kamienia łupanego, a epoką brązu, oczywiście w kwestiach językowych i w jego mniemaniu. Czyżby kompleks?

I dziwi mnie to, że komukolwiek wpadło do głowy, aby zadać profesorowi pytanie z gatunku „tych trudnych”. Miał poważne problemy z kwalifikacją i wyjaśnieniem konkretnych  źródeł pochodzenia słów, o czym przekonała się jedna z wybitnych poetek, która nieopatrznie wdała się w polemikę z człowiekiem, nie mającym pojęcia, z kim uprawia słowną szermierkę. To właśnie w tym momencie wylazło profesorskie szydło z wirtualnego worka. Pech chciał, że trafił na jedną z mistrzyń. Wyjątkowo przykre wydarzenie, którego publiczność w większości nie wychwyciła, traktując sytuację, jak wielki żart celebryty. Pokażemy to wkrótce w naszym kanale TV.  Zapewne byłem jedną z tych osób, której tego wieczoru nie było do śmiechu, a zwyczajny wstyd za to, że… stracił swój cenny czas na wsłuchiwanie się w stek bzdur, zaproszonej gwiazdy.

Niewątpliwie, redaktor Ogórek świetnie wkomponował w sytuację: „ mityguj się profesorze”, choć i ten fragment został potraktowany jak kolejny żart nagrodzony oklaskami. Doprawdy nie wiem, czy większość tzw. elit tucholskich zgłupiała do reszty, czy tylko udawała?

Spotkanie miało konkretny cel… podobno, wśród organizatorów i zaproszonych gości pojawiły się postaci ze świata polityki, które acz zamożne, słyną z pustogłowia, co jest prawie mierzalne ilością gaf, które popełniają od lat, przeceniając swoje znaczenie. Czy mieliśmy do czynienia z lichą próbą mocno wyprzedzającej przedwyborczą jatkę kiełbachą, czy też irracjonalnym stekiem zachowań, mających olśnienić miejscowych elokwencją i sposobem wykonywania ukłonów w stronę publiczności? Cóż, pewnych zachowań nie wysysa się z mlekiem matki, to się ma we krwi lub… korzysta się z pomocy Tymochowicza, a warto, autor skorzystał z dobrym skutkiem, choć palenia papierosów w miejscach publicznych opanować się autorowi nie udało. Widać słabo się starał. Jednak zapewniam, że nauka zachowania w tym przypadku, przydałaby się większości „koronowanych głów” z kilkoma wyjątkami, którym współczuję ze względu na sąsiedztwo.

Niesmacznym były porównania i próby strojenia sobie żartów z dwóch tragedii lotniczych, w których wyjaśnianiu brał udział autor. Pierwszą był ciąg zdarzeń, który zakończył się tragicznie dla załogi i pasażerów  Iła-62M SP-LBG Tadeusz Kościuszko Polskich Linii Lotniczych LOT, który 9 maja 87 roku rozbił się w Lesie Kabackim, drugim tragedia w Smoleńsku, gdzie ginie większość polskich polityków i wojskowych. Nie ma wytłumaczenia na to, że obaj goście spotkania rozważali ostatnie słowa w zapisie czarnych skrzynek i to, do jakich zwrotów mogą posuwać się ludzie w obliczu śmierci. Nie ukrywam, byłem wstrząśnięty, jednak wzorem agenta 007 pozostałem niewzruszonym, bo to w złym tonie.

Z wielką troską dopytuję się, czy aby profesorowi nie zaszkodziła woda sodowa, którą  podano obu panom?

 

Mariusz R.Fryckowski

___________________________________________________

Już wkrótce przedstawimy retransmisję spotkania, powstaje film.

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook